szwedzkiereminiscencje

Dwie historie-Krall

In Film, Ksiazki, Przywracanie pamieci on 16 Październik 2011 at 12:39

 

Hanna Krall / Król kier znów na wylocie / 2006

 

 

Tak sie sklada, ze we czwartek obejrzalam „Klucz Sary” czy tez w oryginale „Elle s’appelait Sarah…”. Nie znam polskiego tytulu i nie moge wywrózyc z Internetu czy byl w Polsce wyswietlany? Film niskobudzetowy, bedacy ekranizacja bestselleru Tatiany de Rosnay –  podobno zajmowal wysoka pozycje na liscie przez cale sto tygodni. Nie znam ksiazki – slyszalam zarówno opinie, ze ksiazka byla lepsza, jak i ze sie nie umywa do filmu. Jezeli tak, to swiadczy to o niskim poziomie intelektualnym czytelników, nikogo nie obrazajac. Bo ten film to gniot.

 

Sa niby dobrzy aktorzy (Kristin Scott-Thomas!) i autorka miala podobno dobre intencje, lecz wyszedl amerykanski film pogladowo-oswiatowy dla uczniów mlodszych klas – to w moich oczach. Tak jakby mial zarysowac problem samorzutnej akcji deportacji Zydów we Francji i  przedstawic postawy Francuzów z wyraznym przekazem, która z nich byla dobra. Ta natretna pedagogika i naiwno-tendencyjne komentarze dorpwadzaly mnie do szalu. Natomiast szwedzka publicznosc, która wypelniala sale kinowa odbierala film jako szokujacy i swiezy. Ba, jak sie doczytalam, szwedzcy krytycy zarzucali „Kluczowi Sary” zbytnia brutalnosc i beznadzieje scen deportacji – tak jakby nikt tutaj o Zagladzie nie slyszal. Bohaterka Hanny Krall, Izolda Regensberg, chciala zeby na podstwaie jej wojennych losów nakrecic film. Nie sadze, zeby jakikolwiek Szwed wysiedzial do konca tego filmu.

 

Na widok ksiazek Hanny Krall miekna mi kolana – ma inny „bajer” niz Murakami, lecz tez mnie zawsze bierze, glównie ze wzgledu na tematyke i przywracanie pamieci. Tym razem przypasowal mi wyjatkowo – jakos nie przepadam za opowiadaniami i wole jedna, dluga opowiesc. Historia Izoldy Regensberg, podajacej sie pózniej za Marie Pawlicka, zaczyna sie podczas wojny i konczy wspólczesnie. To historia energicznej kobiety, a wlasciwie panienki z dobrego domu, córki chemika-wynalazcy i karciarza, osoby inteligentnej i wrazliwej, która caly swój zasób inteligencji musiala poswiecic na przetrwanie. Przetrwanie swoje i meza. Mozna powiedziec, ze to ksiazka o jednym z losów Zydów polskich. Z drugiej strony to niewatpliwie ksiazka o milosci – i o tym, ze ta wielka milosc Izoldy o romantycznym imieniu, milosc, która motywowala do dzialania w czasie wojny na nic sie zdala po wojnie ani jej, ani odszukanemu w Mauthausen mezowi. Moze jakby nie wojna to by sie tak szybko nie pobrali ani sobie w oko nie wpadli. Moze stalo sie tak, bo bylo im pisane i zadna wojna tu wplywu nie miala. Tragiczny wymiar nabiera uczucie Izoldy gdy znajdujac meza dowiaduje sie, iz przygruchal sobie byl jakas Austriaczke. I mozna by tez usprawiedliwic: wojna, umierajacy byl, chcial sie ratowac – ale tak po prawdzie bylo mu z Austraczka dobrze. Na pewno lepiej niz  zona, która na dodatek nie mial dwóch przednich zebów, wybitych na wiedenskim gestapo. Maz osiadly potem w Wiedniu i niczym ojciec Szulca tkwiacy w swoim sklepie – dzinsowym, nie cynamonowym.

 

Przykro mi jest i serce az boli jak czytam o tej zdradzie mezowskiej. Fizyczna bym mu wybaczyla – lecz nie moge wybaczyc tej powojennej, gdzie po prostu skapcanial i nie potrafil wyjsc na spotkanie swojej dzielnej zonie, Izoldzie. Zal mi Izoldy, ze taka zdolna, a nie miala mozliwosci zrobienia studiów czy kariery – choc nigdy sie nie skarzyla. Zal mi wlasnie dlatego – bo jak sie ktos nie skarzy, to ludzie mysla, ze go nie boli. To niesprawiedliwe, ze osoba energiczna robi wszystko dla swojej rodziny, która tylko bierze i nie docenia – nie pomaga mi zupelnie truizm o niesprawiedliwosci swiata. Potwierdza sie moja wielokrotna obserwacja, ze po dlugotrwalej traumie ludzie – nawet gdyby chcieli – nia maja efektywnych mozliwosci przekazania swoich przezyc. Nawet swoim najblizszym, bo chca ich chronic. A jak zaczynaja opowiadac to albo ich nikt nie slucha, albo nie wierzy, albo nie moze wysluchac do konca. To przyczynek do tezy o braku mozliwosci zrozumienia czlowieka przez czlowieka. Nie dziala kombinacja: jeden straumatyzowny z drugim straumatyzowanym ani straumatyzowany z niedoswiadczonym okropienstwami. Stan rzeczy wzbudzajacy we mnie sprzeciw.

 

Innym watkiem jest watek zmieniania osobowosci – bo Izolda przemienia sie w Marysie. Wazne staje wtedy, zeby jak Marysia sie zachowywac, siadac, stawiac torebke, chichotac. Ktos moze sie zasmiac myslac, ze to tylko przelotna gra aktorska. Wiem z autopsji, iz takie zachowanie odciska pietno – bo jestes potem ni pies, ni wydra. Ta mimikra odbywa sie kosztem zranionej psychiki i ograniczen u swojego pierowtnego „ja”. Zamiast realizowac wlasny potencjal cala energia skierowana zostaje na obserwacje, analize i nasladownictwo. Zamiast stac sie zdolnym soba czlowiek staje sie slaba kopia jakiegos przecietniala. Zamiast skupiac na sobie wszytskie oczy sztuka przetrwania uczy znikania i ukrywania sie w tlumie, uczy jak byc niepozornym i slabowidocznym.

 

 

Krall spisywala podobno te historie dwukrotnie. Obecna, druga wersja wyszla jej swietnie i czyta za pól popoludnia. Zamiescila nawet pare ocalalych zdjec, co nie pozwala traktowac Króla jako fikcji. Chetnie bym obejrzala serial o Izoldzie (za duzo materialu jak na jeden film), a jeszcze chetniej sie z nia zaprzyjaznila.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: