szwedzkiereminiscencje

Recenzja zacytacona-Natalie Young

In Ksiazki on 15 Październik 2011 at 17:02

Natalie Young / We all ran into the sunlight / Bieglismy w kierunku slonca / 2011

 

 

Dla urozmaicenia zaczne tym razem od cytatu, który bardzo mi sie spodobal, str.139:

But what could they really know about how Sylvie was managing these days? Humans had their own ways of coping and Baseema felt it was wrong to pry into someone else’s way of doing things and patronize their attempts to go on. It would be the worst possible indiscretion to impose her own feeling on…

Tlumaczenie Google😉

Ale co tak naprawdę wiemy o tym, jak Sylvie prowadził w tych czasach? Ludzie mieli swoje własne sposoby radzenia sobie i Baseema uważała, że ​​źle się wtrącać w cudze sposób robienia rzeczy i ich protekcjonalnie próbuje iść dalej. Byłby to najgorszy z możliwych niedyskrecji narzucić jej własne uczucia na …

Tkumaczenie ludzkie:

Ale co po prawdzie mogli wiedziec jak sobie teraz Sylvie radzi? Kazdy ma swój patent na zycie  – Baseema czula niewlasciwosc wsadzania nosa w nieswoje sprawy i wyrazania protekcjonalnej krytyki. Narzucanie wlasnych opinii byloby grubym nietaktem…

Drugi cytat to ten, który zdecydowal – oprócz nostalgicznej okladki – ze wypozyczylam te ksiazke:

Je dit: ma Mère.

Et c’est à vous que je pense, ô Maison

Maison des beaux étés obscures de mon enfance.

I say: Mother.

And my thoughts are of you, oh House

House of the lovely dark summers of my childhood.

Oskar Milosz

Czyli:

Mówie: Matko.

A mysle o Tobie, o Domu

Domu letnisk pieknych i mrocznych mojego dziecinstwa.

(przy czym ten fragment przygwozdzil mnie wolaczem od slowa „dom” oraz podwójnym znaczeniem slowa „lata” po polsku – perwersja O.Milosza?). Poczulam sie niczym wierszowy slimak:

Christian Morgenstern

Rozmowa ślimaka z samym sobą

Wyjść ze skorupki?
Nie wyjść ze skorupki?
Krok ze skorupki?
Nikrok ze skorupki?
Kroknirupki –
krokrupki
kokkrupki
korupki
krupkikrupkikrupki

(Ślimak zaplątuje się we własne myśli,
albo one to raczej tak się w niego wplątały,
że odpowiedź na pytanie musiał odłożyć na później).

Wyplatujac sie jednak z labiryntu wlasnych mysli wracam do bylej dziennikarki The Times i jej pierwszej powiesci. Ta ksiazka ma wiele wartosci – pytanie tylko czy autorka aby nie wsadzila za wielu grzybów w swój literacki barszcz? Bo czegóz to tam nie ma: po pierwsze ciekawa, zróznicowana konstrukcja. Sklada sie z „odautorskich opowiadan” bohaterów, w tym z korespondencji mailowej i konczacego powiesc listu bez adresata. Ciekawie ulozone, bo nie spotykana tak czesto metoda suwaka. Po drugie skoki czasowe – nie tylko inwersja, bo opowiesci kazdego z bohaterów uzupelniaja historie o brakujace wczesniej fragmenty. Wada takiego zabiegu jest to, ze czytelnik czuje sie wciagniety w akcje dopiero gdzies w polowie i co mniej dociekliwy czy cierpliwy porzuci lekture zanim sie polapie w fabule – nieladnie! Po trzecie autorka zdecydowala sie na ingrediencje typu „gwarantowany sposób na sukces” czyli angielska para, zmeczona sukcesem zawodowym, wycofuje sie na wies francuska i znajduje zdewastowany dom z winnica. Na cale szczescie Young przelamuje tendencje i para ma inne losy niz te z bestsellerów – za to plus. Jakby tego bylo malo – i pisarka byla niepewna czy juz wystarczy skladników – po czwarte dosmaczyla jeszcze narracje Lucia Borja. Lucia Bordja budzi od razu skojarzenia z Lukrecja Borgia: zbrodnia, skandal i kazirodztwo (choc podobno Lukrecje oczerniano nieslusznie). Po piate wsadzila jeszcze troche historii i socjologii: zycie zaraz po zakonczeniu wojny oraz losy imigrantów z Magrebu. No i po szóste – tak na prawde, jak sugeruje tytul – chciala chyba pisac o czyms innym.

Jak przeczytalam – bo udalo mi sie przezwyciezyc kryzys przed dobrnieciem do polowy – zadalam sobie pytanie: o czy wlasciwie jest ta ksiazka? Moze to i brzydko stawiac autorce takie pytanie – ale niektóre ksiazki wsysaja od razu, dajac duzo przyjemnosci w trakcie czytania i wtedy takie pytanie nie kielkuje. Mówiac jezykiem wspólczesnym – wtedy jest to event, dostarczajacy silnych wrazen. Zreszta wydaje mi sie, iz wciagaja nas glównie ksiazki o nas samych, z silnie zarysowana historia i wtedy  wiadomo od razu o co chodzi. Tymczasem o co moglo chodzic Natalie Young? Znowu posluze sie cytatem, str.249:

You will never feel that intensity of life – that fear as you ran towards sun on the beach – that what was behind you was big and black and terrifying, or that thrill as you turned and went towards it that what you were doing was choosing the unknown.

Wydaje mi sie, ze mówi od dwóch rzeczach. Po pierwsze – w nawiazaniu do wiersza Oskara M – o intensywnosci przezywania i tajemnicach dziecinstwa – ze ksztaltuja nas na zycie i ze ta intensywnosc doznan jest wtedy najwieksza  i zarejestrowana na zycie. Po drugie, ze instykt samozachowawczy wiedzie nas od (naszych) ciemnych stron czy mrocznych przezyc w kieruku slonca i swiatla. I ze wazna bywa odwaga aceptowania i przezywania zarówno mrocznych jak i jasnych stron zycia – zas rozmycie ich w jednolita szarosc oznacza zagrozenie dla naszego ja i naszego samopoczucia.

Za ten wniosek, jako osoba unikajaca szarosci nie tylko w odziezy, daje autorce znaczek „udany debiut”. Mam tez nadzieje, ze na przyszlosc ograniczy ilosc ingrediencji i skupi sie mocniej na samym conradowskim jadrze ciemnosci – bo to temat, który jej wyraznie lezy.

 

Z ciemnosci ku swiatlu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: