szwedzkiereminiscencje

Galicyjska gaweda-Stojowski

In CK Monarchia, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 17 Styczeń 2012 at 23:34

Andrzej Stojowski / Romans polski. Kareta / 1975

Szukajcie a znajdziecie: szukalam Musila, a znalazlam Stojowskiego. Musil znalazl sie dopiero wczoraj – lekko pogryziony przez szynszyle, pod telewizorem. Wszystko to w szale po Bernhardzie, który wyzwolil we mnie tesknote za rodzinna CK Monarchia.

Ksiazke dostalam kiedys w szkole jako nagrode i nigdy do konca nie przebrnelam – widocznie niektórym lekturom wskazane jest lezakowanie. Teraz mi zupelnie przypasowala – a wrecz im dalej od przewrócenia ostatniej strony tym wieksza mnie tesknota ogarnia. Przede wszystkim to jedzenie! Niezaleznie czy czasy króla Stasia czy tez nadciaga pierwsza wojna – jedzenie odgrywa role zasadnicza. Poprawia humory i stosunki rodzinne, ma byc obfite i spozywane w milej atmosferze.

Czas ostatni ubierac sie, ze dwie godziny tylko do obiadu, podadza wieczorem. Ojcu bardzo dale sie zalezec – kochany ojciec! Sam do kuchni chodzil, kosztowal sosów, jakies przyprawy radzil kucharzowi, az kucharz zly, zmarszczyl sie – i tak zrobi po dawnemu!

Zas sama uczta tak sie toczyla:

Bulion byl znakomity, a wino z Madery wytrawne, az wuj Artur pochwalil. Pieczen znosna, za to kuropatwy…no, jej sie dostala moze wyjatkowo sucha – czy gosciom tez? Szczesciem, ta Karoliny tlusta sie wydaje, a nie wiedziec czemu to Karoliny wlasnie bala sie najbardziej Klaudia. Ach, ojciec znów zrobil plame z czerwonego wina – na obrusie plame, na kamizelce! Juz wstac chciala, pomagac ojcu – jest taki niezreczny! Powstrzymala sie w pore, sa goscie – nie wypada! (…) Soufflé oklaply troche – za dlugo stal na bratrurze, moze tez i cukru za wiele wsypali – az ciagnie sie, niedobrze! Przeciez pani Julia, ciocia Julia, dobiera – to moze nie az tak strasznie zle?
– Doskonaly wasz wegrzyn! – Wuj Artur pochwalil, a on sie zna na winach!

No i czy nie przyjemnie by tak by bylo zasiasc w takim rodzinnym gronie?

Choc poza posilkami obowiazywalo prawo dzungli: jedni majatek zdobywali podstepem, a drudzy – ku zgorszeniu krewnych – praca wlasnych rak i gra na gieldzie. Kobiety mogly sobie poszalec dopiero jako wdowy – wczesniej byly strategicznie wydawane za maz. Choc niektóre, te bardziej charakterne postawily na swoim i poszly za glosem serca. Ku najpierw zgrozie, a potem rezygnacji reszty rodziny.

Podobno Stojowski opisywal historie wlasnej rodziny, a jako Skarbek-Stojowski, potomek Potockich i Dzialynskich zdecydowanie mial co. Przetacza sie cala historia Polski, widziana z perspektywy prowincji, od konca XVIII do poczatków XX wieku. Jest i wujek od Napoleona, który pada ofiara galicyjskich rzezi chlopskich. Sa powstanie i powstancy – oraz ich przeciwnicy. Namiestnicy cesarscy. Szlachta, arystokraci, sluzba, przemyslowcy, wielcy finasisci. Zony i kochanki. Polowania, sluzba w cesarskich formacjach i koszarach. I tu nie moge sie oprzec, zeby nie wkleic do sztambucha zdjecia wlasnych krewnych:

Ku swojemu zdziwieniu znalazlam w tekscie takze pare nader interesujacych sentencji:

Bo ludzie zamknieci w swoim egoizmie chca, by ich kochano, choc sami nie sa zdolni do milosci.

Oraz:

Prawda to jest ta wersja, która swiat przyjmuje

Sa tez zacytowane autentyczne ogloszenia prasowe i afisze, w tym list gonczy – wielorakie smaki i smaczki zapomnianej Galicji. Skandale i emigracja do Ameryki. Konie.
Odkrycie ropy naftowej na Podkarpaciu. Powolny rozwój przemyslu.Wladza mediów – w tym wypadku dziennikarzy i gazet. Uluda szczesliwego zycia. Jak ktos lubi gawede szlachecka, zycie niespieszne i plotki niekasliwe, to z przyjemnoscia sie zanurzy w historii jednego ze znacznych rodów galicyjskich. Potwierdza sie stara prawda, ze zaden pisarz nie przebije fantazja samego zycia.

 

 

 

  1. O, Stojowski, Kuśniewicz – piękna proza, a taka zapomniana. Stojowskiego bardzo polecam opowiadania „Podróż do Nieczajny”: nostalgiczne, czułe, takie „klisze pamięci” świata, którego już nie ma.

    • o, tu tez j nieczajna!

      pod telewizorem odkrylam jeszcze dwa nadgryzione zebem czasu i szynszyli kusniewicze – moze do nich wkrótce dojrzeje? dawniej wydawaly mi sie zakalcowate, ale moze nareszcie do kusniewicza dojrzalam

  2. A co Kuśniewicza? „Lekcję martwego języka” polecam. Dużo masz jeszcze książek pod tym telewizorem?😉

  3. tego akurat, niestety, nie mam. znalazlam: króla obojga sycylii i trzecie królestwo, które lepsze?

    z ciekawostek wygrzebalam mocno pogryzionego lorda jima, kt do tej pory nie udalo mi sie przeczytac (sluchalam kiedys w radio). szynszyla wlasnie usiluje przeprogramowac na pierniczki zamiast ksiazek😉

    poza jimem – ksiazke o jezyku wladzy (streszczenie: kto ma wladze, ten ksztaltuje jezyk wladzy) oraz the ultimate EU test book. no i jakies kity po szwedzku, kt nawet szynszyle nie ruszaja

    ty sie smiej, a ja odetchnelam z ulga po znaleziskach. bylam niczym ten kubus puchatek, co to mial garnczek miodu i obawialam sie, ze oto przedwczesna demencja juz byla nadeszla. jednak dobrze pamietalam, ze mialam, ufff!

  4. Szynszyle? pod telewizorem? I jeszcze od czasów szkolnych książki tam leżą (?). Czyś ty aby faktycznie Panną, Sygrydo🙂
    Jedzenie TAK, byle nie suche i nie za słodkie. A ojciec, czy faktycznie taki ‚kochany’ skoro przy stole nijak zachować się nie umie?
    Krewni twoi – piękni! Książka też: łatwo i miło czytać, bo to i język prosty i historie swojskie. Pozdrawiam

    • szynszyl ma wychodne raz w tygodniu. to juz mój tzreci, a gryzonie to b pracowita nacja. pogryzione kable, ksiazki i buty to niewielka cena za posiadanie przyjaciela😉

      no wlasnie dlatego pewnie jestem przenoszym lwem…

      wychowana bylam przez puryste jezykowego, a przed czytaniem ksiazek musialam umyc raczki i PO-KA-ZAC. teraz namietnie zaginam rogi i robie notatki (olówkiem)

      stosunki rodzinne u stojowskiego patriarchalne – te kobietki musialy sobie jakos same radzic i to w tajemnicy przed facetami. malzenstwo klaudii bylo transakcja – mariazem dobrego nazwiska i „patriotyzmu” z potomkiem znamienitego rodu, kt zachowal jeszcze troche majatku. ale moze takie ladne zwracanie sie do siebie nie bylo takie zle?

    • acha, a w dziecinstwie nie bylo ksiazek pod telewizorem. programowo nie bylo telewizora. ksiazki byly

  5. Otworzyłaś mi oczy na argumenty dla tych, którzy ośmielili by się zarzucić żem za mało przyjacielska. Skoro i gryzienie i demolka wszelka nie dyskwalifikują, czegoż ach czegoż można chcieć więcej. Na dodatek mowy nie ma bym swoją, czy cudzą tym bardziej, książkę pogięła. Sama widzisz, ideał ze mnie.
    Przerobiłam młode psy, koty, chomiki i świnkę morską. Ta ostatnia najbardziej lubiła grubą, wytłaczaną tapetę w przedpokoju. Cudnie więc u mnie bywało już od wejścia. Za to później, telewizor nawet radziecki kolorowy był! Książki też, czytane. Złośliwe siostry przywiązywały mi warkocze do krzesła, bo wiedziały że i tak nie poczuję – zaczytana.

    Stosunki rodzinne specjalnie nie ewoluują, z tego co widzę wokół. Formy i owszem. Skoro jednak asertywność robi karierę, większość dowolnie wali bliźniemu między oczy. Wiadomo więc raczej co kto o tatusiu myśli. Cała różnica, to więcej dzieci z samotnie walczącą z życiem mamą.🙂

  6. ewo! moze powinnam jeszcze dodac, ze pozyczone od innych ksiazki szanuje – i spodziewam sie tego samego, jakby sie komus udalo pozyczyc ksiazke ode mnie. czyli: gryzienie zastrzezone j dla szynszyli!

    na temat – jak to ladnie sformulowalas – „walczacej z zyciem mamy” wiem wszystko, poniewaz tak wychowalam swoje dziecko, sztuk raz😉

  7. Trafiłem po latach na ten ciekawy i miły dla mnie wpis o znakomitym, mocno zapoznanym pisarzu i moim wuju (cioteczny brat mojej matki). Sam autor był osobą na prawdę niezwykłą. Niesamowicie wręcz błyskotliwy i erudyta w pełnym tego słowa znaczeniu, jakiego to znaczenia dziś chyba nikt już nie tylko nie osiąga, ale w dobie internetu w komórce nie jest w stanie sięgnąć. Te historie (Chłopiec na kucu, Podróż do Nieczajny, Kareta, Uzdrojowisko etc.), to dla mnie są opowieści rodzinne, za których opisanie – nawiasem mówiąc – był Andrzej z rodziny mocno wyklęty.
    Jednak być może jego najlepsze są jego opowiadania „Zamek w Karpatach” i powieść o Dymitrze Samozwańcu – „Carskie Wrota”. Tam wtedy, to nasz wspólny przodek z Andrzejem, Jerzy Mniszech właśnie, rozgrywał swoją córką grę o tron carski…
    U mnie tez w domu w dzieciństwie, programowo nie było telewizora.
    Pozdrawiam serdecznie

    • No cos takiego! To jednak ktos – poza automatyczna spamerka z USA – tu zaglada. B to mile – a w kontekscie takze i szalenie ciekawe. Boje sie, ze z nastepnymi lekturami Stojowskiego moze byc gorzej – bo gdzies je trzeba by zdobyc. Musze powiedziec, ze Romans polski – Kareta jakos mnie nie opuszczaja – albo mi nie odpuszczaja. Myslalam o tej lekturze nie dalej niz dzisiaj, po przeczytaniu wywiadu z synem Milosza. Zastanawialam sie dokad odszedl swiat oryginalów, osób barwnych i z charakterem? Gdzie sie podziala ta ciekawsza strona tradycji szlacheckiej?

      Wierze w autentycznosc opisanych historii ropdzinnych – to sie czuje. Kazda rodzina czuje sie dotknieta zaserwowaniem na pólmisku jej sekretów rodzinnych, lecz w tym wypadku niepodzielenie sie byloby sknerstwem. Znakomite opowiesci!

      Serdecznie dziekuje za wizyte i pozdrawiam \ M

      • To skoro o Tarnowskich, polecam bardziej współczesną pozycje, nie tylko rodzinną, ale (za wyjątkiem może jednego rozdziału) na prawdę dobra książkę Andrew Tarnowskiego „Ostatni Mazur”. To nie tylko „rodzinne historie”, to kawałek literatury, choć Andrew, zostawiony i – niby kukułcze jajo – wykluty w anglosaskiej mentalności, nie wszystko jest w stanie zrozumieć ze swojego rodowego i historycznego dziedzictwa. Jednak pozycja outsidera (rodzinnego, kulturowego i językowego) wiecej mu chyba pomogła. Szkoda ze polskie historie, pomijając te traktujace o naszych relacjach polsko-żydowskich, tak małe mają szanse na przebicie się do mainstreamu europejskiej czy amerykańskiej kultury. Nawet pisane jak „Ostatni Mazur” po angielsku. A przecież – o paradoksie – czasy komuny dały nam tylu genialnych pisarzy, myslicieli, poetów. No przepraszam: jest Miłosz i Szymborska. To bardzo duzo. Ale czy to wystarczy?

  8. Jeszcze drobna uwaga JORDAN-Stojowski, rodzina bodaj starsza niż Skarbkowie. Pozdrawiam serdecznie.

    • Oj, przepraszam za niescislosc! Najwyrazniej nie odrobilam lekcji – rodowi niczego ujac nie chciawszy. Troche to jak z opisu Krzywickiej o spotkaniu Tarnowskiego z Sobanskim, gdzie sie Sobanski sumowal, ze kim on tam przy Tarnowskich. Ale, jak to mawiaja Szwedzi, rätt ska vara rätt – czyli uszy po sobie stulam i postaram sie na raz nastepny pamietac o Jordanie.

  9. tarnowscy nie calkiem nieznani – ze wzgledu na narty😉

    dziekuje serdecznie za przypomnienie o ksiazce andrew t – pamietam artykul na jego temat w bodajze WO. gdzies mam nawet zanotowane jakies cytaty, poniewaz zdaly mi sie wazkie. teraz widze, ze mozna ksiazke pobrac na kindle’a albo i zamówic w oryginale – na pewno sobie sciagne i przeczytam! tylko, ze mnie takie lektury rozkladaja psychicznie – pozostaje zal za czyms bezpowrotnie utraconym. powraca tez szok, jakim byla obserwacja miernej egzystencji wlasnej rodzny londynskiej. stryj z kanady, kt nigdy nie dane mi poznac

    niestety, ma pan racje: jestesmy mniej egzotyczni niz rosjanie i mniej „dzicy” niz slowianie balkanscy – stad slabiej czytelni dla tzw. zachodu, kt nadal j opiniotwórczy. slaba pociecha tez upadajaca kultura zachodnia, gdyz dla azji nie jestemy wcale ciekawsi. dochodzi slabosc wspólczesnej literatury polskiej, jej wtórnosc i brak umiejetnosci oddawania rzeczywistosci (poza joanna bator czy stasiukiem). galicja utonela w CK – austria czy nawet wegry sa jeszcze rozpoznawalne (hotel budapest). od lat zwracam uwage szwedzkim wydawnictwom, kt z uporem godnym lepszej sprawie stosuja niemieckie nazewnictwo polskich miejscowosci. na noblu sikorski siedzial i biesiadowal, podczas gdy szwedzki telewidz dowiadywal sie, iz sklodowska urodzila sie w rosji… wspólczesna polska kultura j zbyt marna, zeby zaistniec samoistnie, a nasze wladze nie maja rozsadnego planu na jej promowanie. i znowu krzywicka sie klania ze swoja analiza, ze mamy watpliwy przywilej zachowania wlasnej kultury dla siebie

    co jednak nie przeszkadza, ze moi goscie jednym glosem podziwiaja jadalnie ze sciana zawieszona obrazami pedzla dziadzia. w odróznieniu od innych, doceniani czy nie, jednak te kulture w sobie MAMY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: