szwedzkiereminiscencje

Cztery w jednym (ksiazki, wpisie)

In Ksiazki, Sztuka, Szwecja on 3 Kwiecień 2011 at 17:50

Nie bylo mnie przez chwile – glównie przez zalobe po szynszylku. Jeden z moich ulubienców, Moryc, musial zostac uspiony. Kazdy, kto kocha zwierzeta i przeszedl przez podobne przezycie wie co to oznacza. Tym razem nie zdecydowalam sie na pogrzeb we wlasnym wykonaniu – za duzo mnie to poprzednim razem kosztowalo. Ponizej zamieszczam nagrobek szynszyla, który mial wszystkie szynszyle pod soba, Wilusia. Moryc mam nadzieje mi wybaczy – zaoszczedzilam mu losu Wilhelma, komajacego w meczarniach na moich rekach. Zostal mi teraz drugi szynszyl, Max oraz dochodzacy kocur – no i wróble na balkonie.

Zaczne od nowosci w sprawach niedawno opisywanych. Jak doniosla prasa przewodniczacy zwiazku zawodowego w Jönköping, który zabronil kierowcom rozmawiac na przerwach w swoim macierzystm jezyku, stracil swoje stanowisko – czyli interwencja mediów daje rezultat, co wystawia lokalnej demokracji nienajlepsza ocene. Druga nowoscia jest ekspozycja w Muzeum Rysunku w Laholmie. Bylam wczoraj na wernisazu i obejrzalam prace pani, która oddaje swiat przy pomocy sznurka. Maly format ramki, szklo, a za szklem rozciagniety miedzy dwoma gwozdzikami w poziomie czarny sznurek. Wernisaz nie odbyl sie w prima aprilis – jak lubie nowe srodki wyrazu, tak moje oczy zamkniete sa na piekno sznurka.

Teraz do ksiazek. Ksiazka numer jeden to Slynne metresy czyli tajna wladza kobiet pióra Yury Winterberga, 2009. Okladka w stylu „lowcy sensacji”, ale tresc zdecydowanie ciekawa. Opisane sa trzy epoki i trzy miejsca w pelni rozkwitu: Rzym schylku sredniowiecza i poczatków renesansu, z maksymalna potega kosciola katolickiego; Istambul u szczytu potegi Osmanów oraz Paryz poczatków absolutyzmu za czasów Ludwika XIV. Opisywane metresy to: Giulia Farnese, kochanka papieza Aleksandra VI czyli Rodrigo Borgii (ojciec m.in.tradycyjnie oczernianej Lukrecji Borgii); Ukrainka Aleksandra Lisowska zwana Roksolana , naloznica i malzonka sultana Sulejmana oraz arystokratka Francoise-Athénaïs de Montespan. (de Rouchechouart-Mortremart de domo), kochanka Króla Slonce. Bardzo ciekawie zarysowane tlo historyczne, interesujace czasy, fascynujace postaci. Mimo posiadanej wladzy faktycznej nie marzy mi sie jednak rola metresy. Opisywane kobiety to osoby nieprzecietne – zadne tam szare myszki.. Piekne, wyksztalcone, z osobowoscia i ambicjami, czesto pochodzenia swietniejszego niz ich kochankowie. Cóz z tego jak czasy nie daj Panie! Metresa musi dbac o swoja atrakcyjnosc, byc nie tylko urodziwa i zadbana, ale tez prowadzic polityke pozwalajaca jej na utrzymanie pozycji. Zadne tam wygodne zycie na piernacie i zajadanie sie marcepanami – stres, harówka i wieczna niepewnosc. Jestem pelna podziwu ile te kobiety byly i tak w stanie przeprowadzic – ich sytuacja bywala szczególnie trudna po urodzeniu dzieci. Obskurny patriarchalizm i nic dziwnego, ze kobiety wykorzystywaly swój sex-appeal. Troche jak latka-jednodniówka mialy intensywny i krótki okres godowy. Bo nie daj Boze zestarzec sie, wypasc z lask czy zachorowac – wtedy nie tylko kij zebraczy na starosc, ale jeszcze zycie dzieci zagrozone. Paskudny system generujacy pazerne i bezwzgledne niewiasty – choc wcale im sie nie dziwie. Podobnie zachowuja sie dzisiejsze metresy, wybranki tzw.celebrytów. Ksiazeczka cienka, wiec jak sie lubi historie to polecam. Jakby smutno nie konczyly wybranki wladców, to mialy wplyw na rozwój wydarzen – nareszcie widac jakies kobiety w zdominownej przez mezczyzn historii.

Ksiazka druga to Falszersz paszportów, autobiograficzna opowiesc Ciomy Schönhausa, 2007, która posluzyla tez do nakrecenia filmu. Druga czesc jego wspomnien to Der Passfälscher im Paradies. Opowiesc niezwykla, zupelnie inna od tych, do których przyzwyczailismy sie, bo pelna radosci zycia i optymizmu. W odróznieniu od Begniniego optymizm nie dziala mi jednak na nerwy. Begnini to taka Polyanna, zas Schönhhhaus pelen zycia, wysportowany i artystycznie uzdolniony mlody chlopak. Zydowska rodzina Ciomy pochodzila z Minska i ojciec swego czasu komunizowal. W poszukiwaniu lepszego zycia przeprowadzili sie do Berlina, potem próbowali szczescia w Palestynie, lecz postanowili wrócic do Europy i stolicy Niemiec. Powodzilo im sie niezle: ojciec otworzyl wytwórnie wody gazowanej, a matka pracowala jako krawcowa. No i nagle nie ma juz szans na ucieczke zagranice, nadchodzi wojna i nieuniknona smierc najblizszych. Samemu Ciomie, dzieki fantazji, brawurze, inteligencji, wytwalosci i odwadze udaje sie najpierw ukrywac w Berlinie, a nastepnie uciec na rowerze az do granicy Szjacarii, która to granice pokonal wplaw. Ksiazka ma forme pamietnika pisanego miedzy wrzesniem 1941 a wrzesniem 1943. Na poczatku zycie toczy sie niemal normalnie, zeby krok po kroku osaczyc glównego bohatera. Cioma wymyka sie wielokrotnie losowi i osaczyc sie na dobre nie daje – wyjatkowo pozytywne przeslanie, ze jak sie czegos wyjatkowo chce (i na dodatek jest sie zdolnym) to mozna zmienic swój tragiczny w zamierzeniu los. Poniewaz znam wiele polskich wspomnien uderzyla mnie o wiele lepsza dola Zydów niemieckich. Biurokracja hitlerowska w Niemczech dlugo zachowywala pozory praworzadnosci – nie bylo takiej nedzy, terroru i upodlenia jakie znam z polskich relacji. Wystepuja tez „dobrzy Niemcy”, o istnieniu których Polacy nie zawsze pamietaja. Intelektualisci, ludzie kosciola – zaangazowani w ratowanie zycia osób skazanych przez wladze na zaglade. Barwna mieszanka narodów, gdyz wystepuje takze wielu Rosjan. Brak zorganizowanego ruchu oporu czy podziemnego panstwa, lecz dzieki przyslowiowej niemieckiej dobrej organizacji niosaca pomoc –urzekla mnie atmosfera typu „i byla milosc w getcie”: mlodzi ludzie chca sie bawic, chca sie kochac, jesc w dobrej restauracji, uprawiac sporty, podziwiac przyrode. Ich brak rozsadku czesto pozwala na wyjscie obronna reka. Wspomnienia Schönhausa sa afirmacja zycia. W czasach dyskusji nad „Zlotymi zniwami” Grossów warto tez pamietac, ze donosy byly norma w Niemczech. Pamietam opowiadanie starszej pani, która jako dziecko przezyla naloty Hamburga – o tym, ze doniosla na jej rodzine sasiadka zza sciany (sluchali radia Londyn). W poslowiu mozna dokladnie zapoznac sie z donosem zawistnej osoby, na skutek którego wpadla cala siatka – w sumie piecdziesiat osób:

Pilne. Sprawa zydowska.

Pragne przekazac pilna wiadomosc o pewnej Zydówce. Mianowicie jakis czas temu zorientowalem sie, ze jakas Zydówka ukrywa sie tu, w domu, u ludzi i chodzi bez gwiazdy.

To Zydówka Blumenfeld, która ukryla sie w tajemnicy u pani R… To musi sie natychmiast skonczyc, prosze poslac zaraz wczesnie rano o 7.00 jakiegos funkcjonariusza i niech te kobiete zabierze.

Ta Zydówka, gdy jeszcze mieszkala w tym domu, byla zawsze bezczelna i zadzierala nosa. Musicie tylko szybko dzialac, gdyz moze zniknac gdzie indziej.

Heil Hitler.

Cioma Schönhaus mial szczescie, ze zdolala sie wydostac z Berlina i dotrzec do Szwajcarii. W Berlinie udalo sie przetrwac w ukryciu tylko tysiac pieciuset Zydom.

Ksiazka numer trzy: Argentynczyk Pablo de Santis; Teatr pamieci, 2007. Dobra ksiazka, choc nie lubie watków science fiction. Ma cos z Lema. Ciekawie napisana – krótka, ale pozostaje w (nomen omen) pamieci. Historia lekarza neurologa, który po okresie pracy w zagadkowej fundacji rozpoczyna kariere w szpitalu. Tam napotyka na tajemniczy przypadek pacjenta, jak sie okazuje, zwiazanego wlasnie z ta sama fundacja. Przeszlosc dopada doktora Negri i zle sie z nim obchodzi – co zreszta bylo z góry do przewidzenia. Negri z jednej strony przerazony jest oblakancza praca fundacji, a z drugiej strony fascynuje go jej dzialalnosc i kontakt z granicami poznania. Lubie taka proze, gdzie nic nie jest oczywiste, nie ma próby wyjasnienia psychologicznego zachowania bohaterów i wszystko sie moze zdarzyc. Napisane z oszczednoscia, która pozwala na wlaczenie wlasnej wyobrazni. Autor to zawodowy scenarzysta i czytajac widzi sie kolejne obrazy, jakby ogladajac film – mnie to odpowiada. Okladka tez mi przypadla do gustu – taka surrealistyczna i choc rzecz nie traktuje o inkwizycji hiszpanskiej to nastrojem trafnie oddaje tresc utworu.

No i teraz salon odrzuconych – opus nastepne. Absolwentka Yale, Jane Mendelsohn, American Music, 2010, audiobook. Okropnie pretensjonalna w zamierzeniu i kompozycji, banalna w tresci i sposobie obrazowania, nieprzejrzytsa, nic nie wnoszaca, przegadana, przewidywalna. Sprawia (niezamierzone) wrazenie collage’u – jakby ktos na chybi trafil wycial pare artykulów z czasopisma nienajwyzszych lotów i na dodatek jeszcze je pocial na kawalki. Potem te wszystkie fragmenty zostaja zmieszane i ulozone losowo – w ten sposób czytelnik otrzymuje proza bedaca zbiorem nieuporzadkowanych fragmentów. Jakby jeszcze rzeczywiscie Jane M taki eksperyment przeprowadzila, to wyniki moglyby okazac sie ciekawe. Pod warunkiem, ze kazdy czytelnik losowal by wlasna kolejnosc, czyli powstala by pewna ilosc kombinacji z tych samych fragmentów tworzace rózne powiesci. Niestety, autorka ma po prostu taki styl i taka mysl pikna, ze kawalkuje niemilosiernie historie, które sie niekoniecznie ze soba wiaza. Za duzo postaci, za duzo miejsc geograficznych, za duzo irytujacej fragmentarycznosci i banalnych sentencji majacych grac role madrosci zyciowej. Plaskie, nudne, meczace – nawet do smazenia nalesników sie nie nadaje. Troche to dziwne, bo pani Mendelsohn napisala bestseller o necacym tytule I Was Amelia Earhart. Widocznie szlaki podniebne nie maja nic wspólnego z niebianskimi przyjemnosciami sluchania – American Music zdecydowanie nie jest dobra reklama amerykanskiej muzyki. Pozostaje puscic sobie jakiegos dobrego amerykanskiego muzyka, a pania JM jak najszybciej puscic w niepamiec

Na deser obrazki z wystawy – na moim  sajcie. Plus zdjecia dwóch ciekawych architektonicznie budynków w Sztokholmie.

  1. Do tematyki książkowej odniosę się wkrótce, a tymczasem przekazuję Ci uściski. Z całego serca współczuję tego, co przeżyłaś. Miałam przeczucie, że coś jest nie tak. Jak wiesz, mniej więcej rok temu przypadło mi w udziale podobne doświadczenie i odnoszę wrażenie, że w kwestii pogodzenia się z losem u mnie poprawa jest minimalna. Zwierzaki tak chwytają nas za serce bez słów, że trudno to porównać z czymkolwiek.
    Mam nadzieję, że u Ciebie jest już lepiej. Trzymaj się, myślami jestem z Tobą.

  2. dziekuje, lirael! ludzie mówia: to tylko zwierze, ale co z tego? dla mnie to byl mój maly przyjaciel. drugiemu szynszylowi tez go brakuje i sposepnial teraz. milo wiedziec, ze rozumiesz

  3. Mam nadzieję, że czujesz się choć odrobinę lepiej po stracie szynszylka. Smutno mi bardzo, że tuż przed świętami spotkała Cię taka ponura niespodzianka.😦
    Kilka słów o książkach. Czytałam książkę Pabla de Santis pod tytułem „Przekład”. Podobała mi się, ale nie zostawiła głębszych śladów, Ta Twoja wydaje mi się ciekawsza.
    Bardzo zaciekawiła mnie książka „Fałszerz paszportów”, głównie ze względu na obraz tamtego świata.
    Metresą stanowczo nie chciałabym być, wbrew pozorom nie był to żywot usłany różami.🙂
    Od twórczości pani Mendelsohn będę się trzymać z daleka. Zdecydowanie nie dla mnie.
    Wiosenne serdeczności.

  4. za serdecznosci wiosenne serdecznie dziekuje – odwzajemniam sie swiezymi powiewami wiatru z duza zawartoscia jodu!

    na pewno falszerz j najsymaptyczniejsza ksiazka z wymienionej czwórki. taki kulturalny i dzielny czlowiek – a przy tym ten jego luz ma wlasnie posmak berlina lat republiki weimarskiej. na pewno ci sie spodoba!

  5. Właśnie ten obraz Berlina lat republiki weimarskiej przyciąga mnie jak magnes, a sympatyczny bohater jest kropką nad „i”.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: