szwedzkiereminiscencje

Rewelacja! – Franzen

In Feminizm, Ksiazki on 8 grudnia 2011 at 17:38

Jonathan Franzen Freedom / Wolnosc / 2011

 

Pisze kwia wlasna, bo to ksiazka dla mnie – i o mnie.

 

Znalazlam tylko jedna slabosc, która najlepiej zdefiniuja slowa tegorocznego noblisty. Wczoraj ogladalam wywiad z Tranströmerem – wypowiadal sie na temat mozliwosci oddania poezji w przekladzie. Jak to ladnie okreslil, najtrudniejsze bywa przetlumaczenie ciszy czyli tego, co miedzy slowami (uwage mozna zadedykowac domoroslym tlumaczom, sprawdzajacym ze slownikiem poprawnosc tlumaczenia poszczególnych slówek). W Wolnosci za malo jest, po mojemu, takiej ciszy. Lojalny autor stara sie naswietlic sytuacje ze strony kazdego bohatera – chyba wolalabym, zeby wybral postac naczelna, solidaryzowal sie z nia (ulatwiloby to takze identyfikacje czytelnikowi), ukazywal swiat i rozwój wydarzen z jej perspektywy. Jakkolwiek bezposrednia narracja Patty tez jest wkomponowana w calosc, trudno by stwierdzic, ze to wlasnie ksiazka o niej. Zlosliwie skomentuje jako podswiadome oddzialywanie szwedzkich, kolektywnych genów (szwedzki pozytyw to bezpruderyjnosc opisów i dialogów). Poza tym materialu starczyloby na pare ksiazek albo wiele tomów. Tak na marginesie, to mój egzemplarz stal sie wydaniem dwutomowym – musialam przeciac pocket na pól, poniewaz nie bylam w stanie sie rozstac z lektura, a przeszlo siedemset stron tekstu nie zmiescilo mi sie do plecaka. Bo Franzen pisze z podobna latwoscia jak Stieg Larsson i podobnie latwo kreuje wiarygodne postaci. Fenomenalna lektura, ale moglaby – pozornie paradoksalnie – zyskac na wyrazistosci przez podcieniowanie (uzywajac zargonu fryzjerskiego) czyli wieksza ilosc niedopowiedzen.

 

 

O czym traktuje (oprócz mnie)? O nas czyli o swiecie wspólczesnym. To duza zaleta, poniewaz wiekszosc znanych mi, zyjacych pisarzy albo nie smie sie zmierzyc ze zlozona rzeczywistoscia, albo opisuje tylko jej wycinek. Nie znam polskiego wspólczesnego pisarza, któremu by sie taka sztuka udala. Ze szwedzkich niezastapiony byl wspomniany juz Stieg L. Inni jak gdyby podkrecali rzeczywistosc az do niemoznosci rozwiazania sytuacji w sposób „codzienny” – tak mi sie jawi Juli Zeh, Dorris Dörrie czy Michael Houlebecq (o Jelinek nie wspomne). A o czym konkretnie pisze Jonathan? Na przyklad o odwiecznym dylemacie kobiet: czy wybrac niebezpiecznego acz charyzmatycznego artyste czy tez mniej wyrazistego, lecz bardziej zakochanego i odpowiedzialnego epuzera. Czy mozliwy jest wybór partnera / partnerki na zycie? Co w momencie, kiedy pojawia sie bardziej ekscytujaca osoba i na dodatek jeszcze sposobnosc? Czy panowie w wieku srednim automatycznie czuja pociag do mlodszej partnerki? Kto jest dobrym rodzicem? Kto jest dobrym dzieckiem? Dlaczego gwalt uchodzi gwalcicielowi plazem? Czemu „tak sie sklada”, ze to kobiety rezygnuja z pracy zawodowej – co swiat ma im pózniej do zaoferowania, oprócz alkoholu w nadmiarze? Czy mozna kochac swoje dziecko za mocno? Jak ludzie swiatli i zaangazowani moga dzis zbawic swiat? Gdzie przebiega granica miedzy zaangazowaniem a pragmatyzmem? Czy wszyscy mlodzi, zdolni idealisci musza stac sie lokajami kapitalu i wielkego przemyslu? Czy mozna zadac od kota, zeby nie wychodzil na swieze powietrze? Jak najlepiej chronic ginace gatunki? Jak zyc?

 

 

A przy tym wspaniale oddane realia zycia na przestrzeni paru dziesiecioleci – muzyka, przemiany spoleczne, polityka, wydarzenia. Troche jak Saga rodu Fortsyte’ów, z tym ze mniej tutaj ciaglosci rodowej – kazde pokolenie, a nawet kazda osoba definiuje swój system wartosci i styl zycia. Franzen przejawia wielkie poczucie humoru, aczkolwiek raczej cieple i pozbawione zlosliwosci. Jak juz pisalam, nigdy nie doprowadza do ekstremów – jest panem lagodnym dla swoich bohaterów i zupelnie nie przejawia zamilowania do dramatu. Co nie znaczy, iz postaci sie nie mecza – kazda z nich ma swoje dylematy, do których autor podchodzi równie powaznie. Szanuje kazda wykreowana osobowosc i to jest absolutnie godne pochwaly. Z drugiej strony nie stwarza postaci przerysowanych – nawet te najbardziej patologiczne maja dobre cechy i w na swój sposób daja sie lubic. Mniejsza toleracja niz do ludzi wykazuje autor politykom i polityce – z latwoscia mozna odgadnac, iz kibicuje Demokratom czy tez wartosciom tradycyjnie demokratycznym. Rozsmieszyl mnie akcent polski: zdezelowane ciezarówki Pladksy A10, które obrotni biznesmeni sprzedaja na wojne do Iraku. Równie obrotny jest tlumacz z Lodzi – niespecjalnie przejmujacy sie brakiem znajomosci jezyka, z którego tlumaczy. Szwedom dostaje sie jeszcze gorzej, jako nacji, z której wywodzi sie pisarz.

 

 

No a co z tytuowa wolnoscia? Jak to z wolnoscia: ze latwa bywa ta „od”, zas trudna ta „do”. Od pewnego momentu czytajac wychwytywalam fragmenty o wolnosci – ze zacytuje tu:

 

„Just come with me. We’ll go somewhere, and Walter can have his freedom.” (s.471)

 

Prosze, wyjedz ze mna. Wyjedziemy i Walter odzyska swoja wolnosc.

 

Tymczasem czy wlasnie wolnosc byla tym co Waltery lubia najbardziej?

 

Like a cold spring at the bottom of a warmer lake, old Swedish-gened depression was sipping up inside him; a feeling of not deserving a partner like Lalitha; of not being made for a life of freedom and outlaw heroics; of needing a more dully and enduringly discontented situation to struggle against and fashion an existence within. (s.626)

 

Niczym zimne zródlo przebijace przez dno letniego jeziora wsaczala sie w niego stara, genetycznie  szwedzka depresja; poczucie, ze nie zasluguje na partnerke w rodzaju Lalithy; ze nie zostal stworzony do zycia w wolnosci i do heroizmu obrzezy; tylko do zycia szarego i zabarwionego gorycza, w którym ciagle musi walczyc i znajdywac swoje miejsce na nowo.

 

I kluczowa – w moim odczuciu – wypowiedz:

 

Even if smoking kills you, even if you can’t afford to feed your kids, even if your kids are getting shot down by maniacs with assault rifles. You may be poor, but the only thing nobody can take away from you is the freedom to fuck up your life whatever way you want to. (s.453)

 

Nawet jezeli palenie zabija, jezeli nie masz za co wykarmic dzieci, które z kolei moga byc zabite przez uzbrojonego szalenca. Mozesz byc biedny, ale jedyna rzecza, której nikt ci nie odbierze jest wolnosc: wolnosc do sp… swojego zycia na swój wlasny sposób.

 

Nastepne zdanie to juz polityka.

 

I zeby oddramatyzowac zapraszam na inny cytat, tak charakterystyczny dla prozy Franzena:

 

Kot domowy moze na wolnosci stracic zycie na wiele sposobów, takich jak rozlozenie na czynniki pierwsze przez kojoty czy splaszczenie przez samochód…

 

 

Przeslanie – co artysta mial na mysli wie tylko on jeden. Mnie sie wydaje, ze przeslanie jest odwrotne do przeslania wiersza Cherubina Kolyszko:

 

Jest tylko milosc na swiecie

A milosci nie ma.

 

 

Franzen jakby mówil:

 

Jest tylko milosc na swiecie

A milosc JEST.

 

I pewnie dla tej nadziei w sercu czytaja go rzesze nie tylko Amerykanów.

 

 

Advertisements
  1. „The freedom to fuck up your life”, to mi się podoba. Notka też. Zabierałem się do „Wolności”, ale zmulił mnie początek, trzeba będzie spróbować raz jeszcze.

    • THX!

      ja czytalam poczatek w dwupolówce z potopem 😉 j troche typu „jedna pani drugiej pani”, ale taki ma byc – jak mniemam – w zalozeniu

      jak lubisz Literature to na pewno ci podejdzie. zazdrosze, ze masz przed soba – zaczelam juz cierpiec na smutek postkoitalny

      krytycy sie rzucili na wydzwiek polityczny i (rzekome) poparcie rodziny nuklearnej, ale mnie sie zdaje, ze to wlasnie „fuck up ” j sercu autora bliskie

  2. „Epuzer” to moje ulubione słowo. Czasem stosuję.
    M. taka rekomendacja, że jak tylko zmartwychwstanę (czyli zacznę żyć po tej pracoholicznej wegetacji, w jaką popadłam), to numer jeden. Zamawiam u Gwiazdora, pod choinkę.

    Ale żeby książkę na pół? Nie, no wszystko można…, tylko to już była desperacja. Wcześniej rozdarłabym coś wtórnego, niż to, co mnie kręci.

  3. renée – byla taka piosenka: la maladie d’amour http://www.tekstowo.pl/piosenka,michel_sardou,la_maladie_d_amour.html

    a w milosci podobno wszystko dozwolone? choc nie mialabym ci za zle jakbys mi nie chciala pozyczyczac ksiazek w przyszlosci 😉

    jak gwiazdor zawiedzie (ja bym sobie z gwiazdorów wybrala utlenionego jude law, zaczesanego na bok), to sama sobie spraw prezent – bo na prawde to rozkosz czytelnicza

  4. też bym chciała, żeby gwiazdor miał zaczes na bok a la jude l.
    ale znając życie zaczes w bok będzie mieć tylko choinka, zwyczajowo przegięta w stronę lampy.

    „korekty” przeczytałam, ale zbyt mnie trafiła ta książka, bym zabrała się niezwłocznie do recenzowania. a teraz?
    tyle wody upłynęło.
    teraz zaczekam na po-lekturze „wolności”
    (na którą po Tw tekście mam jeszcze większy apetyt; koniecznie muszę sobie sprezentować w przedczas *)
    i napiszę łącznie, o obu.

  5. ps rozcięłaś?!
    mnie się podoba ta pasja czytania i ciachania książki.

  6. rozcielam w polowie czyli na stronie 350. musze pochwalic wysoka jakosc pocketu i kleju – zadnych latajacych kartek! w podrózy sie nie naczytalam, bo akurat przyszedl sztorm i mój pociag byl wstrzymany, wiec musialam walczyc z logistyka. tym niemniej odcieta czesc druga dumnie przez sztorm przenioslam i czytalam w drodze powrotnej

    ach ten franzen – a tak niepozornie wyglada i skromnie sie wypowiada! ciekawa jestem czy na facetów tez dziala?

    mam „korekty” na biurku i powoli dojrzewam

  7. M. właśnie doczytałam ostatnią stronę. Bardzo w porządku. Warto czytać. Początek był neutralny, dość interesujący. Ale później przyspieszyło. I oderwać się było trudno.
    Zgadzam się, że odrobinę więcej niedopowiedzeń byłoby korzystne. Natomiast wielość perspektyw bardzo mi odpowiada.
    Najbardziej lubię Patty. Za jej zdolność popełniania błędów i wychodzenia z dołka z pomocą słów. 🙂

    • o, witaj renée! ciesze sie, ze franzen dostarczyl ci co trzeba 😉

      ja sie z patty w duzym stopniu identyfikowalam i dlatego ZUPELNIE nie rozumiem czemu i czym tak denerwowala sasiadów?

      szkoda tylko, ze franzenowi pisanie kazdej ksiazki zajmuje kolo dziesieciu lat – bo ja bym przeczytala nowa juz dzis

  8. Miałaś rację, podeszło, jestem świeżo po lekturze. Tylko ten happy end mi się nie podobał.
    I wygląda na to, że stara recepta na dobrą, ale też poczytną książkę, czyli miłość + Historia/polityka w tle wciąż świetnie się sprawdza. Ciekaw jestem, czy w USA rzeczywście Franzen jest taki znany i popularny, czy tylko ma taki dobry PR.

    • jak dla mnie end mógl byc jakibadz – franzen tak opowiada, ze hipnotyzuje mnie niczym fakir kobre

      napisalam do kolezanki, kt pracuje w bibliotece w stanach z zapytaniem – o ile pani bedzie laskawa to MOZE udzieli odpowiedzi po niedzieli

      w SE franzen ma male szanse przebicia sie do przecietnego czytelnika. czesc krytyków b chwalila, a czesc jakby mu nie dowierzala czy tez byla zazdrosna, ze tak „normalna” literatura moze byc swietna. franzen mamle pod nosem nie patrzac w kamere i nie ma zupelnie charyzmy – wiec chyba nie byl latwy do wylansowania. w SE byl gosciem targów ksiazki w göteborgu, ale nie znam zadnego szweda, kt by go czytal (oprócz wspomnianych krytyków). szkoda i grzech!

  9. […] moje ostatnie zdanie współbrzmi z tym, co pisała o Franzenie M. (tutaj) i tym samym nasze wnioski potęgują się i […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: