szwedzkiereminiscencje

Czerwone hrabiny-Krupska z córka

In Ksiazki, Szwecja on 19 Marzec 2011 at 14:56

Yvonne Hirdman, Den röda grevinnan. En europeisk historia, 2010

Ufff, udalo mi sie przebrnac przez zeszlorocznego Augusta w dziedzinie literatury faktu. Przyjemnosc konsumpcji ograniczona, dzielo zakalcowate i miejscami wrecz niestrawne. Pretensjonalne do potegi – zwlaszcza podtytul „europejska historia” – czyzby? No ale prawdziwy stachanowiec obraz swiata filtruje przez swoja ideologie i nie widzi miejsca na innosc. Jak widac dzielo to mnie solidnie zirytowalo.

Ma byc niby o matce autorki, która jeden ze zwiazków zawarla z wysadzonym z siodla hrabia baltyckim. Hrabia mial metr szesciesiat w kapeluszu i dosc mendowaty charakter – zycie nauczylo go sztuki przetrwania. Napisal autobiografie zatytulowana „Czerwony hrabia” – stad, jako zgrabny pendant, czerwona hrabina zostala nazwana jego pierwsza zona. Yvonne Hirdman, jak to u nieautentycznej klasy robotniczej bywa, jest snobka i ta mama hrabina wyraznie kokietuje. Tymczasem ona sama jest czyms w rodzaju czerwonej hrabiny (po ojcu) – trzecia generacja dzialaczy socjaldemokratycznych. Jak opisuje wystarczylo, zeby urzedniczka podkreslila na czerwono nazwisko, a rodzice dostali wczesniej przydzial na mieszkanie. Tytulowa hrabina i jej rodzina cienko by przedli gdyby nie kontakty „ruchu robotniczego”, które generowaly zlecenia.

Jest tez w ksiazce watek autentyczny, ciekawy i wzruszajacy – Yvonne usiluje dowiedziec sie czegos wiecej o swojej matce, z która nie miala wiele kontaktów. Charlotte Schledt Stenbock-Fermor Hirdman zajmowala sie praca, podrózami lub zyciem towarzyskim. Czesciowo, zeby utrzymac rodzine, a czesciowo, bo to taki miala styl. Byla piekna i kosmopolityczna. Miala dosc specyficzna urode, raczej androgeniczna; szczupla sylwetke, wrodzona elegancje i wdziek – wszystko to w odróznieniu od swojej mlodszej córki. Yvonne sama opisuje jak to z wizyta u filigranowych krewnych czula sie niczym slon w skladzie z porcelana. Z notki biograficznej spoglada na mnie z wyzszoscia niesympatyczna twarz o grubych rysach. Za to Yvonne ma zaciecie naukowe i zdolnosc refleksji, czego nie da sie powiedziec o naiwnej i bardziej sprytnej niz inteligentnej Charlotte. Yvonne jakby nie moze zrozumiec, ze jej mama modelu: „jedli, pili, sie bawili, trzesla sie chalupa” tak sprawnie odnajdowala sie w coraz to nowych dla siebie sytuacjach, krajach i kulturach. Barwna osobowosc, kobieta z nieodlacznym papierosem i kieliszkiem wina jest przeciwienstwem macierzynstwa lansowanego przez malzenstwo Myrdal (socjaldemokraci; YH poswiecila im inna ksiazke). Prowokuje i stanowi pogwalcenie rzadzacego do dzis w szwedzkim spoleczenstwie prawa Jantego (tylko nie wyobrazaj sobie, ze kims jestes!).

Zla jestem na Hirdman, ze zmarnowala material na fascynujaca powiesc. Pewnie – jej mama, jej prawo. Ale jakby pokusila sie napisac o zyciu Charlotte wespól-w-zespól z jakim Srodkowoeuropejczykiem, to historia czerwonej hrabiny by na tym zyskala. Bo z Hirdman jest troche jak z Pleijel i jej opowiadaniem o przyjazni miedzy Witkacym a Malinowskim – glówna akcja wpisana zostaje w nietrafiona scenierie. Draznia zle dobrane szczególy (to samo tyczy zreszta Sontag i „W Ameryce”). Hirdman nie czuje tzw.kontynentu i zlozonosci naszej historii, nie widzi wielosci narodów i mozaiki kultur. Pochodzi z rodziny, która popierala Zwiazek Radziecki – zreszta wiekszosci znajomych mi Szwedów Rosja po prostu imponuje. Dla polskiego czytelnika ten feblik moze byc trudny do wybaczenia – i denerwuje nie wiadomo czy tez jeszcze naiwnoscia, czy tez moze juz moze glupota. Inny feler to germanofilski punkt widzenia. Nie ma dwóch zdan, nawet grupy czerwonych (socjaldemokratów – tak nadal okresla sie tu swoje sympatie) zdaja sie uznawac wyzszosc niemiecka. Podobnie jak w ksiazce Johansona basen morza baltyckiego postrzegany jest jako wlasnosc szwedzko-niemiecka – gdzieniegdzie z Rosja w tle. Profesor Yvonne Hirdman pracuje w instytucie historii i we wnetrzu okladki swojej ksiazki zamieszcza fragment mapy Europy z 1923 roku, gdzie pod Krakowem zamieszczona jest nazwa „Krakau”, a pod Lwowem „Lemberg”. Pisze tez o niesprawiedliwosci jaka dotknela Niemcy po pierwszej wojnie swiatowej – stracily (sic!) Poznan (w oryginale: Posen). Stracily tez Górny Slask mimo wygranego plebiscytu – ani slowa o podziale, który faktycznie nastapil. Na dodatek umieszcza Wroclaw na Górnym Slasku. Jakas internautka skarzyla sie, ze nie moze czytac Hrabiny, bo poraza ja wiedza historyczno-geograficzna. Mnie raczej przeszkadzaja luki w edukacji pani profesor. Pewnie czeka mnie nastepny list do wydawnictwa…

Nie rozwinela tez do konca watku ojca Charlotte, ksiegarza rodem z Hamburga, Fritza. Ksiazka powstala zapewne przed prezentacja filmu „Biala wstazka” – a Fritz móglby byc postacia z tego filmu. Czajace sie zlo w pozornie „porzadnych” rodzinach, zmowa milczenia i poczucie bezsilnosci doprowadzaja do karygodnych naduzyc. Na przyklad bezkarnego molestowania w rodzinie i nie tylko. Dzieci i ryby glosu nie maja, wiec staja sie ofiarami. W ogóle strona psychologiczna opisywanych postaci nie zostala, niestety, rozwinieta. Hirdman stara sie trzymac faktów i fragmentów listów – stad te postaci nigdy nie staja sie zywe. A szkoda, bo opisuje pasjonujace czasy i fantastycznie kolorowych ludzi, takich jak na przyklad niemieccy pisarze i artysci czasów republiki weimarskiej (mozna porównac co o tym czasie napisali Kärstner, Mannowie). Hirdman miala unikalna mozliowosc przyblizenia szwedzkiemu czytelnikowi srodowiska berlinskich komunistów – ale powiedziala „pas”. A jej matka spotykala na codzien Franka Thiessa i jego amerykanska zone Florence, Ernsta Tollera, Waltera Zadeka, gdzies w tle majaczyli Kurt Tucholsky i Ernst Thälmann. Sam „czerwony hrabia”, Alexander Stenbock-Fermor przeszedl do historii dzieki dokumentowaniu zycia górników i robotników – jego ksiazki byly bestsellerami swoich czasów. Ciekawostka jest, ze AS-F byl tez wspólscenarzysta filmatyzacji „Astronautów” Lema. Charlotte pobrala sie z Alexandren w tym samym roku kiedy Döblin opublikowal „Berlin. Alexanderplatz”.

Nazwalam Charlotte „Krupska”, poniewaz podazyla ze glosem serca niczym Nadjezda za Leninem. Hrabina byla zaledwie trzy lata, a potem zakochala sie w niemieckim komuniscie, Heinrichu Kurelli. Razem z Kurella pojechala budowac nowe zycie i nowy, wspanialy swiat do Moskwy. Mieszkali na przeciwko Luxu, zanego z opisu dziecinstwa Jeleny Bonner. Heinrich, zaprzezony w sluzbe internacjonalizmu, rzadko bywal w domu. Charlotte pisala wiernopoddancze pisma do wladz, usilowala nauczyc sie rosyjskiego i doksztacic. Nie cieszyla sie jednak zaufaniem „góry” i pozwolono jej jedynie na wieczorowe kursy. No i nadchodzi rok 1937 i czystki przeslawne Stalina. Mnoza sie aresztowania przyjaciól, a z w koncu i sam Kurella laduje za kratkami. Charlotte udaje sie opuscic ZSRR w ostatniej chwili. Heinrich zostaje rozstrzelany w pazdzierniku. Smutne, ale prawdziwe – los pojedynczego czlowieka, który wpisala sie w tragedie milionów. Sfingowany proces, falszywe oskarzenia dawnych przyjaciól, tortury, wyznanie i egzekucja na Butowie. W Polsce kazde dziecko wie jak to z Sowietem bywa – natomiast pani profesor historii wspólczesnej, Yvonne Hirdman, analizuje strona po stronie protokoly postepowania i pyta: dlaczego? O co to chodzi? To sa wlasnie te jalowe fragmenty ksiazki, których nie bylam w stanie przetrawic.

Zal mi, ze Hirdman, która umieszcza zdjecie z gwiazda Dawida w tle (zydowska rodzina ojca) rysuje obraz supremacji niemieckiej i ignoruje rdzenne narody Europy. Charlotte zyla miedzy innymi w Estonii i Rumunii – w tym jakis czas w kosmopolitycznych Czerniowcach. To bylo chyba miasto o atmosferze podobnej do Równego, o którym to Równym tak ladnie pisze Oz. U Hirdman cala Europe zdaja sie zaludniac Niemcy, którzy wszedzie czuja sie jak w domu. Moze tak i sie czuli, ale jak sobie pomysle o lódzkich Niemcach to mam wrazenie, ze wchodzili w jakas interakcje z polska ludnoscia (chocby zatrudniali robotników i sluzbe). CK Austro-Wegry to przeciez patchwork rozmaitych ludów, opisywany tak trafnie przez pisarzy czeskich, wegierskiech, austraickich i polskich. Odczuwam zawód, ze autorka zupelnie zignorowala to zjawisko. Niby profesor historii  spólczesnej, a wykazala slepote czy gluchote na glosy Europy sprzed niespelna stu lat.

Bardzo byc moze, ze Yvonne Hirdman zakonczyla ta ksiazka swoje rozrachunki z matka. Nie uwazam jednak, zeby wykazala sie jako historyk – brak tu refleksji, osadzenia wydarzen w kontekscie historycznym czy komentarza odautorskiego. Nagradzanie „Czerownej hrabiny” za najlepsza faktografie roku to dla mnie zupelne nieporozumienie.

  1. Bardzo klimatyczne zdjęcie na okładce! Szkoda tylko, że to co między okładkami, pozostawia sporo do życzenia.😦
    Ja też jestem zdumiona, że pozycja wykazująca takie braki została nagrodzona. Może konkurencja była kiepska? Może chcieli docenić intencje autorki? Rzeczywiście, materiał rewelacyjny i naprawdę przykro, że nie trafił w bardziej utalentowane i rzetelne ręce.
    Ostatnio wszędzie mi się przewija Lem i to chyba znak, który należałoby odczytać.🙂 Mam zamiar przeczytać którąś powieść.

    • rzeczywiscie, ksiazka zyskalaby jakby losy charlotte opisal ktos postronny – bo teraz za wiele tam wzajemnych zali i bialych plam. czytalam teraz wspomnienia zyda berlinskiego i ten przedwojenny berlin to jednak bylo miejsce magiczne (zwlaszcza przed hitlerem)

  2. acha – napisalam znowu do wydawnictwa ze sprostowaniem – zobaczymy czy odpisza?

  3. Trzymam kciuki, żeby odpisali i wprowadzili w czyn Twoje postulaty.
    Niecierpliwie wypatruję Twojej recenzji tych berlińskich wspomnień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: