szwedzkiereminiscencje

Wariacje pianistów-Bernhard

In Ksiazki, Muzyka on 7 stycznia 2012 at 14:23

Thomas Bernhard / Undergångaren / 2004

(czytane do muzyki Bacha)

Juz sam tytul, w oryginale:Der Untergeher nastrecza trudnosci. Bo przegrany to ten, która gral i nie wygral. Loser to takze tez, który zawsze przegrywa. Zas Untergang to m.in. tytul filmu o upadku Hitlera. Na cale szczescie istnieje dokladny szwedzki odpowiednik, który po angielsku oznacza: fall, destruction, ruin, doom, perdition. Czyli: zeby upasc, nalezy najpierw znajdowac sie wysoko. Zeby popasc w ruine trzeba najpierw zdobyt swietnosc. Tytul w oryginale sugeruje kogos, kto osiagnal bardzo wiele i pózniej to stracil. Spadl z wysoka.

Szwedzi by powiedzieli, ze Bernhard jest „bardzo specjalny” (co tutaj oznacza: zdecydowanie odbiegajacy od normy). Pisze jednym ciagiem, pozornie caly czas to samo, dorzucajac caly czas detale, krazac i okrezajac czytelnika. Troche czasu ulpywa zanim czytelnik sie do takiej formy narracji przystosuje. Kiedy juz troche okrzeplam  wpadalo mi do glowy kolejno kogo mi pisarz Bernhard przypomina? Przypominal mi:

  • Jelinek,
  • Kafke (szczególnie motyw zamku)
  • Musila
  • Gombrowicza
  • Pisarzy czeskich
  • Innych pisarzy opisujacych CK-Austrie

Nastepna zagwozdka bylo rozszyfrowanie glównych bohaterów: narratora,Wertheimera i Glenna Goulda. Trzech pianistów w trzech mozliwych (hipotetycznie) konstelacjach:

  • Jeden pianista, dotkniety schizofrenia, o trzech róznych osobowosciach
  • Swieta trójca, konstelacja trójkata, gdzie zawsze dwóch wystepuje na przeciwko jednego
  • Matrioszka: sluchamy narratora, zeby odkryc Werheimera, w którego wnetrzu kryje sie Glenn Gould

Poza tym motyw Austrii, bo tak jak zolnierz Hlaski myslal tylko o jednym, to Bernhard pisze zawsze o Austrii. Podobno Grydzewski „chodzil zawsze z pieknym psem, airdale-terrierem. Slonimski twierdzil, ze ten pies nie lubil swojego pana, co bylo tragedia zycia…nie pana, tylko psa.” Tak i rzecz sie pzredstawia Bernhardem i Austria: TB meczy sie, gdyz mu z ojczyzna nie po drodze. Przy czym Austrii dodal tylko splendoru, a sam okupil te milosc-nienawisc cierpieniem. Zreszta nie on jeden – Jelinek przeciez tez. I tak sobie mysle, ze Austria – skad inad kiedys dla nas synonim dobrobytu w postaci mydelka Fa z Mexico Platz – rzeczywiscie ma klopot z tozsamoscia. Po pierwsze wlasnie „upadek i destrukcja” – bo jak sie poczyta Jasienice to moc i potega Austrii oraz jej dominujaca rola w Europie robia wrazenie. Siatka szpiegów, zwiazki z Watykanem, polityka obsadzania tronów, niszczenia kolejnych panstw. Potem jeszcze CK, którego slady czuje sie jeszcze w moim macierzystym Krakowie. A teraz? Teraz lezy i kwiczy. Pieniadze niby sa, kultura niby jest – i co z tego? Mnie przypomina karkas upieczonego indyka z resztkami miesa na piersi – reszta zostala zjedzona, skrzydla i nogi oderwane (pytanie tylko czy indyk moze lezec i kwiczec?). Czy tytulowym upadlym i przegranym jest Wertheimer czy moze jego ojczyzna, matka Austria? W dodatku Bernhard wyglada jak typowy Austriak, a wrecz jak Mozart na slynnych czekoladkach:

Poza tym: czy zwyciestwo Glenna Goulda nie jest symbolicznym zwyciestwem Ameryki nad Europa? (TB pisal powiesc w czasie kiedy Ameryka Pólnocna znajdowala sie jeszcze w dynamicznym okresie). Moze ten upadek to nie tylko ruina Werheimera, jego ojczystej Austrii, ale takze naszej rodzinnej Europy?

Jakby TB pisal przystepniej to jego lekture mozna by polecic biednym tego swiata – w jego swiecie pieniadze szczescia zdecydowanie NIE daja. Wszyscy trzej pianisci to potomkowie rodzin bogatych, finansowo niezaleni i uzdolnieni, mogacy robic co im na mysl wpadnie. Tylko ze to bogactwo przygniata ich, a Werheimowi wpada do glowy wylacznie spacer z zamku do miejscowej gospody. Zas wolnosc poczynan sprowadza sie do terroryzowania wlasnej siostry. Opetani sa glównie mysla o doskonalosci. Porazke ponosi cywilizacyjny mit, ze warto sie ksztalcic, niemiecki mit ze „Ûbung macht den Meister”. Ucza sie, cwicza, a potem – juz na szczycie – odkrywaja, ze ktos (Gould) jest jeszcze lepszy. A jak nie jest sie najlepszym to nie warto zyc… Przypomina sie matka w „Pianistce” Jelinek. Mnie bolesnie przypomina sie wychowanie w Krakowie. A najlepszy z najlepszych, Gould? Tez nie byl szczesliwy i umarl przedwczesnie. Czy warto wiec dazyc do idealu?

Nota bene zwycieza zamieszczone u tamaryszka motto Kolakowskiego:

Chcieć niezbyt wiele.

Moral wpisuje sie tez dokladnie w rozwazania Barlomieja Dobraczynskiego z WO:

Jak być szczęśliwym?

Przyjmujemy zwykle dwie strategie szukania sensu – czyli szczęścia – w życiu. Pierwsza: ustawiasz standardy jak najwyżej i próbujesz im sprostać

Takie strategie maksymalistyczne są, paradoksalnie, strategiami ograniczającymi, wręcz samobójczymi. Iwaszkiewicz, Márai – nieszczęśliwi. Być może dlatego, że wielki intelekt podsuwał im wysokie standardy, do których świat nie pasował.

Czyli znowu Kolakowski sie klania:

Nie szukać szczęścia

Jedna rzecz podobala mi sie zdecydowanie: ze Bernhard opisuje ekscentyków. Takich do entej potegi, takich na prawde odjechanych. I ze przedstawia ich jako wrazliwych, zdolnych ludzi – a nie niebezpiecznych wariatów. Jezeli byli niebezpieczni, to glównie dla siebie. Nie wiem jak inni, ale ja sobie zycze w 2012 jak najwiekszej ilosc autentycznych ekscentryków! Takich niesfotoszopowanych, niepieknych na pierwszy rzut oka. Prawdziwych.

Reklamy
  1. Zygmunt mawiał: jestem jak liść na wietrze. Obruszałam się; jak to tak. Poddawać się, zdać na okoliczności, brać tylko to co się wydarzy. Nawet nie starać się sterować życiem? Coraz częściej widzę że to działa, w większości przypadków.
    Więc Kołakowski miał wiele racji. Lecz mówili to (jeden i drugi) mając już pozycję, osiągnięcia, wiedzę. Czy te sukcesy wzięły się z małych oczekiwań? A może były odpryskiem jeno, dawnych oczekiwań i marzeń a czas weryfikował je nieubłaganie. I to końcowe andante spianato w myśleniu miało chronić przed poczuciem klęski życiowej?

    Bo nie starać się chociaż sięgać wyżej, bo są lub będą lepsi? Pewnie nie wiele osiągnęlibyśmy przez tysiąclecia gdyby nie przymus pędu ku najlepszemu. Na swoją miarę – jeśli potrafimy przeczuć granice tej miary.
    Jeśli nie, łatwo zostać ekscentrykiem, z tych, których nie da się lubić i cenić.
    Jeśli więc miała bym tęsknić za ‚wysypem’ ekscentryków, nawet tych autentycznych, wolała bym by znali proporcje „Mocium Panie”. 🙂

    • witaj ewo w nowym roku!

      obawiam sie, ze zupelnie NIE jestem specjalista w temacie „jak zyc” – a jakby co, to – jak zwykle – teoretykiem. sama mam sklonnosc do perfekcjonizmu, wrodzonego badz nabytego. mysle, ze zygmunt mial duzo racji, bo czesto w zyciu potrzebny j lut szczescia i wlasnie wiatr w zagle. z tym, ze propozycje czy okazje maja ci, kt wyjda do ludzi i maja cos do zaoferowania. czyli warto inwestowac we wlasny rozwój wewnetrzny i caly czas sie czegos uczyc. mysle, ze madrosc polega na znalezieniu wlasnej sciezki i rozwoju we wlasnym tempie, na wlasnych warunkach. choc czasami warto skoczyc do juz pedzacego pociagu, podjac ryzyko i zupelnie zmienic kierunek

      co do ekscentryków to mysle, ze sa niedoceniani 😉 jak sie mieszka, jak ja, w spoleczenstwie „wszyscy maja byc tacy sami”, to tesknota za niezwylym odzywa. sa trudni, by nie rzec niemozliwi, ale to oni dadaja kolrytu zyciu

      a jaka proponujesz proporcje ekscentrycznosci do „normalnosci”?

  2. Widzę, że spotkanie z Bernhardem jednak inspirujące 🙂 Co do Kafki i „Zamku” u Bernharda zgoda, zwłaszcza w „Mrozie” i „Kalkwerku”. Z Jelinek to raczej w drugą stronę idzie inspiracja, bo zaczęła pisać znacznie później niż Bernhard. Musila i Gombrowicza za bardzo nie widzę. A ‚czeskich pisarzy’ nie łapię – rozwiniesz?
    PS Faktycznie wygląda jak ten z czekoladki!

    • vampire – przede wszystkim serdeczne dzieki za podtrzymanie mojego slabnacego ducha, ,kiedy bylam gotowa zrezygnowac z lektury!

      co do jelinek, to uzywam subiektywnej i psychologicznej osi czasu. jelinek przeczytalam WCZESNIEJ, wiec j dla mnie doznaniem pierwotnym. zreszta tak j zorganizowany mózg – siedza tam doznaia, obrazy, a nie porzadne szufladki skatalogizowane chronoligicznie. choc, rzecz jasna, TB pisal wczesniej

      co do reszty – to czy jestes gotowy na dluzsze wypracowanie? 😉

      musil – niepokoje wychowanka T= szkola i trójca kolegów + atmosfera CK. przegrany = szkola mozarteum i trójka pianistów + atosfera CK

      CK – wyczuwam intuicyjnie, kazdym porem skóry, poniewaz to moje prowincjonalne, krakowskie klimaty. wakacje w czesciach imperium na poludnie i wschód od tatr, zólto-szary pyl cesarskich goscinców, wyblakle obrazy z „wieczna” lampka, upstrzone przez muchy,, odcisk stopy arcyksiecia ferdynanda na moscie w sarajewie. sloje z landrynkami w pozydowskich skepikach. secesja i giete meble. galicyjska – pelna godnosci – bieda. zdjecia dziadzia w austriackim mundurze, wyprawy handlowe pradziadków, gotowanie gulaszu w polu. ilekroc ide mostem debnickim to patrze czy pode mna nie plynie wisla statek z wittgensteinem

      widziales moze taki czeski film „obslugiwalem angielskiego króla” wg.hrabala? to j wlasnie galicja: wyszynki, gospody, austerie jako miejsce zycia towarzyskiego, z promiskuistyczna i dostepna szynkarka (takze w przegranym)

      oprócz tego sam styl – pisanie jakby niespieszne, dlugie zdania, wielekrotnie zlozone (tych galicyjskich nawyków musialam sie w SE oduczyc). tak pisal broch, stojowski, kusniewicz, selimowicz, a nawet canetti i tak pisze TB. pozornie plasko, pozornie nudno

      no i dla mnie postac parobka franza j gombrowiczowska – co zrobic?

  3. Świetnie podałaś tę powieść Bernharda. Torcik. Wielowarstwowy, z niejednoznacznie smakującymi warstwami. Już choćby ta wieloznaczność trójcy. Zaciekawił mnie też ten „oplatający” styl. Nie sprawdzałam dotąd.

    A refleksja smutna. Co gorsza, tak sobie uświadomiłam, że ja co prawda nie jestem tego rodzaju ekscentrykiem pragnącym doskonałości, ale poprzestawanie na poziomie tego, co dostępne jest czymś trudnym. Zawsze chce się więcej, szczęśliwiej, perfekcyjniej. Moja „wygrana”, że wiem jaka to pułapka, ale przekroczyć ją to nie lada sztuka.
    Zwłaszcza, że -jak pisze Ewa- trzeba się z tego wyzwalać, ale i czasem dać się ponieść marzeniu o przekraczaniu własnych granic.

    Czyli że sobie życzysz pozytywnych ekscentryków? Szczęśliwych ekscentryków – tak mam to rozumieć? Nie mierzących siebie jakąś ogólnoludzką miarą spełnienia i sukcesu, tak?

    • hej renée – czy ty myslisz, ze ja wiem co chce? albo, ze mam na tyle dobrze w glowie, zeby chciec rzeczy dla mnie stosownych, rozsadnych czy higienicznych?

      mysle, ze ekscentryk niekoniecznie bywa szczesliwy – ma za to odwage bycia soba. natomiast – tak jak piszesz – ogólnoludzka miara spelnienia czy sukcesu to zupelnie inna inszosc. w imie tej drugiej ludzie kombinuja, klamia i upiekszaja swoje niepiekne zycie, dzieci, meza, prace itp. sciganie sie nie j zdrowe poza sportem! troche wertheimera rozumiem – bo to, niestety, róznica jakosci byc pierwszym czy drugim. jakby kowalczyk dzisiaj przegrala to prasa opisywalaby ja jako klótliwa góre miesa, kt na dodatek wpadla kiedys pzrez doping. a tak? tak to pisza, ze byla wspaniala

      ekscentrycy – jak opisany gould – lacza w sobie dwa swiaty: z jednej strony sa wybitni, a z drugiej wzruszajaco nieporadni. wydaje mi sie, ze nie ma piekna bez lekkiej skazy, zas ludzie nie sa ludzcy bez jakiejs ulomnosci. albo inaczej: ze prawdziwy talent trzeba czyms okupic

  4. ta ‚renee’ to z „Hallo, hallo”, podoba mi się.
    Czy ja znam proporcję? Postrzegana jestem jako ekscentryczna, uważam się za znormalizowaną. Pewnie zła odpowiedź.
    Niestety dwa i więcej światów łączą w sobie nie tylko ekscentrycy. Brak talentu też ‚okupuje się’ się boleśnie (bez odkupienia nawet).
    Natura ludzka jest przedziwna; nie dość że obsobaczyć i naurągać (to Starsi Panowie) jeden drugiemu lubi niezwykle, to ekscentrykowi najbardziej. I wcale nie potrzebuje do tego nijakiej odwagi. A jeszcze jak nieporadność wynajdzie… no, szkoda gadać.
    A odwaga ekscentryka? Jeśli to nie zamierzona kreacja to pewnie nawet nie wie, że pozostali widzą i czują inaczej.

    Ty S.D. – uważam, że wiesz i chcesz tego co dla ciebie dobre. Wystarczy obraz zdrowych rumiaszków na buzi (zdjęcie) 🙂

    „Liść na wietrze” raczej nie liczy na łut szczęścia czy szczęśliwe wiatry. Poddaje się łagodnie wszelkim wiatrom. Jeśli huragan wyniesie go na szczyty ok., jeśli wytytła w błotku – tyż piknie. Dlatego słusznie mówisz; znaleźć własne tempo, kierować się własnym rozumem, wykorzystywać okoliczności. Nie krzywdzić nikogo nie zasłużenie, szczególnie ekscentryków!

    A skłonność do perfekcjonizmu szczęśliwie stępia się z czasem. Bo to i wzrok i siły i wola słabną…

    Na koniec powiem ‚ekscentrycznie’; pianistyka Goulda mnie nie rajcuje, nie mam dreszczy, po prostu.

    • renée to z colette, ale jak dla ciebie moze byc z „hallo, hallo”…

      blotka doswiadczylam – po którym razie czlowiek MUSI nastroic sie filozoficznie, bo inaczej by zwariowal

      na moje wystajace kosci policzkowe wszyscy sie nabieraja: bo to po pierwsze wygladam zdrowo niezaleznie od stanu faltycznego, a po drugie „ladnie”, wiec nie jestem podejrzewana o intelekt 😉

      a goulda wolalabym na klawesynie. szkoda, ze wertheimer nie doczekal twojej opinii – nie musial by sobie zycia odbierac

      dobranoc!

  5. Wow, dzięki za wypracowanie! 🙂 Moim zdaniem „broch, stojowski, kusniewicz, selimowicz (kto zacz?) a nawet canetti” – i całe morze innych pisarzy – piszą „niespieszne, dlugie zdania, wielekrotnie zlozone”, bo to są klasyczne powieści, niedotknięte kryzysem. A TB widzę inaczej – on w sferę tworzywa, języka powieści przenosi problemy swoich bohaterów; oni ciągle się pętlą, plączą, nie mogą skończyć jakiegoś wymarzonego dzieła czy osiągnąć celu, i Bernhard doskonale to kluczenie w języku oddaje.

    • selimomowicz – bosniak

      czyli ty odbierasz te ksiazke jakimis innymi czulkami – racjonalnie widzisz konstrukcje itp. we mnie wywoluje rezonans i sprawia, ze widze obrazy. obrazy cesarsko-królewskiego imperium. jak opisuje wilgoc austriackiej gospody to ja te wilgoc znam z autopsji – zarówno z alp jak i z tatr

    • Po przemysleniu – masz racje z ta literatura! Widocznie to ja zinternacjonalizowalam juz obowiazujace normy pólnocy (w odróznieniu od tzw.kontynentu). Tu powiesc wyglada tak.

      Janek i Franek jada Volvem. Jada sie upic. Wioza ze soba dwanasie i pól butelek wódki i dwa kartony piwa. Beda pili w piatek, sobote i niedziele. W poniedzialek, wtorek, srode i czwartek. beda opowiadali w pracy ile wypili zeszlego weekendu.

      Albo: Annika Bengtzon zmeczonym spojrzeniem czerwonych oczu objela olowiana szarosc nieba. Szarego jak jej powyciagany i nieprany od tygodnia sweter. Chotera, pomyslala Annika, splunela i zadecydowanym ruchem poprawila stringi wrzynajace sie w krocze.

      Albo: Siedziala w skladziku i przypomnial jej sie jak ojciec bil matke. Bil ja pasem, a potem kijem, a pózniej na odmiane plaskal dlonia. (i tak przez nastepnych dwanascie stron)

  6. Ej, wątek Anniki nie jest taki zły. Podejrzewam że Janek i Franek na weekend pojechali właśnie do niej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: