szwedzkiereminiscencje

Globalny galimatias-Dörrie

In Feminizm, Ksiazki on 17 czerwca 2011 at 15:40

Doris Dörrie / Und wad wird aus mir? / Co ze mna bedzie? (Co ze mnie wyrosnie?)/ 2007

 

 

Doris Dörrie chyba nigdy nie spi – napisala tyle ksiazek, w dodatku ciekawych i jeszcze caly czas albo filmy kreci, albo scenariusze skrobie i opery wystawia. Opera Rigoletto jest kluczem do Was wird aus mir. Ksiazka nie jest duzego formatu, ma niewiele ponad czterysta stron, a zawiera w sobie tyle rozmaitych „bakalii” co pakowaniec ciotki Iwaszkiewicza. Od razu powiem co mam na mysli: Murakami i Huellebecq. Nieziszczalne marzenie o Ameryce, której nie ma. Gorycz dorastania. Gorycz wieku sredniego. Bezsens wiecznego wspólzawodnictwa i smiesznosc wiecznej mlodosci. Pytania egzystencjalne o tresc i cel istnienia. Czyzbym jeszcze o czyms zapomniala? Aaa. New Age jako kontunuacja starych jasnowidzów. Etnizowanie imigrantów. Logistyczne i emocjonalne klopoty nowoczesnych, transgranicznych rodzin. Wszystkie watki wyraziste i splatane ze soba kunsztownie niczym w moim swetrze Soul of Australia:

 

 

Trudno wiec sie dziwic, ze czasami bylam zmuszona zrobic sobie przerwe w czytaniu – przypominalo mi to reakcje osób, które mnie spotkaly w powyzszym swetrze: na chwile zamykaly oczy, zeby strawic inwazje barw i wzorów (jak to stwierdzil profesor Vetulani: trzeba miec czas i na nowa informacje, i na refleksje nad nia). Dörrie jakby nie mogla sie zdecydowac czy przewaza w niej temperament pisarza czy dramaturga – i ten drugi wygrywa. Troche szkoda, bo jak dla mnie przerysowane wpisanie historii powiesci w sztywne ramy Rigoletta raczej przeszkadza niz pomaga. To nie tragedia grecka ani Shakespeare, zaby aspirowac do ogólnoludziej prawdy (choc libretto oparte zostalo na powiesci Hugo). Dlatego zostawie watek opery na potem, aby dojsc do samej powiesci – wyluskanej z narzuconej dramaturgii (trudno byloby namówic kogokolwiek do czytanie powiesci slowani: to taki nowoczesny Rigoletto).

 

Bohaterami sa Niemcy w Stanach. Trójka pokolenia piecdziesieciolatków i jeden mlodzian w wieku okolo trzydziestu lat. Swiat, który kresli autorka odbiega o wyobrazeniu o Ameryce, z którego to europejskiego wyobrazenia Dörrie sobie wyraznie dworuje. Stany to nie raj dla mlodych zdolnych: to bezlitosna maszyna, która zabija talent i indywidualnosc. Doris w Stanach studiowala, wiec wie o czym pisze. Podoba mi sie jej zdecydowana niemiecka i europejska tozsamosc. Nie wierze w lisy farbowane, nie lubie neofitów. Nie znosze powierzchownosci, badacej moze i warunkiem przetrwania w nowoczesnym swiecie – ale ja w takim razie zwijam sie w forme przetrwalnikowa i czekam na lepsze czasy. Dörrie odbiera swiat podobnie – szuka zwiazków przyczynowo-skutkowych, drazy i szuka glebi. Wracajac jednak do naszych bohaterów: mlodzieniec na na imie Marko, sukces ucielesniony, wyglada jak mlody bóg, ale trawi go pustka i niepewnosc. Jego starszy kolega, rezyser Rainer byl kiedys nadzieja niemieckiego kina i odniósl wielki, krajowy sukces. Razem z odtwórczyniami glównych ról, Johanna i Heidi wyjechal do fabryki snów – i tu ich drogi sie rozeszly. Rainer, oslepiony szansa zrobienia „swiatowej” kariery powoli acz nieuchronnie przesuwa sie, niczym po równi pochylej, w dól hierarchii filmowej. Dörrie, z wrodzonym poczuciem humoru, na koniec kaze mu grac SS-mana w serialu o glupich Niemcach (teraz mi sie przypomnialo, ze widzialam film, oparty na autentycznym zyciorysie amerykanskiego aktora, grajacego analogiczna role – wiec pani D dostaje punkty ujemne ze sciaganie). Johanna, kiedys zakochana w Rainerze, nie wytrzymuje zycia jako doczepka do nadziei kina i wraca do Niemiec, gdzie pracuje jako rekwizytorka w teatrze. Ostatnio zalicza wpadke – w jakim spektaklu? W Rigoletcie, rzecz jasna. Bez pracy, bez pieniedzy, bez iluzji i bez nadziei postanawia wykorzystac zaproszenie Rainera i leci do Stanów. Jej dawna kolezanka, Heidi, zostaje w miedzyczasie medium, wrózka i wyrocznia w jednym. Trapiona cukrzyca i niedostatkiem odzywa nieco przy Marku, który zdesperowany szuka przewodnika w swiecie umarlych. Tutaj, po krytyce spolecznej godnej Huellebecqua, wlacza sie Murakami z Kafka on the shore. Duchowa przewodniczka Marka staje sie Japoneczka Misako, która w wieku lat szesnastu popelnila samobójstwo. Dopóki nie wpadlam na to, ze juz gdzies podobna historie czytalam, bardzo mi sie podobalo. Powiem szczerze: Houllebecq byl piewrszy, Murakami byl pierwszy. Za to pani Dörrie dostaje punkty dodatnie za ukazywanie swiata z perspektywy kobiet. Zrecznie obrazuje wyzwania nastolatek i brzydko starzejacych sie kobiet w wieku srednim. Johanna jako dziecko musiala pogodzic sie w istnieniem drugiej rodziny ojca i znosic jego autorytarne metody wychowawcze. W zwiazku z Rainerem nie mogla doprosic sie o dziecko. W zyciu spotykaja ja rozczarowania, a mozliwosci kurcza sie z czasem. W swiecie botoksu i zaglodzonych nie ma miejsca na naturalne procesy starzenia – zwlaszcza w Stanach.

 

Jednej rzeczy mozna Niemcom pozazdroscic: ze znalezli pisarke, która potrafi z pasja i zaangazowaniem opisywac otaczajacy ja swiat i pokusila sie o moment refleksji. Pisze dobrze, ma wlasny styl i wyrazna tozsamosc – w opozycji do wszechogarniajacej makdonaldyzacji i amerykanizacji pozostaje ze swoim filozofaniem bardzo niemiecka. Jedno ma tylko zdecydowanie lepsze niz przecietny Niemiec: poczucie humoru. Uwazam, ze zdecydowanie zasluguje na tlumaczenia swoich ksiazek dla doroslych zarówno na szwedzki jak i na polski. Zastanawialam sie tez dlaczego wydawnictwo wybralo na okladke akurat portret o wielu twarzach Dory Maar? Czyzby jako ilustracje La donna è mobile z Rigoletta? Piekny obraz, ale Picasso to stary meski szowinista i slabo mi pasuje do femistycznych tresci powiesci. Lepiej by bylo wybrac obraz samej Dory.

Reklamy
  1. Pakowaniec ciotki Iwaszkiewicza? Rozumiem, że to jest rodzaj ciasta? Nigdy nie zetknęłam się z pakowańcem, a już nawet nie mówię o jego konsumpcji. 😛
    Twój sweter Soul of Australia na pewno świetnie sprawdza się w słotne, jesienne dni. Jeśli Szwecja jest choć w części tak mglista i szara, jak opisuje ją Mankell, nie dziwię się, że wywołujesz sensację jako istota tak tak kolorowa i radosna.
    Ostatnio wyczuwam u Ciebie tęsknotę za Australią. A to widok, a to sweter, a to serwetka. Czy to czysty zbieg okoliczności, czy może planujesz turystyczną wyprawę śladami „Tomka w krainie kangurów”?
    Ciekawe, czym Stany podpadły Doris, że opisała je w tonacji tak krytycznej.
    Okładka od razu mi się nie spodobała, choć nie przeczę, że może przyciągać uwagę.Picasso nigdy do mnie nie przemawiał i chyba tak już pozostanie, choć akurat ten obraz jest moim zdaniem nie najgorszy.
    W Twojej relacji Dörrie wydaje się bardzo ciekawą pisarką! Jak na mój aktualny stan umysłu jest chyba nieco zbyt wymagająca, ale będę o niej pamiętać i jak trochę odsapnę po końcówce roku szkolnego, na pewno coś wypożyczę.
    Zapomniałam Ci powiedzieć, że doszły przesyłki z Selmą L.. 🙂 Ta poobgryzana z lat trzydziestych okazała się pamiętnikiem pisarki, a raczej dziennikiem. Zapowiada się więcej niż ciekawie! 🙂

  2. bardzo jestem ciekawa co ci selma wyjawi – to byla kobieta swiatla i wladcza. moze pokaze ci jeszcze inna twarz?

    pakowaniec to to samo co przekladaniec swiateczny na np.boze narodzenie. jak nie jadlas to zaluj! pycha. podoba mi sie nazwa „pakowaniec”

    kangury moga spac spokojnie – na razie sie nie wybieram na ich tropy. ostatnie, kt widzialam (kangury i wallaby) spaly leniwie w ogrodzie zoologicznym w melbourne. nie chce im tego snu zaburzac 😉

    dörrie j b ciekawa, choc moze rzeczywiscie dosc brutalna w swoim widzeniu swiata – nie wiem czy twoja wrazliwa psychika nie dozna uszczerbku? mnie odpowiada jej widzenie swiata, poniewaz mam podobne. uwazam, ze ona odbiera stany takimi jakie sa. tak sobie mysle, ze w PL powinien pojawic sie pisarz, kt demitolugizuje tzw. zachód, a zwlaszcza stany. pokolenie mojego syna, jak ich amerykanskie koncerny wycisna i porzuca pzrenoszac sie do bangladeszu moga obudzic sie z przyslowiowa reka w nocniku. na pewno j DOBRA – daje jej znak jakosci Q

  3. Jeśli moja psychika dozna uszczerbku, niezwłocznie zgłoszę do Ciebie zażalenie. 🙂 Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie.
    O Selmie więcej, jak ją przeczytam. Książka mnie wzrusza z wyglądu, taka podniszczona i poobgryzana. Mam nadzieję, że trafiła w końcu do bezpiecznego portu. 🙂

  4. Czy szynszylowe zainteresowanie książkami ma podłoże konsumpcyjne czy intelektualne? 🙂

  5. Mam nadzieję, że książki przeżyły napady tego szynszylowego głodu. 🙂

    • ksiazki maja sie, niestety, gorzej niz sam szynszyl, kt nie doznal nawet niewielkiej niestrawnosci ;-)m tych w drugim rzedzie az sie boje sprawdzac. choc malutki nadal ma depresje po stracie biskiego krewniaka

  6. A nie myślałaś o powiększeniu szynszylowego stadka? Maksik czułby się pewniej, gdy zostaje sam w domu, gdyby miał kumpla.
    Mam nadzieję, że książkowe zniszczenia nie były aż tak straszne. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: