szwedzkiereminiscencje

Rodzinne Swieta – Franzen bis

In Ksiazki on 21 grudnia 2011 at 19:57

Jonathan Franzen / Tillrättalägganden / 2001

 

Poruszam sie w kierunku przeciwnym do zwrotu osi czasu – Korekty po Wolnosci zdaja mi sie dziecinna wprawka autora przed napisaniem THE novel. Na pewno smaczku dodaje niezamierzona aktualnosc – punktem kulminacyjnym powiesci sa bowiem Swieta Bozego Narodzenia. Przy okazji obejrzalam na necie pólgodzinny wywiad z autorem i jedno jest pewne – ze Franzena jako takiego na pewno lubie. Lubie jego mentalnosc, lubie jego sposób rozumowania. Zgadzam sie, ze nie ma co zadawac sie z osobami, które z góry deklaruja, iz nigdy nie zdradzilyby partnera – bo w koncu who knows jak sie zycie potoczy i jak na rozwój wydarzen zareagujemy? Albo cytat:

 

–         Alla intressanta familjer har nog något som inte riktigt stämmer.

 

–         Wszystkie interesujace rodziny maja w sobie jakis wewnetrzny feler.

 

Niestety, Franzen pada ofiara swojego (odziedziczonego po skandynawskich przodkach?) zamilowania do detalu. Dziesiec lat po publikacji powiesci swiat sie zmienil, poszedl dalej, pamiec zmienila sie w niepamiec i wywlekanie „staroci” po prostu meczy. Do niektórych rzeczy z przeszlosci chetnie sie wraca, ale po pierwsze „niektóre” sa kluczem, po wtóre dopiero po dluzszym czasie, a po wtóre wtóre wspomnienie redukuje sie do punktu – nawet dla nas z dobra pamiecia czesc szczególów ulega zatarciu. Franzen jest troche jak stara ciotka, która wpada z niekonczaca sie wizyta i zamecza nas szczególami wpadki typu naszego zasmarowania sie kaszka we wczesnym niemowlectwie.

 

Podoba mi sie – niezmiennie – poczucie humoru. Doceniam zlosliwosci wymieniane miedzy parami: szwedzka i norweska, poniewaz ci sasiedzi (jak to z sasiadami bywa) uwazaja sie wzajemnie za glupich (Norweg pelni w Szwecji role „Ruska”). Chetnie bym zobaczyla na scenie teatru wizyte Enid u lekarza pokladowego – usmialam sie do lez. Podobnie jak przy wizycie Denise w Wiedniu, gdzie dostalo sie musujacemu winu typu Sekt, olimpijskiemu mistrzowi narciarskiemu, kuchni austriackiej i calej Austrii jako takiej.

 

Lekko zirytowal obraz opisywanej Litwy, która cudownym sposobem graniczy u Franzena z…Finlandia. Polechtana porównaniem Polski z Litwa na korzysc tej pierwszej bylam jednak zawiedziona, iz te korzystne róznice przypisuje autor Bozemu Narodzeniu (lepsze zaopatrzenie). Ale jak na Amerykanina to i tak niezle – znalazl na mapie Sejny i przepisal bez bledu. Majac do czynienia ze Szwedami w duzej ilosci juz przestalam sie dziwic jak zdumiewajaco niewiele o nas wiedza. Niedawno spotkalam, spacerujac z kolezanka, trójke Azjatów. Mieli zdecydowanie skosne, ciemne oczy, oliwkowozólta cere, byli dosc niscy, a nogi takie, jakby wlasnie co zsiedli z konia. Jakbym miala zgadywac, to bym obstawiala Kazachów. Natomiast kolezanka zapytala mnie z wyraznym poplochem w glosie: Czy to sa moze Polacy?

 

A skad te korekty? Nie powiem, zeby mi sie tytul w jakimkolwiek jezyku podobal – podobnie zreszta jak okladka. Sadzac z ostatniego rozdzialu chodzi o to, ze nie ma co za bardzo sie przejmowac i glówkowac, tylko zyc – a samo zycie dokona autokorekty naszych poczynan. O ile to jest przeslanie atora to nic tylko sie z nim zgodzic. W epoce pytan:

 

– Jak bedzie wygladalo twoje zycie za dziesiec lat?

 

– O, bede odbieral kolejnego Oskara, nagram nareszcie platynowa plyte i wylansuje jedyna ekskluzywna kolekcje futeralów na bóg-wi-co.

 

nalezaloby sie zapytac czy kwasiwybory (lekarza, ubezpieczenia, dostawcy pradu, operatora telefonii, modelu komórki itp) i planowanie kariery ma jeszcze cos wspólnego z prawdziwym zyciem? Czy „uczestnictwo” w wirtualnych grupach wsparcia czy zainteresowania otrze nam lzy albo w inny sposób pocieszy jak zachorujemy czy omsknie nam sie obuta w manole nózka? Osobiscie stawiam raczej na znajomosc z kotem, którego przyjazn – wbrew niepochlebnym opiniom o kociej rasie – jeszcze mnie nie zawiodla. Mam wrazenie, ze Franzen jest rzecznikiem szwedzkiej szkoly „czynimy tylko tyle ile w naszej mocy” i ze to w zupelnosci wystarczy. Tudziez, iz konflikty, choroby, niepowodzenia, nieszczescia, nieporozumienia itp. sa integralna czescia zycia. Niby naturalne, ale Zachód sprytnie i cichcem wyparl smierc czy choroby ze swojej zmanipulowanej swiadomosci, czesto zalecajac wylacznie: try harder czy kup nowe lekarstwo jako panaceum na wszystko. A tymczasem patriarcha rodu Lambertów, Al, nieuchronnie stacza sie w degrengolade na skutek postepu choroby Parkinsona. Jego zona, Enid, szczesliwa staje sie dopiero po przekazaniu Ala do domu opieki, a tak na prawde to dopiero po jego smierci – wbrew mitom o powolaniu kobiet do cierpienia i pielegnacji chorych. Franzen podkresla tez godnosc seniorów, az do samego gorzkiego konca – nawet jezeli swiadomosc nawiedza ich tylko w rzadkich momentach olsnienia. Za to humanistyczne przeslanie autorowi chwala.

 

 

Co jeszcze? Podobnie jak w Wolnosci dialogi sa fantastyczne. Nie wiem czy Franzen ma sluch absolutny na ludzkie emocje czy tez konsultowal sie z psychologiem – ale oddanie komunikacji w rodzinie na poziomie meta to mistrzostwo swiata. Jak to niby mówiac jedno – z premedytacja lub nie – „naciskamy guziki” u interlokutora, zeby dac do zrozumienia drugie: wywolac zamierzona reakcje, dokopac mu, upokorzyc czy ogólnie okazac brak akceptacji. Dobrze tez zaobserwowal, ze celuja kobiety, które z obludnym usmiechem wbijaja ofiarze sztylet w plecy. Poza tym obserwacja, iz czy tego chcemy czy nie, dopada nas kiedys dom rodzinny i nasza rodzina – na dobre i na zle. Nawet jak sobie obiecamy, ze bedziemy inni niz nasi rodzice mamy duza szanse skonczyc jak oni… Z drugiej strony autor dostrzega sile – czesto nielatwej – solidarnosci rodzinnej.

 

Tlumacz na szwedzki popelnil dwie niezrecznosci. Po pierwsze zamiast Pippi Långstrump zachowal angielska nazwe Longstocking, bogowie tylko wiedza dlaczego. Po drugie ulubione powiedzonko Robin, które zapewne w oryginale brzmialo whatever albo anyway przetlumaczyl na cos zupelnie nie przystajacego – co jednak nie zaklóca snu polskiemu czytelnikowi.

 

I jeszcze jedno – bohaterowie Korekt jednak mi gdzie w glowie utkwili. Czytajac dzisiaj o prostym sposobie wykrywania spalonych lampek  pomyslalam sobie: oj, przydaloby sie Alowi pod choinke! http://technologie.gazeta.pl/internet/1,113843,10735334,Wykrywacz_zepsutych_lampek_choinkowych__Bezprzewodowy_.html

 

Zas wszystkim milym Gosciom zycze Swiat zdecydowanie lepszych niz te u rodziny Lambertów, a pod choinke bardziej rozrzutnych prezentów niz przecenione ksiazki czy brazowo-czerwone szlafroki.

 

Wesolych Swiat!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: