szwedzkiereminiscencje

Carol + Therese = milosc, by Patty H

In Feminizm, Ksiazki on 6 Czerwiec 2010 at 12:53

Patricia Highsmith, Carol, 2007

(Claire Morgan, The Price of Salt, 1952)

Któz nie kocha utalentowanego pana Ripley’a i jego brat-owskich przyjaciól? Ja polubilam Jude Law dopiero po filmie o Tom’ie, a zwlaszcza po obejrzeniu „Tu Vuo’ Fa l’Americano”: http://www.youtube.com/watch?v=mT-fOr29OfA

Patricia Highsmith nie była mi zatem obca, ponieważ przeczytalam pierwsza czesc przygód utalentowanego psychopaty. Natomiast nie mialam pojecia, iż lektura „Carol” stanie się znakomitym pendent do „Samotmosci” Isherwood’a. Jak się okazuje, tak jak Isherwood był chlopcolubny, tak Highsmith była dziewczynolubna. Ksiazke te wydano w Szwecji dopiero teraz, za znakomitym wstepem tlumaczki, Karin Lindeqvist, w wydawnictwie Normal (w stopce figuruje najslynniejsza bodajze lesbijska ikona, Mian Lodalen).

Carol napisana zostala po incydencie, który przydarzyl się autorce w domu towarowym Bloomingsdale w 1948. W roku 1952 ukazala się twarda okladka, zas w 1953 pocket wydany jako pulp fiction. Ta druga wersja stala się prawdziwym przebojem i Highsmith zasypana zostala listami od poruszonych czytelniczek. Dodac jeszcze należy, ze powiesc opublikowana zostala pod pseudonimem Claire Morgan jako The Price od Salt. Wszystko po to, żeby uniknac skandalu, jako ze zwiazki homoerotycznie nie były akceptowane ani przez wydawców, ani przez cenzorów, ani przez spoleczenstwo. Na wersje pulp cenzura patrzyla przez palce, ponieważ z zalozenia mialy to być igrzyska dla ludu czyli rozrywka o niskich lotach. Osobiscie musze przyznac, ze dla mnie te ksiazki z komiksowymi okladkami były ucielesniemiem Ameryki (będę uzywac tego okreslenia na Stany Zjednoczone).  Po prawdzie, czytajac te ksiazke dzisiaj, nie mogę się nadziwic, czym moglaby zgorszyc czytelnika? Tym niemniej polska wersja glupiopedii „Carol” nie wymienia, zadawalajac się „Znajomymi z pociagu”, którzy stali się kanwa filmu Hitchcock’a.

Bohaterka jest dziewietnastoletnioa Therese, zwana przez narzeczonego Terry. Ma skomplikowana historie rodzinna, która na swój sposób przypomina rodzine Highsmith. Ojciec Therese, czeski prawnik o zacieciu plastycznym, zmarl kiedy była dzieckiem. Matka wyszla ponownie za maz, a dziewczynka oddana zostala na wychowanie do zakonnic. Therese dobrze wspomina jedna z zakonnic, natomiast nie utrzymuje kontaktów z matka ani przyrodnia rodzina. Poznajemy ja jak już mieszka w Nowym Jorku, marzy o karierze scenografa, a w miedzyczasie pracuje jako ekspedientka w domu towarowym. Spotyka się z Richard’em, studentem malarstwa, pochodzenia rosyjskiego. Bardzo lubi spotykac jego rodzine, ponieważ jest liczna i niezwykle serdeczna. W odróznieniu od Richard’a zywi watpliowsci co do przyszlosci tego zwiazku. Przed samymi swietami zwraca uwage na jedna z klientek, za względu na jej styl i elegancje. Wiedziona implulsem pisze do niej kartke, na która Carol odpowiada proponujac spotkanie. Znajomosc rozwija się w romans o powaznych konsekwencjach – zwlaszcza dla Carol. Dla Therese to także drzwi wejsciowe w doroslosc i pomaga wykrystalizowac plany na przyszlosc oraz dodaje pewnosci siebie. Czytelnik nie dowie się na koncu, czy zwiazek Therese i Carol przetrwa, ale są po temu przeslanki. Nie jest to zatem obraz starszej, bogatej kobiety, która wykorzystala i porzucila mloda i niedoswiadczona. Wrecz przeciwnie – korzysta glównie Therese. Role się odwracaja – na poczatku to Carol narzucala tempo, a potem wszystko zalezec będzie od mlodszej partnerki.

Moje doswiadczenie z powiewscia lesbijska jest niewielkie. W 1997 przeczytalam z duzym zainteresowaniem ówczesny hit wydawniczy w Szwecji, „Stjärnor utan svindel” píóra Louise Boije af Gennäs. Wszyscy wiedzieli, ze to opis burzliwego zwiazku autorki ze wspomniana wyzej Mian Lodalen. Pikanterii dodawal fakt, ze Luise to panienka z dobrego domu (ba, nawet arystokratycznego), zas Mian reprezentuje twórtczosc proletariacka. W kazdym razie opisy zwiazku damsko-damskiego są tam duzo bardziej wyraznie niż w „Carol”, z intensywnymi opisami seksu wlacznie. Z perspektywy dzisiejszej Szwecji literackiej trudno sobie wyobrazic zgorszenie jakie wywolala „Carol” w powojennych Stanach. Jak dla mnie, czyta się jak klasyk, np. „Madame Bovary” – gdzie tez czytelnik musi się doszukiwac ukrytych tresci, bo sama forma jest zwodniczo mdla.

Natomiast szalenie mi się podoba Ameryka nakreslona przez Highsmith. Ta Ameryka nie ma nic wspólnego z dzisiejsza. Tamta była demokratyczna i każdy miał szanse znalezc swoje miejsce w zyciu – także pólsierota Therese, która zaczyna obiecujaca kariere scenograficzna. Nie musiala odbywac ekskluzywnych studiów i byla w stanie utrzymac się z dodatkowych zajec w okresie braku zlecen. Pensja sprzedawczyni pozwalala jej na skromne utrzymanie oraz oszczednosci, z których mogala korzystac w czasie podrózy. Nie spiac w rowie czy schronisku mlodziezowym, lecz w hotelach i lecac do domu samolotem. Byla to Ameryka wynajmowania przyzwoitego pokoju na dzien oraz podlapania niezlej pracy na dwa tygodnie. Wynajecia od reki przez rozwódke mieszkania przy Madison Avenue. Tygiel mieszania kultur i raj mozliwosci dla zdolnych i umotywowanych.

Z drugiej strony to Ameryka filmów lat czterdziestych i piecdziesiatych, które bardzo lubilam jako dziecko. Ludzi wpadajacych codziennie na drinka i pieknych kobiet w futrach z norek. Kobiet o nonszalanckim, wrecz aroganckim podejsciu do zycia. Nie rozczulajacych się nad soba, kochajacych swoje dzieci, solidarnych w stosunku do przyjaciól i pozostajacych soba – nawet za duza cene. Prowadzacych szybko duze samochody. Robiacych to, co im wpadnie do glowy – nie ulegajacych presji rodziny czy tzw.zdrowego rozsadku. Ameryka „Wielkiego Gatsby’iego” i „Sniadania u Tiffany’iego”. Może były to tylko twory wyobrazni scenarzystów czy pisarzy, ale osobiscie tesknie za krajem nieskonczonych mozliwosci i korzystajacych z zycia kobiet.

  1. Trochę obok tematu: zawsze zastanawiały mnie ilości drinków spożywanych w amer. filmach. Pan domu wraca z pracy – buch do barku;) Panie też sobie tęgo pociągają;)
    W PL mało jest lit. o wątkach lesbijskich, kojarzę Filipiak i właściwie nic więcej. Szkoda, bo gejowskiej jest sporo.
    Highsmith znam tylko z ww. filmu,więc się nie wypowiadam, ale skromnej, acz stylowej okładki zazdroszczę;)

    • no wlasnie ta okladka mnie skusila!
      tez sie nie znam na literaturach typu homo – dla mnie takie etykietki nie maja znaczenia, bo to czlowiek, i to czlowiek. highsmith sie niezle czyta – pisze dosc oszczednie i ma dobre dialogi

  2. Dla mnie ma to o tyle znaczenie, że ciekawi mnie ich życie i problemy w świecie hetero;)
    Najpiękniejszą książką LGBT jest dla mnie od lat ‚Written on the Body’ Winterson.

  3. 😉
    Nie wszystko tej autorki jest moim zdaniem dobre. Mnie się podobało Sexing the Cherry, Oranges are not the Only Fruit i Namiętności. Reszta taka sobie.
    Z pewnych względów Written on the Body lepiej nie czytać po polsku, ale jeśli szwedzki jest podobny do niemieckiego, to chyba efekt nie zostanie zepsuty. Więcej nie zdradzę;)

  4. no to dopiero teraz mnie zachecilas!😉

  5. I o to chodziło;)

  6. Czemu nie? Zaznaczam, że Written on the Body czytałam ponad 10 lat temu, więc może dzisiaj inaczej bym ją odebrała? Sięgnę po swój egzemplarz, sprawdzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: