szwedzkiereminiscencje

Jedna zla, druga niezla-remanent

In Ksiazki on 11 Maj 2011 at 23:27

Jojo Moyes / Srebrna zatoka / 2009

Okropny kit – pozyczylam z sentymentu do wschodniego wybrzeza Australii. Serie nazwano prenesjonalnie „Mysli kobiet” – ale chyba miano na mysli totalna bezmyslnosc. Jest to ksiazka, której czytac sie po prostu nie da. Na pewno to wklad autorki, choc jak sadze tlumaczka tez przylozyla sie do fiaska.  Jestem wszystkozernym czytelnikiem, byle tylko autor wykazal sie mistrzostwem w swoim gatunku badz zaofiarowal autentycznosc. Na pretensjonalnosc i nude jestem uczulona – no i na zlosc sobie akurat taka pozycje  wypozyczylam! Zgodnie ze szwedzkiem porzekadlem: skam på den som ger sig postanowilam nie oddac walki walkowerem. Poleglam i tak po paru stronach…  Odnotowuje z wylacznie z poczucia obowiazku. Na deser mala próbka tesktu, wybrana na chybi trafil:

Silniki umilkly, morze prawie ucichlo, tylko turysci rozmawiali jak wczesniej, a fale uderzaly o burty. Uwielbialam byc na morzu, patrzec na nasz dom – biala kropke na tle waskiej plazy, widziec, jak znika za któryms z wielu pólwyspów. Moze uwielbialam to tak bardzo, bo bylo mi to zakazane. Na ogól sluchalam sie mamy, ale w tym wypadku chodzilo o morze i delfiny!

Zdjecie ze wspomnianego we wstepie Newcastle – zrobione za moim drugim pobytem w Australii:

Jenny Gucci / Guccikrigen. Hur jag överlevde mord och intriger i världens största modehus / 2008


Po tej ksiazce z kolei niewiele sie spodziewalam. Z reguly nie kupuje nic przez telefon, ale dziewczyna byla mila i w rezultacie namówila mnie na zapisanie sie do klubu pocket’owego. Nie dowierzalam jednak jej rekomendacji „gwarantowanego sukcesu czytelniczego” i krakowskim targiem skoczylo sie na Wojnach Guccich. Ksiazka towarzyszyla mi w pogryzaniu mazurków w wielkanocnym sloncu. Polecam milosnikom zyciowych historii oraz pensjonarkom (plci obojga i w dowolnym wieku). Tu dygresja – podczas niedawnego pobytu w Polsce zostalam wciagnieta w rozmowe o najbogatszej Polce w Szwecji. Mój rozmówca byl zdania, ze jak sie mieszka na zamku i ma pieniadze to mozna odetchnac z ulga i polozyc na piernatach (uwazajac tylko na ewentulane ziarnka gro0chu). Czemu zaprzecza sama milionerka w ostatniej Pani. Ksiazka Jenny Gucci powinna posluzyc jak zimny prysznic wszystkim golddiggers – nawet jezeli autorki nie mozna posadzic o zagiecie parolu na bogatego dziedzica fortuny. Bo jak sie idzie do lózka z pieniedzmi to oprócz diamentów dostaje sie jeszcze stres, makabryczne historie i bezwzglednego partnera.

Najwiekszym walorem ksiazki jest jej autentycznosc oraz bezpretensjonalnosc autorki. Nie znam pani Gucci (Gucziowej?) i tak do konca nie moge byc pewna czy nie naklamala. Ale jesliby nawet nie opisala wszystkich szczególów to i tak pozostawila mnie z pelnia szacunku dla siebie. Ach, to marzenie o wspanialym mezczyznie, który nas porwie do swojego palacu! Ilez to kobiet poleglo q akcji albo uschlo w staropanienstwie wypatrujac mlodzienca na bialym rumaku. Jenny byla ladna, sredniouzdolniona kobieta, której marzeniem byl spiew na scenie. Pewnie by nadal spiewala (troche przypominaja mi sie powiesci pani Rhys) gdyby nie wpadla w oko Paolo Gucci. No i wpadla jak przyslowiowa sliwka w kompot, gdyz sie w mezczyznie w sile wieku zakochala. Byla zona idealna, towarzyszaca wszedzie malzonkowi, czasami tylko kontynuujac nauke spiewu i samo spiewanie. Spiewajaco weszla w klebowisko zmij, jakim byla niewatpliwie rodzina Guccich. Udalo jej zachowac integralnosc, co zyskalo respekt osób kluczowych w klanie. W tej rodzinie kobiety nie miewaly z zalozenia nic do powiedzenia i Jenny miala szczescie, ze nie posiadala wtedy ambicji designerskich ani businessowych. Ale i tak skonczylo sie smutno, bo w koncu pan i wladca znudzil sie zyciem rodzinnym i chcial miec troche uciech na boku – czemu sie, ku jego wielkiemu zdziwieniu, pani Gucciowa sprzeciwila. No to dal jej popalic, a pieniadze zapadly sie pod ziemie. Nader pouczajaca lektura, gdyz Jenny dokladnie opisuje wiele przekretów, które z powodzeniem stosuja mozni tego swiata. A przy okazji troche opisów ladnych wnetrz, eleganckich toalet i luksusów widzianych od srodka. Plus eloge dla przyjazni – Jenny nie stala sie gorzka czy zlosliwa, choc nie bylo jej lekko, o nie. Kryminal, którego by nie wymyslil sam Stieg Larsson, a wymyslilo zycie.

Po tej lekturze chyba przestane chodzic w kreacjach firmy Gucci😉

  1. Kiedyś przeczytałam bardzo pozytywną recenzję tej powieści Moyes: http://brulion.blox.pl/2009/09/Srebrna-Zatoka-Jojo-Moyes.html
    Pod wpływem tej recenzji kupiłam sobie nawet jakąś pozycję tej autorki po angielsku. Jeszcze nie czytałam, więc do udziału w dyskusji się nie kwalifikuję.
    Zawsze fascynuje mnie to, że tę samą książkę można odebrać tak odmiennie.
    Dziwię się, że na podstawie biografii pani G. nie powstał jakiś film. Barwne losy, a postać ciekawa.
    Okładka tej książki wydała mi się natomiast antyreklamą.
    Na szczęście nie mam perfum ani kreacji firmy Gucci, więc nie będę ich musiała spalić na stosie w imię solidarności z Tobą.🙂

    • przeczytalam recenzje – wrazenie autorki bloga nie sa tak dalekie od mocih – tez narzeka na jezyk. moze jak bedziesz czytac po angielsku to bedzie troche lepiej?

      a po oberzeniu fenomenalnego dokumentu „the cove” http://en.wikipedia.org/wiki/The_Cove_%28film%29
      jakos mnie nie biora bajki o delfinach…

      juz nie mówie o obietnicy „milosc siega glebiej” – to znaczy dokad siega? mam, niestety, tylko brzydkie skojarzenia😉

  2. Śliczny kolor mają woda i niebo na Twoim zdjęciu z Australii. Cieszę się, że miałaś okazję zwiedzić takie ładne miejsca.
    Kiedy przeczytam powieść Moyes, trudno orzec, bo leży gdzieś wciśnięta na dnie szafy, ale może faktycznie bez pośrednictwa tłumacza okaże się sympatyczniejsza w odbiorze.
    Mam nadzieję, że kiedyś obejrzę „The Cove”. Film wydaje się bardzo intrygujący.
    „Miłość sięga głębiej” to chyba wyrażone własnymi, trochę topornymi słowami „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Zdecydowanie wolę wariant Małego Księcia.🙂

    • maly ksiaze to bez watpienia ksiazka dla doroslych – lubie ja coraz bardziej. natomaist nie wpadlabym, ze wlasnie o to autorce chodzilo…

      czekam cierpliwie na twój salomonowy wyrak w sprawie moyes

      newcastle samo jakie takie nieciekawe, ale zdjecie wyszlo malownicze. warto robic zdjecia, bo duzo sie zapomina i kolory jakby blakly w pamieci. zycze ci samych wspanialych widoków na przyszlosc!

  3. Nie wiem, czy autorka dokładnie to miała na myśli, ale tak mi się skojarzyło.🙂
    „Małego Księcia” można chyba w pełni docenić jako osoba dorosła, ale moi gimnazjaliści też go lubią.🙂
    Czy mój wyrok będzie salomonowy, tego obiecać Ci nie mogę, ale będę się starać.🙂
    Ja Tobie też życzę licznych pięknych miejsc do fotografowania i podziwiania!

    • jak na razie rozbilam aparat .-(( i musze sobie radzic komórka. wczoraj chcialam zrobic widok z najwyzszego punktu w okolicy, ale widac bylo tylko las – czego zupelnie nie rozumiem. z nizszych miejsc rozposcieraja sie piekne widoki na okolice i morze

  4. Przykra wiadomość o aparacie, bardzo lubię Twoje zdjęcia. Mam nadzieję, że da się naprawić. Ale może kupienie nowego będzie bardziej opłacalne.
    Las też na pewno ładny, więc mimo braku morza i okolic i tak zdjęcia na pewno super.

    • mialam niby lepszy, z obiektywem leci – ale co za róznica jak i tak sie robil? na pewno lepszym rozwiazaniem bedzie kupienie nowego, a na razie robienie komórkowców

      w kazdym razie dziekuje za pochwale!

  5. Będę cierpliwie czekać na kolejne fotorelacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: