szwedzkiereminiscencje

Próba bezruchu – Jenny Diski, On Trying to Keep Still, Little.Brown, 2006

In Ksiazki on 4 Wrzesień 2010 at 23:38


Bedzie mi trudno – bo “On trying to keep still” to ksiazka, która moglabym sama napisac. Nie chic lit, o co bylam podejrzewana, ale wlasnie taka „diske”. To ksiazka, w której na pewno rozpoznaja się ci, co to „mysla za duzo”. Tzn.przynajmniej inni tak sadza i serwuja ten slodko-kwasny komentarz (ja slyszalam go wiele razy w zyciu).

Sama pani Diski to ciekawa historia sama w sobie – dosc ekshibicjonicznie dzieli się z czytelnikiem nie tylko swoimi myslami, lecz również przeblyskami iscie traumatycznego dziecinstwa. Co prawda deklarowalam, ze mam już dosyc ludzi z popapranym zyciorysem, ale zaleta „Próby bezruchu” jest niewielka ilosc tych dramatycznych wspomnien. Są tez oddane bardzo chlodno, jakby w trzeciej osobie i to pozwala przebrnac przez wspomnieniowe fragmenty raczej z zainteresowaniem niż przerazeniem. Natomiast zawsze pozostaje równie zadziwiona, ze ludzie z taka iloscia kiepskich wspomnien, jak to się mówi, wychodza na ludzi. Bo pani D miala jeszcze pare innych paskudnosci na drodze do szczescia i spelnionej kariery literackiej – o czym można sobie poczytac na necie, np., tutaj: http://www.contemporarywriters.com/authors/?p=auth29

Ksiazka to wynik eksperymentu badajacego rozmaite formy odosobnienia. Pierwsza wycieczka stanowi podróz na Nowa Zelandie. W opisie tej wyprawy odnajda się podróznicy krytyczni, do grona których i ja naleze. Diski, zamiast zachwycac się wszystkim, żeby podkreslic swoja wyjatkowosc i wyjatkowosc SWOJEJ podrózy (co bywa przypadloscia dosc rozpowszechniona), zastanawia się nad przyczynami brzydoty dworca autobusowego. Nastepnie rozchorowuje się, denerwuje na imperatyw obowiazkowego zwiedzania elektrowni w górach i zauwaza idiotyczny usmiech skoczki (dziewczyny skaczacej na linie w celu zachecenia turystów). Nie odnajduje tez się na farmie nawiedzonych religijnie osadników.

Drugie odosobnienie to trzymiesieczny pobyt na angielskiej farmie, na dodatek jesienia. Typowy stres mieszczucha, który odszedl już za daleko od natury, żeby czuc się swojsko na jej lonie. Najbardziej przypada jej do gustu historia wielbladów, które ktos sprowadzil dla zarobku, a teraz opiekuje się nimi z czystego przywiazania. Z ulga wraca do swojego partnera, Poety, do Cambrigde i cywilizacji.

Trzecia wyprawa w kraine pustki to pólnoc Szwecji czyli Laplandia. Tutaj zaimponowala mi Jenny dokladnie, ponieważ podeszla z duzym zapalem, szacunkiem i zainteresowaniem do historii i uwarunkowania Samów. Wiecej się dowiedzialam o Samach od niej niż ze szwedzkiej TV, ponieważ Szwed wlasciwy Samem pogardza. Jak na mieszczucha spisala się na piatke, uczestniczac w rozdziale reniferów na stada plemienne oraz spiac w swoistym namiocie podczas kilkudziesieciostopniowego mrozu. Cierpiac niedogodnosci zauwazyla piekno przyrody i urok tego trudnego, lecz fascynujacego zycia. Widzi konflikt miedzy nowoczesnoscia, wciskajaca się do starego swiata a uswieconym wielowiekowym stylem zycia. Z uporem szuka sladów dawnej religii i swietnie opisuje stadia protestantyzacji mieszkanców Pólnocy. Wykazuje kulturalna ciekawosc innosci – nareszcie osoba, która nie opisuje innego sposobu zycia jako glupi!

Wbrew tytulowi polecam wszystkim podróznikom do miejsc mniej lub bardziej dalekich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: