szwedzkiereminiscencje

Zmierzch trendu na „pozytywnosc” – nareszcie!

In Ksiazki on 22 Październik 2010 at 20:11

Barbara Ehrenreich, Gilla läget. Hur gick det åt helvete med positivt tänkande / Bride-sided. How the relentless promotion of positive thinking has undermined America, 2010

 

 

Wolne tlumaczenie tytulu mogloby brzmiec: „Polubic swoje parszywe zycie. Smutny koniec pozytywnego myslenia” (ze szwedzkiego) albo: „Usmiech przez lzy. Jak natretnie pozytywne myslenie oslabilo sily zywotne USA” (z angielskiego oryginalu). Jak ktos wymysli inne, to zapraszam do zamieszczenia go w komentarzach.

Moja ulubienica, Barbara Ehrenreich, znowu mnie nie zawiodla. Jej ostatnia ksiazka plasowala się jakis czas na pierwszym miejscu listy bestsellerów DN. Wczesniej widzialam zapowiedz tej wlasnie pozycji w wywiadzie telewizyjnym. BE jest w wyrazie bardziej subtelna od Michael’a Moore, choc ma z nim wiele wspólnego. Oboje odslaniaja kulisy, brudy i niedociagniecia – a przy tym dociekaja przyczyn przedstawianych zjawisk. Tym razem Barb (jak ja nazywano w czasie kelnerowania) postanowila zdemaskowac szkodliwa manie przedstawiania wszystkiego w kolorach cukierkowych. Zajela się tzw.pozytywnym mysleniem, które propaguja dziesiatki podreczników do samopomocy, sajtów na Internecie, psychologów po kursie wieczorowym w Kleczy Dolnej, samozwanczych coachów zawodowych i coachów „zyciowych”, kosciolów, polityków itp. Incytamentem stala się wlasna choroba – rak piersi. Najpierw uslyszala, ze rak to dar niebios, a potem, ze jak będzie myslec pozytywnie, to wszystko będzie dobrze. Dobrze nie było, a wrecz coraz gorzej. Okazalo się, ze nikt specjalnie nie chce sluchac o jej dolegliwosciach, ponieważ jest to „narzekanie”, co nie jest pozytywne. Zadnej empatii, zadnych ludzkich uczuc – zostala podlaczona do przemyslu „pocieszeniowego”, miala zostac wojownikiem i poprzez zakup pewnej ilosci „wspierajacych” gadzetów stac się zarazona pozytywnoscia, która sama z siebie ja uleczy. Tymczasem zaczely się schody – ale autorka raka przewalczyla. Na lezaco, na kolanach, ledwo zipiac – i nie dziekujac niebiosom za „nowe, interesujace doswiadczenie”. Nie prosila o „nowy poczatek reszty swojego zycia” – była w zupelnosci zadowolona ze starego. A jak tylko wydobrzala, to cala akumulowana w niej wscieklosc za dobijanie ciezko chorego pacjenta wymogiem wiecznego usmiechu, szczescia i wdziecznosci za chorobe, dala odpór wrogowi pozytywnosci.

Poszukala zródel tego fenomenu i znalazla ja w XIX-wiecznym protestantyzmie o korzeniach kalwinskich, m.in. w  Christian Science. Kalwini maja prosty poglad na zycie: jak jestes zdrowy i piekny, to cie dobra Bozia kocha. A bezrobotni skrofulicy moga sami do siebie mieć pretensje, gdyz musieli czyms Stwórce urazic, skoro tak ich pokaral. Niech wiec lepiej popracuja nad soba, bo ich brak fartu i choróbska sprowadzili sobie sami na glowe. Ehrenreich zna takie myslenie panujace w rodzinie jej matki. Wspomina:

Bóle miesiaczkowe czy zaparcie traktowano jako wymysly rozpuszczonych bezczynnoscia kobiet  i tylko goraczka polaczona z wymiotami mogly dac usprawiedliwienie jednodniowej nieobecnosci. Innymi slowy, choroba była osobista porazka, a nawet grzechem. Pamietam nadal strach przed przyznananiem się matce, ze slabo widze, co jest napisane na tablicy. My nie nalezelismy do tych, którzy potrzebuja okularów. S.95

Idac tropem koscielnym doszla do kosciolów spólczesnych. Jak wiadomo, wyrastaja w Stanach jak grzyby po deszczu. Wiele z nich glosi filozofie bogactwa, tzn. daje konkretne wskazówki wiernym co maja czynic, żeby bogactwo do nich samo przyszlo (np.zwiekszyc datki na kosciól i zachowywac się jak czlowiek bogaty). Wskazówki przypominajace jako zywo porady z kolorowych gazet. Po rozprawieniu się z kosciolami Ehrenreich ruszyla do rozliczen z gospodarka. Zauwazyla daleko idaca niefrasobliowsc w postepowaniu bankowców czy maklerów gieldowych, którzy liczac na wieczny przyrost oraz niewidzialna reke Adama Smith’a dokonywali karkolomnych machinacji. W tym samym czasie udzielali pozyczek ludziom nie majacych szans na ich splate. Pozyczkobiorcy liczyli, ze dzieki pozytywnemu mysleniu bogactwo do nich sami przyjdzie. Niestety, pozytywne myslenie (albo: brak myslenia) zawiodly i obie strony zostaly na lodzie.

Be obadala również strukturalne zmiany na rynku pracy, bedace wynikiem zmiany sposobu myslenia. W centrum nie znajdowal się czlowiek czy spoleczenstwo, a zysk wlascieli akcji. Jak zarzadzajacy zamykal zaklad pracy i zwalnial ludzi, to tlumaczyl im, ze to „dla ich dobra”. Poza  tym zwalnial, bo niby czegos nie potrafili, wiec sami sobie winni. W tem sposób powsral rynek na mnogosc firm outsourcing’owych, przekwalifikujacych, wypozyczajacych sile robocza, szkolacych bezrobootnych i coach´ów. Zaczeto tez wymagac zupelnie innych cech od pracownika: myslenie krytyczne zastapione mialo zostac mysleniem pozytywnym:

Jeżeli chodzi o zwiazek ze starym, dobrym pozytywnym mysleniem w duchu Peales’a, to zarówno ksiazki jak coach’e (trenerzy) definiuja dobrego „gracza druzyny” jako „osobe nastawiona pozytywnie”. On albo ona często się usmiechaja, nie skarza się, nie sa zbyt krytyczni i podporzadkowuja się bez protestów poleceniom przelozonego.

Ehrereich nie bylaby soba, gdyby nie zbadala sprawy doglebnie. Nastepnym obiektem jej przenikliwego umyslu stal się psycholog i ojciec „pozytywnej psychologii”, Martin Seligman. BE skonfrontowala go parokrotnie i odkryla, iż propagowane przez Seligmana tezy tylko pozornie maja poparcie w nauce. Dodatkowo psycholog miesza do do reorii naukowych swoje pzrekonania polityczne:

W sprawie pozytywnej psychologii Seligman zajmuje pozycje prawicowe. Znany jest jako przeciwnik bycia „ofiara” i „mentalnosci ofiary”. W wywiadzie przeprowadzonym w roku 2000 powiedzial: „Jak cos pójdzie nie tak, to kultura ma zwyczaj obwiniac jakies niezidentyfikowane sily wyzsze, zamiast wyznac, ze jest się samemu winnym porazki ze względu na swój niedoskonaly charakter bądź bledne decyzje.” S.174

Czyli, jak to mawiaja Amerykanie: blame the victim.

Berbara Ehrenreich demaskuje cynizm czesci spoleczenstwa, która w ostatnich latach bardzo się wzbogacila. Maria Antonina chciala przynajmniej nakrmic glodne tlumy ciastkami – nowoczesni postkalwinisci pogonili by ich psami i skazali na kre chlosty. Mysle, ze ksiazka powinna zostac przetlumaczona na polski, ponieważ wielu takich postkalwinistów tam spotkalam. Sama zas czekam w kolejce w bibliotece na ksiazke o nowych bogatych (postkalwinistach) w Szwecji.


  1. Zastanawiam się nad tym, co lepsze: czy sztuczny uśmiech i udawanie, że świetnie sobie ze wszystkim radzimy, czy postawa Kłapouchego z „Kubusia Puchatka” – mnie to drugie wychodzi zdecydowanie lepiej🙂.
    Wiem jedno – na pewno nie chciałabym zachorować na coś poważnego mieszkając w USA. Nie dość, że uznano by mnie za nieudacznika, to w dodatku za grzesznicę🙂
    A tak serio to współczuję autorce książki tego, co musiała przeżyć. U nas medycyna chyba stoi na niższym poziomie, ale z ludzką empatią trochę lepiej.

  2. Mnie się wydawało, że to już od dobrych kilku lat pisze się o negatywnych skutkach pozytywnego myślenia;) Nie ma to jak złoty środek.
    Osobiście nie lubię polskiej skłonności do narzekania, to nic dobrego nie wnosi. Kiedyś na pytania ‚jak leci’ zaczęłam odpowiadać ‚dziękuję, świetnie’ (bo w zasadzie tak było) i zauważyłam, że ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę;) Bycie zadowolonym albo cieszenie się tym, co się ma, nie jest w PL chyba dobrze widziane;(
    Oby książkę przetłumaczyli na polski, zapowiada się ciekawie.

    • masz zupelna racje, ze na poziomie jednostkowym latwiejsze w obsludze sa osoby zadowolone – nie ma co sie przejmowac drobiazgami ani zamartwiac na przyszlosc. natomiast plaga pozytywnego myslenia polega na tym, ze caly czas KTOS ci mówi „try harder”: nie jestes jeszcze bogata? try harder! nie jestes piekna? kup nowy kosmetyk-try harder. nie jestes piekna i chuda? try harder i kup nowa diete w plynie. nie wiedzie ci sie? kup nasza bransoletke na szczescie i mysl pozytywnie trzy razy dziennie…

  3. 😉 W ten sposób można do końca życia try harder;)

    • dlatego ten trend j taki destruktywny – bo stosuje sie go do osób kruchych (jak chorzy na raka, biedni czy bezrobotni)

      jak ktos ma pozycje spoleczna, pieniadze i zdrowie to NIE potrzebuje calej tej filozofii na pozytywnosc – po prostu usmiecha sie z autentycznego zadowolenia. zadne tam try harder, tylko dzien dobry panie prezesie, witamy w naszych niskich progach

  4. Hm, w PL chyba się go nie stosuje. Na szczęście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: