szwedzkiereminiscencje

Biografia doskonala-Franaszek

In Ksiazki, Polskie refleksje on 25 Sierpień 2011 at 00:45

Andrzej Franaszek / Milosz. Biografia / 2011

Sa ksiazki, po których nie ma sie ochoty na nic innego – niczym po wyszukanym obiedzie wielodaniowym, gdzie towarzystwo bylo swietne, porcje niewielkie, w polaczeniu z wybornymi alkoholami, a dekoracja stolu i wystrój wnetrza wytworne. Taka biografie napisal Andrzej Franaszek, zas takie porównanie mogloby sie spodobac smakoszowi zycia, Miloszowi. Najchetniej wiec bym nic nie napisala tylko tkwila w stanie nasycenia i euforii – no ale byloby to nie fair w stosunku do dziesieciolecia wysilku autora. Dziesieciolecia, które musialo sprawiac mu frajde, gdyz biografia absolutnie nie sprawia wrazenia wmeczonej czy nierównej. Napisana taka polszczyzna, na której dziennikarze (nie mówiac juz o politykach i innych, cytowanych w mediach) powinni sie uczyc bogactwa jezyka. Proza bezpretensjonalna, pasjonujaca, wywazona. Tyle komplementów pod adresem autora – bo mam i inne tematy do wypowiedzenia sie o. Choc moze jeszcze jedna uwaga – nie calkiem zgadzam sie z zaszeregowaniem ksiazki jako biografii „po Domoslawskim”. Domoslawski byl zaangazowanym uczniem, a tutaj nie istnial stosunek uczen-mistrz. Kultura stylu i podejscia do osoby opisywanej nie musi byc powodowana stosunkiem podleglosci czy wdziecznosci.

Uwaga praktyczna: wolalabym wydanie dwutomowe. Noszenie na plaze tysiacstronicowego tomiszcza wymagalo samozaparcia i obciagnelo mi prawice. Zdjecie na okladce znakomite; na grzbiecie jeszcze lepsze. To okladkowe przypomnialo mi mojego Dziadza: te same krzaczaste brwi, fryzura zaczesana do góry, jakas turowatosc w ramionach i nieodlaczna tweedowa marynarka:


Poszukiwalam nadal odpowiedzi na pytanie: czy umówilabym sie z poeta na wino? W trakcie czytania zdalam sobie sprawe z bliskich zwiazków CM z Iwaszkiewiczem, wiec zrodzilo sie we mnie pytanie o wplyw i slady Milosza na moja ulubiona lekture, „Slawe i chwale”. Jako trzecie wazne dla mnie zagadnienie wyplynela emigracja i problem tozsamosci. Zaczne od kobiet.

Franaszek staral sie byc obiektywny acz dyskretny. Ogólnie wiadomo, ze Milosz lubil przyjemnosci swiata tego, w tym kobiety. Dobrze go jednak wyczulam, ze zaczal od mizoginii, oprócz szacunku dla matron. Good news jest jednak, iz w koncu dojrzal. Zajelo mu to tak kolo siedemdziesieciu lat, ale jednak. Mysle wiec, ze z takim osiemdziesieciolatkiem mialabym wiec moznosc i prowadzenia fascynujacej rozmowy, i poczucia sie jak ksiezniczka. CM mial jedna (co najmniej) pozytywna ceche: uczyl sie caly czas; swoje zycie i poglady nieustannie weryfikowal i sam byl swoim najostrzejszym krytykiem – co mu dawalo (wykorzystana) szanse rozwoju:

Zmiana, jaka sie we mnie dokonala, niewiele na wspólnego z Noblem czy z podróza do Polski (…). Jak stary Faust (choc paktu nie podpisalem) zbrzydzilem sobie cala madrosc ksiazkowa i cenie zwiazki ludzkie, milosci i przyjazni. I o ile byly we mnie sklonnosci mizoginiczne, nawrócilem sie prawie na feminizm, przepadajac za towarzystwem kobiet, za ta aura szczególna rozmów z nimi przy winie. Mysle, ze choc pózno, uczlowieczylam sie jakos.

…co przejaw charakterystycznej dla starego Milosza czulosci otwierajacej droge zmarlych, w czym znamienna jest zreszta wybierana przez niego forma rozmowy ze swym bohaterem. A raczej bohaterka, poetka, bo w tych latach zapomina o dawnych uprzedzeniach, które kazaly mu podejrzliwie traktowac parajace sie piórem kobiety.

Brawo!

Jak sie wczytywalam w biografie i odkrywalam nie tyle znajomosc czy przyjazn, lecz wrecz zazylosc z Iwaszkiewiczem to zaczelam sie zastanac, á rebours: gdzie sa slady Milosza w Slawie i chwale? Bo od lat moja ulubiona lamiglówka bywa rozszyfrowywanie postaci powiesci JI. W tym roku na nikogo nowego nie wpadlam, a tu taki dar niebios! A w koncu nawet niesmak i rozczarowanie: czyzby Iwaszkiewicz az tyle wzial od Milosza (i nie tylko)?

O ulubionym rysowniku Bronka Zlotego, Constainie Guysie – Milosz zostaje „skierowany” do Wloch przez Iwaszkiewicza – caly czas zreszta raportujac mu na biezaco przebieg podrózy. Spotyka tam Józefa Rajnfelda:

Moze to dzieki niej (rozmowie) poeta poznal twórczosc Constantina Guysa, którego Rajnfeld uwazal za ideal rysownika i „najwiekszego z wielkich”.

Niedlugo potem, juz w Paryzu, CM „tlumaczy wspomniany juz szkic Baudelaire’a o Constantinie Guysie.” Wiec czyim w koncu ulubionym rysownikiem byl Guys: Milosza? Iwaszkiewicza? Bronka? Moze byl dla nich wszystkich wspólny, podobnie jak filozofia Maritainów – bo to przez spotkaniem z Jacques’em i Raissa Ariadna idzie do klasztoru.

Nastepny passus: w Piesni Levallois Milosza „Nie ma litosci dla Levallois”. W S&C „nie ma muzyki dla Lowicza” – Iwaszkiewicz ukradl zywcem sformulowanie mlodszego przyjaciela? Oj, brzydko Panie Jaroslawie!

Jedna z najciekawszych postaci, Hania Wolska, zdaje sie miec nie tylko konkretny pierwowzór, lecz nawet jej imie i nazwisko sa zapozyczone z zycia. no i ta uwaga Telakowskiej o uwodzeniu – zywcem Hania i Janusz w Paryzu!

W posiadlosci Lotusland pod Santa Barbara spotykaja sie z Wanda Galska, bohaterka prozy Iwaszkiewicza, której niezwykla biografia: od córki ubogiej warszawskiej rodziny z carskiej jeszcze Warszawy po multimilionerke w kalifornii i wlascicielke Le Théatre des Champs-Élysées w Paryzu, starczylaby na niejedna ksiazke. Przypis: Czy tez Ganna Walska (!). „Bardzo sie boje, czy Walska – zachwycona Miloszem – nie uwiedzie go na 7-ego meza.

Juz nie wspominajac o wypowiedzi CM: „Pruszynski w swojej ksiazce o Hiszpanii opowiada o mlodym poecie baskijskim, który na froncie tlumaczy „Antygone” Sofoklesa.” No a kto wystepuje w S&C? Mlody poeta baskijski tlumaczacy „Antygone”! Iwaszkiewicz „pozyczyl” od nie tyle Milosza, co Pruszynskiego? A pytal wczesniej czy aby moze?? Aj, aj!

Tym razem nie „pozyczka”, ale wspólny znajomy, Günther Eten, pózniejszy nazista i autor utworu Horst – to musial byc pierwowzór Horsta wystepujacego w S&C. Chyba bardziej znajomy Iwaszkiewicza, którego Milosz spotkal w Paryzu. W kazdym razie jeszcze jedno wspólne wspomnienie wtopione w epopeje Iwaszkiewicza.

Mysle tez, ze mimo cenzury na CM Iwaszkiewicz z niego absolutnie nie zrezygnowal w S&C. Sadze, ze Janusz Myszynski dostal bardzo duzo cech Milosza: silowanie sie z zyciem, wieczne rozterki, poczucie zmarnowania zycia, filozofowanie, pragnienie bycia czlowiekiem. Wizyty w Paryzu, spotkania z wybitnymi artystami epoki. Odwiedzanie dzielnic polskich robotników – choc nie byl to opisywany przez JI „Sepol”. Wrazliwosc spoleczna. Pisanie wierszy. Nawet malzenstwo z Zosia w jakis sposób przypomina malzenstwo Miloszòw. Iwaszkiewicz, cudzymi ustami mówi, ze Janusz te swoja Zosie zupelnie zameczyl. A sam Janusz pyta profesorowej Wagnerowej „Prosze pani, czy ja kochalem Zosie?”. Czy uwagi, ze niepotrzebnie sie z ta Zosia zenil. Zosia na pewno nosi cechy Anny Iwaszkiewiczowej, choc jej wrazliwosc moze byc takze wrazliwoscia Janiny Miloszowej.

W kazdym wypadku bylam zaskoczona intensywnoscia przyjazni miedzy tymi gigantami literatury XX wieku – zupelnie sobie nie zdawalam sprawy, ze w ogóle sie znali. Dla mnie to odkrycie sezonu i bonus pzreczytania biografii, poniewaz S&C to ksiazka mojego zycia – nawet mimo mniej lub bardziej subtelnych „pozyczek”.

Zostal mi jeszcze jeden wazny temat, emigracja. Kto nie przezyl, ten nie wie. Milosz przezywal dylematy, na które napotykaja i dzisiejsi „europejczycy”. Pisze w cudzyslowie, gdyz jest ta koncepcja o tyle górna co malo na Zachodzie akceptowana. Gdziekolwiek sie nie znajdziesz musisz sie uczyc nowej kultury, napotykac na mur niecheci badz w najlepszym razie obojetnosci, zaczynac od zera, czuc tesknote za starymi przyjaciólmi i jedzeniem. Tyle rozterek poety mogloby byc moimi wlasnymi! Potrzeba przyjmowania maski – zarówno tu jak i tam. Zawsze sie zloszcze, ze w Szwecji robie za malpe z Polski, a w Polsce za malpe ze Szwecji – a to wszytsko NIE ja; mnie jakby nikt nie widzial czy nie chcial widziec. Milosz mial na pewno duzo gorzej i tak o tym pisal:

Tak i ja nauczylem sie przemawiac, recytowac i klaniac sie, zachowujac duza doze oderwania od tego wszystkiego, jakbym wysylal na prace swój manekin.

Albo:

Obecnosc Milosza pisarza mnie drazni. Nie pamietam nawet, jak jego ksiazki zostaly napisane. Jego zycie – tak jak moga sobie wyobrazic jego czytelnicy – ma niewiele wspólnego z moim zyciem….Kiedy dostal Nagrode Nobla, ciagal mnie wszedzie na ceremonie i bankiety, a ja siedzialem tam jak manekin z tabliczka jego nazwiska, niezrexczny i zazenowany.

No wlasnie: ja malpa, on manekin – ladna by z nas byla para.

Rozumiem tez doskonale „zimna ironie, niemal furie, z jaka (te) publicznosc potraktowal” – jak opisuje Irena Grudzinska-Gross. Ludzie przyszli na spotkanie z noblista pogrzac sie w jego blasku, a on im wypomnial okrucienstwo opinii i lodowane przyjecie lata temu. Ludzie lubia sukces i wola zakolegowac sie juz z gotowym czlowiekiem sukcesu. Wola nie dostrzegac, iz sukces bywa pochodna pracy, a zanim sie go osiagnie niezastapiona bywa zyczliwosc bliznich. Niewiele jest osób potrafiacych dostrzec potencjal „nosników sukcesu” – Milosz i tak mial wiele szczescia, ze wynajdowal opiekunczych aniolów strózy. Gwoli sprawiedliwosci trzeba dodac, ze sam do ludzi wychodzil, lubil podrózowac, znal jezyki, dal sie lubic, byl goscinny, kolezenski i sklonny do pomocy.

Dla mnie CM byl chodzaca kontynuacja Rzeczpospolitej Obojga Narodów czyli przedluzeniem Jasienicy. Osobowoscia, która znala wielu wybitnych ludzi, z paryska Kultura wlacznie. Intelektualista otwartym na swiat, który grubo po osiemdzieisiatce interesowal sie Harry Potterem czy filmem „Przelamujac fale”. Lubil Boya, Audena i Blaise Cendrarsa. I nawet pod koniec zycia nauczyl sie lubic kobiety – bo kochac to zdarzalo mu sie i wczesniej. Zupelnie nie wiem CO ludzie chca od niego – i po prawdzie wcale nie chce wiedziec. Wpisuje na liste osób, które koniecznie bede musiala spotkac po smierci – a wszystko dzieki nieocenionemu Andrzejowi Franaszkowi.


  1. Ja również zapisałam/zapamiętałam fragment o Fauście!

    Bardzo się cieszę, że również podobała ci się franaszkowa praca. Cudeńko!

    A „Sławę i chwałę” koniecznie muszę przeczytać( ile umknęło mi kontekstów!). Widziałaś może serial na podstawie książki?

    Ja odbieram sformułowanie „po Domosławskim” w kontekście nie relacji, lecz formy przedstawienia „obiektu badań”. Odbrązowienia.

    Może kiedyś w trójkę wypijemy wino? Oczywiście jeszcze z Baumanem, Borgesem i rzecz jasna z Kapuścińskim. Ale listy jeszcze nie zamykam – o nie!

    Serdeczności wielkie🙂

  2. no to musisz koniecznie przeczytac S&C, bo tam faust j leitmotivem!

    przypomnialy mi sie jeszcze dwa szczególy, kt wlasnie dopisalam. iwaszkiewicz i milosz sa jak stare, dobre malzenstwo – czasami nie wiadomo gdzie sie jeden konczy, a zaczyna drugi

    ekranizacje S&C jako serial TV widzialam. b ladny, choc jak to bywa mam wlasny obraz bohaterów. b lubie mode i wnetrza z tych czasów

    masz racje, zarówno D jak F odbrazawiaja – ale tez przy okazji niuansuja, co b doceniam. nie brna tez w psychologizowanie, co wrecz kusi…

    a wino ze mna i chlopakami masz jak w banku! bauman chyba sie z miloszem nie znal, wiec bedzie na pewno ciekawie. liste mozemy trzymac otwarta i dopisywac tam ciekawe egzemplarze

    dzieki za wizyte i uwagi – do milego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: