szwedzkiereminiscencje

Chick (chic) lit nie tylko dla blondynek

In Ksiazki, moda on 21 Sierpień 2010 at 23:56

Plum Sykes, Bergdorfblondiner, 2004 (Norstedts 2007)

Jak wakacje to wakacje – poniewaz moje zycie czytelnicze zdominawali ostatnio panowie J&J (Jasienica i Jensen), to trzeba wreszcie dac szanse kobiecie. Nie mogę już czytac o nieszczesciach ludzkich i co prawda na proze typu „glamour” tez nie mialam ochoty, ale jak wyczytalam, ze pani Sykes skonczyla Oxford, to się zdecydowalam na pocket jej pióra. I się nie zawiodlam.

Uwazam, ze jest to prawdziwsza opowiesc niż „Diabel ubiera się u Prady” Lauren Weisbereger. Weisberger zachowuje się podgladacz – z jednej strony potepia w czambul powierzchowny swiat mody, a z drugiej zdaje się nim uwiedziona (i dzieki opisowi mody sprzedaje ksiazke). Bergdorfowskie blondynki to raport z oka cyklonu, pisany przez autetycznego insider’a. Victoria Plum Sykes zna zarówno swiat arystokracji brytyjskiej jak i amerykanskiej mody. Traktuje swoje bohaterki z cieplem i dystansem, ironicznie komentujac ich zdecydowanie niezakotwiczony w rzeczywistosci byt. Metoda prób i bledów owe skad inad nieglupie, lecz oglupione przez majatek i swiat uludy bohaterki odnajduja w koncu sciezke do szczescia. Dziewczyny te bliskie mi są także dlatego, ze wiele lat temu wychowywalam na letnim obozie podobne egzemplarze. Wtedy bylam nimi przerazona – a glównie ich nieobecnymi i kompensujacymi swoja nieobecnosc pieniedzmi rodzicami. Chcialabym wierzyc, ze Susan, Abby, Pam, Amy, Leslie i inne odnalazly się w zyciu równie dobrze jak Julie Bergdorf i narratorka, mówiaca skromnie o sobie „moi”.

Akcja rozgywa się glównie na  Manhattanie, z wypadami do Cannes, Paryza czy innych stosownie eleganckich miejsc. Narratorka i zarazem glówna heroina romansu sprytnie nie zdradza swojego imienia. Wystepuje zazwyczaj stadnie, wspólnie ze swoja serdeczna przyjaciólka Julia i paroma innym dziedziczkami fortun, których wspólnym mianownikiem jest adres w oklicach Park Avenue. Panienki zajmuje się glównie swoim wygladem, plotkami oraz zdobywaniem niedostepnych dla zwyklego smiertelnika atiraliów. W miedzyczasie testuja relacje z rozmaitym typem mezczyzn, gdzie koncowym celem jest znalezienie pieknego i bogatego partnera na zycie. Są przy tym przerazajaco naiwne i egzaltowane i tylko przychylnosci autorki zawdzieczaja, ze z kazdej glupawej przygody wychodza cale – i bogatsze o nastepne doswiadczenia. Zachowujac cieply stosunek do swoich bohaterek Sykes nie szczedzi krytyki powierzchonemu, zbytkownemu i zakreconemu do granic mozliwosci stylowi zycia – napedzanego glównie przez media i komercje. Pozwala dziewczynom (a nawet niektórym facetom) zachowac czlowieczenstwo i przeprowadza sucha stopa swoja bohaterke do niespodziewanego happy end’u.

Po lekturze Blondynek pozostana mi dwie pamiatki: po pierwsze wyrazenie „beyond”. Po drugie, ostatnio w sklepie kosmetycznym omal nie zakupilam opakowania „brazylijskiego wosku twardego” – brazyliczyk to okreslenie kluczowe w tej powiesci. Powiedzialabym, ze dwie pamiatki to wiecej niż po przeczytaniu wielu renomowanych pisarzy. Pod pewnymi wzgledami ksiazka byla absolutnie beyond!

  1. Od kilku lat jakoś nie mogę przemóc się do czytania chick lit. Prędzej obejrzę film w tym stylu i od czasu do czasu jest to miły przerywnik, a na pewno dobry sposób na zresetowanie się.
    Ale przyznaję się do przeczytania 3 książek Marian Keyes – pod względem nowego, kolokwialnego słownictwa to b. dobre źródło.

    • marian keyes nie j beyond😉
      czytalam jej troche i nawet sluchalam – po jakim czasie zaczynaly mi sie mieszac osoby i robilo sie przefajnowane
      lubie mode i ciuchy, wiec absolutnie rozumiem bohaterki w „blondynkach”. jedynym przegieciem bylo futro z…szynszyli! chowam w domu dwie sztuki na towarzystwo, wiec nie rozumiem chowania na futro
      sykes j nieglupia i kluczowa role odgrywa cytat z prousta: il n’y a rien comme le desir pour empecher les choses qu’on dit d’avoir aucune resemblance avec ce qu’on a dans la pensee [akcenty nie daly sie wpisac]

  2. Podoba mi się subtelna okładka w formie gry planszowej🙂
    Może tego typu książki nie dostarczają wzniosłych wzruszeń, ale relaksują i faktycznie pod względem językowym są istną skarbnicą wiedzy.

    • hoppsan! widze, ze trafilam w „trefny” gatunek literatury, z czytania kt „trzeba” sie tlumaczyc😉
      ja tam wole czytac absolwentke oxford niz szwedzka kasjerke, kt opisuje dziecinstwo z zalkoholizowanej rodzinie (w SE byl szal na takie opowiesci). poza tym pietnowanie kobiet za dbalosc o wyglad to dla mnie spisek mizoginicznych mezczyzn i leniwych albo wizualnie slepych kobiet. ktos kiedys powiedzial: kto przechodzi obok mody, ten przechodzi obok zycia…

  3. Osobiście żadnych książek nie uważam za „trefne”!!! Widuję w bibliotece osiedlowej panie, które wypożyczają „na metry” harlequiny, gigantyczne stosy, i mnie ten widok ogromnie cieszy, bo generalnie z czytelnictwem nie jest u nas najlepiej. Ja uwielbiam kryminały, które dla wielu osób stanowią obrazę dla literatury.
    Mnie „chick lit” jakoś szczególnie nie pociąga, może miałam pecha do wyboru pozycji. Bohaterki mnie irytują (np. u Fforde czy Pearson) – odbieram je jako „spoilt brats”, a ten typ nie leży mi wyjątkowo. Ne potępiam, ale z taką płytką materialistką skupioną na karierze i sercowych konkwistach, raczej nie chciałabym się zaprzyjaźnić. Pod względem językowym (np. malownicze przekleństwa😉 czy obyczajowym na pewno są to rzeczy ciekawe.
    Jeśli chcę się odprężyć, nie sięgam po powieści, które wywołują we mnie agresję🙂
    U nas też jest zalew książek o koszmarnym dzieciństwie, głównie tłumaczenia z j. ang., które chyba psychologicznie ustawiają autorów w roli skrzywdzonych ofiar do końca życia.

  4. Swoją drogą chyba nie chciałabym mieć na imię śliwka!😀

    • sliwka to rzeczywiscie fajne imie – znam historie dziewczyny, kt matka chciala dac w PL na imie wisnia, ale musiala zarejestrowac jako…wieslawe. tymczasem z plum bylo podobno tak, ze miala na imie victoria, co j nazwa jednej z odmian sliwek. j wiec sliwka nie tyle pierwotna, co wtorna. ale ladnie i tak!
      pewnie w ogole nie powinnam sie wypowiadac o chic lit, bo zazwyczaj nie czytuje. znam tylko pare powiesci marian keyes. i to nie sa tyle opowiesci z wyzszych sfer, bo zakrecone o przyjazni i perypetiach, w tym pracowych i prywatnych, glownych bohaterow. zadni tam brats!
      natomiast sykes akurat moze, ze wzgledu na urodzenie, wypowiadac sie o lordach, a ze wzgledu na prace o modzie. to, co napisala to po prawdzie satyra i troche jak „miedzy ustami a brzegiem pucharu”. troche sie zdziwilam, ze wszyscy sie od chic lit odzeguja, skoro kryminaly czytaja wszyscy (w tym kinga dunin)
      natomiast sami brats bywaja obrzydliwi – w sztokholmie zamawiaja szampana, a potem…wylewaja go do zlewu

  5. Mąż mi opowiadał o Rosjanach, którzy straszliwie drogi koniak mieszali z colą! To tak a propos perwersyjnych skłonności brats🙂

  6. Może odżegnują się od chick lit, bo często traktują o płytkich osobach? Ile razy można czytać o pogoni za facetem, robieniu kariery czy okropnych szefach? Osobiście unikam takiej literatury, bo wychodzę z założenia, że nic nowego się nie dowiem. I dlatego wolę poprawić sobie humor jakąś komedyjką, bo to tylko strata czasu w wymiarze 1,5 h;))))
    Ale masz rację – powiedzieć w towarzystwie, że czyta się chick lit albo ogląda tasiemcowe seriale, to jak – za przeproszeniem – puścić bąka;)
    Kryminały w mojej hierarchii stoją jednak znacznie wyżej (ale też rzadko je czytam). Np. do tej pory jestem pod wrażeniem pomysłu Mankella w Firewall (Zapora) czyli unieruchomienie systemów bankowych na całym świecie. Kiedy już zaczęłam się zastanawiać nad potencjalnymi skutkami, to się nieco przeraziłam;)
    A poza tym sama przyznaj – czy nie byłabyś w stanie napisać chociaż jednej powieści z kat. chick lit? Mnie się wydaje, że to b. proste;)

  7. bof, bof, bof – ja to bym KAZDA ksiazke mogla napisac ;-))
    a wracajac do chic lit, to zaczynalam jeszcze w podstawowe czytajac bodajze „chickie rusza w swiat” mojaj babci! moja babcia, kt nigdy nie byla zagranica, najwyrazniej pozerala w mlodosci ksiazki o przygodach dziewczyny w nowym jorku. nie znosze pretensjonalnosci, ale czasami chcialabym popic drinki typu bellini i ponosic pozakolekcyjne ciuchy od znanych projektantow…
    w zeszlym roku dostalam z jakiegos klubu za darmo niejaka debbie macomber. i to byl zakalec, bo akcja rozgrywala sie w…sklepie z wloczka do robotek recznych. to ja juz wole hotel five seasons!

  8. To za czasów Twojej babci takie książki już były? ;))))))))))))) Polki to pisały?

    • to byla cala seria – do moich czasow dotrwala tylko jedna ksiazka. zupelnie nie mam pojecia kto to napisal – zapytam kuzynki, czy aby wujciu cos wiecej nie pamieta. jak sie czegos wiecej dowiem to sie z toba podziele!

  9. To może być prawdziwy rarytas;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: