szwedzkiereminiscencje

Szwedzkie obserwacje kulturalnej Sigrid Combuchen

In Ksiazki, Szwecja on 24 Maj 2010 at 00:28

Sigrid Combüchen, „En simtur i sundet” / „Plywajac po Sundzie”, 2003

Lato idzie – na razie jakos tak powoli, ale kto wie, moze kiedys dojdzie? A jak lato, to i plaza, i plywanie w morzu. Okladka powiesci Sigrid Combuchen wzbudzila we mnie tesknote za slonecznymi dniami na lezaku, wiec zdecydowalam sie na lekture pisarki znanej mi dotychczas tylko ze szpalt gazet oraz migawek w TV. Znowu musialam sie przestawic z tradycyjnej, linearnej opowiesci na forme bardziej nowoczesna. Najpierw myslalam o slowie „collage”, ale to raczej instalacja typu video, gdzie niektore videoclip’y maja wyrazna akcje, a niektore sa tylko obrazami stwarzajacymi nastroj. Poza tym autorka czasami

pisze

tylko

po lewej stronie,

a czasami

tylko po

prawej.

Kluczem do zrozumienia powiesci jest sama Sigrid. Urodzona podczas wojny w Niemczech w  roku 1942, w wieku lat szesciu przyjechala do Szwecji. Tak na marginesie, to takich niemieckich przesiedlenców było sporo – czasami były to rodziny, czasami mlode dziewczyny szukajace pracy w gospodarswie, a czasami nawet same dzieci, wyslane z biedy przez zdesperowanych rodziców. Mysle, ze Sigrid wychowala się w niemieckim srodowisku, ponieważ zachowala lekki niemicki akcent oraz „niemieckie” widzenie swiata, w tym docenianie roli kultury. Poza pisaniem ksiazek wyklada na uniwersytecie w Lundzie i publikuje w dobrych gazetach teksty jako krytyk literacki. Wiele jej ksiazek znalazlo uznanie i zostalo nagrodzonych, nominowana bylo m.in. do prestizowego Augusta. Najbardziej znane sa jej ksiazki o Byronie i Hamsunie.

„Plywajac po Sundzie” to ciekawy obraz wspolczesnej Szwecji, w ktorym najwiecej przemyslen samej Combuchen. Ciekawy, poniewaz zdecydowanie odbiega od sposobu ukazywania spoleczenstwa w innych wspolczesnych powiesciach. Najlepszy chyba obraz daja kryminaly pisane przez kobiety: Lize Marklund czy Camille Läckberg. Mezczyzni-pisarze z zamilowaniem grzebia w przeszlosci (P.O.Enquist, Sem-Sandberg). Czesc wywleka mroczne i wstydliwe tajemnice rodzinne – natomiast dzielo Sigrid utrzymane jest w tonie jasnym, nie szuka tanich sensacji i nie stara sie zaszokowac czytelnika. Przeszkoda we wdarciu sie w tresc jest nieliniowa, poszatkowana konstrukcja oraz jezyk. Combuchen uzywa wlasnych konstrukcji gramatycznych, futurystycznych form graficznych oraz bogatego jezyka, ktorego szwedzki pan Kowalski bez slownika nie zrozumie. Ale jak czytelnik juz sie przyzwyczai do czyhajacych na niego niespodzianek, to zostanie nagrodzony rzadka w szwedzkiej literaturze wizja z pozycji inteligenta. Slowa inteligent czy inteligencja po szwedzku w ogole sie nie uzywa – tutaj lud oswiecil sie sam, w ruchu samoksztaceniowym i nie potrzebowal zadnych straznikow kaganka oswiaty. Natomiast ludzie dobrze wyksztalceni sie zdarzaja, choc sie mocna maskuja, zeby ich nie posadzono o snobizm. Szwecja to bowiem taki dziwny kraj, gdzie „det är ofint att vara fin” czyli: „to w zlym stylu, zeby byc w dobrym stylu”. Dlatego proza Combuchen byla dla mnie niczym powiew swiezego wiatru – najwyrazniej jest nas juz dwie z podobna optyka. Trzy, jezeli jeszcze policzyc moja koleznake Ale ze Sztokholmu.

A o czym traktuje „Plywajac po Sundzie”? O wszystkim i o niczym. O zyciu. O ludziach i ich relacjach. O zmianach zachodzacych w spoleczenstwie. Bohaterami sa 47-letnia Vera i 62-letni Göran. Vera i Göran spedzaja letni dzien na plazy nad Sundem. Sund to ciesnina, w tym wypadku chodzi o ciesnine Öresund miedzy Malmö a Kopenhaga . Na plazy niewiele sie dzieje: Vera namietnie plywa, a Göran ociaga sie jak moze przed wejsciem do wody. Z daleka towarzysza im dama z pieskiem oraz starszy wiekiem golas. W miedzyczasie cos sie przypomina Verze, cos Göranowi. Vera jest z pochodzenia wegierska Zydowka i ma lewicowe przekonania. Göran urodzil w Sztokholmie, gdzie zdobyl klasyczne wyksztalcenie (rzadkosc wskazujaca na uprzywilejowana pozycje spoleczna), a teraz pisze ksiazki mieszkajac z Vera w Lundzie. Ich rodzina to slynna szwedzka ukladanka: corka Very, studiujaca we Florencji wraz z dunskim narzeczonym oraz syn Görana, imajacy sie dorywczych prac – ostatnio sprzedawca w IKEI – Per. Per ma polska narzeczona – starsza od siebie lekarke z dwojka dzieci, 15-letnim Victorem oraz 4-letnia Undine. Ten polski akcent musze szczegolnie podkreslic, poniewaz to pierwsza szwedzka ksiazka, gdzie Polka nie jest opisana jako tlumok albo dziwka. Zazwyczaj zreszta nikt sie nie sili na rozroznienie miedzy nacjami: wschodnia Europa to wschodnia Europa i wsio rawno. A tutaj nie tylko kobieta wyksztalcona, to jeszcze Per wybiera sie do Polski uczyc sie polskiego! Sigrid nie dopracowala tylko jednego szczegolu – jakich bym nie miala ekscentrycznych znajomych, to nie poznalam zadnej Polki o imieniu „Diokletiana”, ksywka „Dique” (wymiawane jak „Dick”). Palac Dioklecjana podziwialam jako dziecko w Splicie. No ale licentia poetica…

Na deser, jak zwykle, smakowity cytat. Sigrid Combuchen (przepraszam za brak umlautu nad „u”, ale wordpress nie respektuje takiego znaku) przyszla mi w sukurs. Niedawno toczylam na innym blogu dyskusje na temat uzycia jezyka szwedzkiego przez Szwedow wlasciwych, gdzie usilowalam wylozyc smutna prawde o ubostwie/prostocie tegoz. Dlatego wybralam fragment opisujacy rozmowe polskiej Diokletiany ze szwedzkim pisarzem, Göranem:

Jak wiele intelektualnych Polek operowala sprawnie szwedzkim, duzo lepiej niż sami Szwedzi. Przyjechala do Szwecji w –69, kiedy miala pietnascie lat i zachowalala obcy akcent, lecz poslugiwala sie o wiele lepsza, urozmaicona gramatyka oraz szerszym zasobem slownictwa niż przecietny Szwed.

Kiedy, myslac czesciowo o czyms innym (…) skomplementowal jej sposób uzycia jezyka.

I odpowiedziala zaraz, wyrazajac zal, ze Szwedzi

wstydza się wyrazac elokwentnie

i plynnie.

Dlaczego Szwedzi obawiaja się uzywania swojego jezyka na codzien? pytala – i patrzyla na niego oczami o tym samym frapujacym niuansie blekitu co oczy Pera.

Uchodzi im uzywanie akademickiego zargonu albo biurokratycznej nowomowy albo poetyckiej wieloznacznosci. Ale jeżeli chodzi o jezyk codzienny – „jezyk zasadniczy”, proze, rozmowe, to podporzadkowane są zasadzie prostoty, o ile się nie myle? Horace Engdal będzie niedlugo jedynym Szwedem, któremu uchodzi elokwencja! I w tym zakresie postrzegany jest z wyrozumieniem podszytym podziwem – i jako anomalia! Jeżeli chodzi o innych, to wyszukanym sposobem wyrazania się nie dysponuje nie tylko szary czlowiek, ale nawet inteligencja!

W domu…(Polska)

Albo mlodziez brytyjska, a nawet amerykanska. Oni mówia. Uzywaja zapozyczen z laciny (np. „obnoxious” czy „disgusting”, podczas kiedy Victorek uzywa odpowiedników takich jak „fuj” i „paskudny”) i pojec abstrakcyjnych. Natomiast w Szwecji wielbi się jezyk w wersji podstawowej, jakby to był czysty produkt matki natury.

Zwlaszcza posród inteligencji.


Reklamy
  1. Ciekawy cytat i spostrzeżenia językowe, ciekawie zapowiada się sama powieść.

    Mnie zaintrygowała ta książka:
    http://2lewastrona.wordpress.com/2010/05/23/kraina-dla-zimnolubow-tilmann-bunz/
    Ciekawe, co Ty byś o niej powiedziała…

    • witaj w nowym tygodniu – no cos pieknego, ta ksiazka tillmann’a! wszystko co pisze, to szczera prawda. dobry dar obserwacji i poczucie humoru – wpisalam sie nawet na blogu, kt do tej pory nie znalam. szwedzi zreszta o tillmann’ie tez nie wspominali w mediach – pewnie zyja w blogiej nieswiadomosci, ze zostali rozszyfrowani…(uwagi o innych nacjach skandynawskich TEZ celne). jezeli mowa juz o stronie jezykowej, to tillmann zapomnial zaobserwowac w islandzkim, ze rzeczowniki koncza sie na -ur (moze tylko meskoosobowe – do konca nie bylam pewna). po obejrzeniu islandzkiego filmu (sa fatalne) zwracalam sie do mojego syna per „synur mojur”

  2. To super, tym bardziej napaliłam się na tę książkę;) Może wreszcie otworzę oczy i pozbędę się stereotypów na temat Skandynawów.

  3. alez komentuj, prosze;)
    – zamnieci w sobie, chlodni, ale uprzejmi i pomocni takze dla nieznajomych
    – naduzywaja alkoholu, ale nie afiszuja sie
    – swobodny stosunek do seksu (co z tego, ze mam zone/meza itp.)
    – uczciwi i prawi czyli obywatelska postawa wskazana (w odroznieniu od polskiego cwaniactwa i naginania prawa jest to cecha, ktorej mi b. brakuje)
    to mi przyszlo do glowy natychmiast;)

    • no to skoro tak nalegasz – zastzregam, ze to moje wlasne spostzrezenia:
      1. zamknieci bo niesmali, pzrestaja byc chlodni po wodce albo w przyjazni, upprzejmi – chyba tylko ci ze sztokholmu i göteborga; reszta o uprzejmosci nigdy nie slyszala – natomiast jak juz udziela info, to na 100% rzetelnie (nie tak jak jedna pani na przystanku w moim macierzystym krakowie, kt „chciala byc uprzejma” i twierdzila, ze wie jak mam sie wydostac z huty, ale okazalo sie, ze nic nie wie)
      2. yes, alkohol i owszem – choc ww zasadzie tyllo w wybrane dni tygodnia i w wybranym towarzystwie. natomiast zagranica traca wszelki umiar – zwlaszcza jak tanio
      3. radosc z seksu i naturalny stosunek do ciala (mozna sie przebierac bez recznika na plazy). wiernosc w parach tak jak w innych krajach
      4. tu masz zdecydowana racje! umowa ustna obowiazuje prawnie i ludzie nie nacinaja sie w podobny sposob jak w PL. duzo osob angazuje sie spolecznie w kluby sportowe, stowarzyszenia pomocy „krajom na koncu swiata”, komitet spzrtania pzredszkola itp. czesc mlodziezy angazuje sie politycznie i biega na demonsracje albo walczy o ocalenia puszczy amazonskiej

  4. wlasnie o piciu na umor zagranica sporo slyszalam:) dorzuce jeszcze czystosc i duza swiadomosc ekologiczna. czy sie myle?

    zakladam, ze czytalas „Polskiego hydraulika” Zaremby. co sadzisz o tych reportazach? mnie powalila historyjka z przychodni: autor byl przy okienku i chcial sie zapisac na wizyte, a recepcjonistka mowila, ze to niemozliwe i ze musi zrobic to telefonicznie;) od razu przyszedl mi na mysl skecz jednego z naszych lepszych kabaretow:

    • czystosc ogolnie jak najbardziej: na czlowieku, w domu i na podworku. choc na wsi zdarzy sie czasami jakis niedomyty albo niedoczesany – ale statystycznie w mniejszej ilosci niz w autobusie krakowskim
      zareba – i owszem, czytalam, wymienilam kiedys korespondencje, lubie i cenie. ma b duza wiedze na temat SE i uparcie tropi absurdy – choc ostatnio jakby zapal mu ustal. troche mam do niego zal, ze wiecej pisze o przypadku jednej nietypowej osoby niz o tym, ze polscy robotnicy budowlani maja zawyzane dniowki, zanizone place i pracuja w zlych warunkach – co j nagminne i ponizej wszelkiej krytyki. no, ale zareba boi sie jak ognia, zeby go bron boze nie zaliczono do grona imigrantow, bo to tutaj stygma. choc kiedys napisal ladny artykul w DN o papiezu wojtyle (co wymaga tutaj duzej odwagi cywilnej) oraz o leonie kieresie

  5. sorki za film, sadzilam, zetylko link sie wklei;)

    • nie ma za co – filmik przepiekny!
      wiesz, ja juz zapomnialam, ze cokolwiek mozna zalatwic osobiscie! dawniej bylo przez telefon, a teraz wiekszosc idzie przez internet. co do policji, to ma niewielka ilosc posterunkow, kt po godzinach pracy i w weekendy sa zamkniete na klucz. w sobote dzwonilam na 112, bo byl halas na boisku, to zostalam przelaczona na „hold” i w ogole nikt nie odebral mojego zgloszenia! a jakby tak ktos wlasnie mnie napadal?!

  6. wlasnie, wlasnie – kolejny stereotyp to: SE jest bezpiecznym panstwem tzn. bez napadow, gwaltow itp.

    to co piszesz jest niewiarygodne;)

    • wiesz co, mnie pytali milicjanci na rynku krakowskim czy sie nie boje sama wracac o nocy do domu, a ja to robilam od dziecka (no, moze nie od razu po nocy). poczucie bezpieczenstwa chyba ma sie z domu? choc raz w harlemie czulam sie glupio jak skonczyli sie biali ludzie dokola… z kolei w egipcie j zdecydowanie bezpiecznie, ale ja tam nie lubie jak mnie zaczepiaja caly czas obcy faceci
      w SE j tak, ze nadal na prowincji mozna zostawic otwrte drzwi do domu i niezamkniety samochod. natomiast co do gwaltow to SE maja nieprzyjemna tradycje gwaltow zbiorowych! w dodatku na jakis malolatach. poza tym slynna tabletka gwaltu. w miastach wybuchaja wojny „plemienne”, miedzy aborygenami i imigrantami. poniewaz jednak nie ma tak duzego rozwarstwienia w dochodach jak w USA czy PL, to nie ma tak silnych pokus. moj syn zostal raz w krakowie „poproszony” o wyskoczenie z puchowki i butow zimowych – to mowi cos o panstwie polskim i braku troski o rowny start mlodych ludzi

  7. o otwartych (tj. unlocked) drzwiach w SE slyszalam, owszem.
    polskiej mlodziezy mi szkoda – oni czesto nie maja GDZIE sie podziac, ze o pomysle na czas wolny nie wspomne. czasem widuje malych, niebogatych cwaniaczkow (te ich gadki!), ktorzy po prostu jezdza bezplatnymi autobusami do centrum handlowego, zeby polazic i popatrzec.

    • mnie sie zrobilo b przykro jak bylam na basenie w PL. pierwszy raz w malym miasteczku. kolezanka mnie wziela jako korale-mycyje, zapewniajac, ze „nie kazdego na to stac”. zas w krakowie bylo jeszcze gorzej, bo mnostwo wartownikow przy wejsciu. tutaj basen nie j bynajmniej za darmo, ale urzad gminy dofinasuje dzialanosc, wlasnie zeby mlodziez bylo stac na bilet

  8. to przykre, jesli bilet na basen jest kwestia byc albo nie byc. z podobnej dzialki – na UW (dokladnie w nowej bibliotece) zamykaja fantastyczny antykwariat angielski, z kilku przyczyn, ale jedna z nich sa – uwaga! – oplaty za parkowanie. studenci podobno wpadaja tam na chwile i nie maja czasu na buszowanie po polkach, bo licznik bije;) to akurat jest wygodnictwo, bo mozna do centrum jezdzic np. metrem, ale co tam.
    mnie poraza bieda, ktora czasem widze w zapadlych wioskach w PL. i te dzieciaki bez szans na dobra szkole…

    • to, o czym piszesz to jakas paranoja – tzn. ze nikt nie walczy o los tych wiejskich dzieci! tzn. ze nie j to wazna kwestia polityczna i ze zadna partia sie tym nie zajmuje. pobyt w SE to lekcja praktycznej demokracji i mam teraz inne spojrzenie niz czesc mojej rodziny, kt takie nierownosci spoleczne uwaza za rzecz naturalna i sprawiedliwa. w PL uwaza sie czesto, ze ludzie sa sami winni swojej biedy czy niepowodzenia i traktuje sie ich jako moralnie nizszych. wlasnie zaremba wyciagnal szwedom sterylizacje kobiet i byla zadyma polaczona z pokajaniem sie. natomiast moja matka po doktoracie uwaza zupelnie na serio, ze lekarz mial prawo wysterylizowac matke rozy (reportaz GW)… dla niej ludzie z handikapem psychicznym nie maja praw czlowieka

  9. moim zdaniem nikt o nie rzeczywiscie nie walczy, nawet nauczyciele tez wola pracowac w duzych miastach, w dobrych szkolach, ze zdolna mlodzieza. silaczka zeromskiego stala sie aktualna, to gatunek na wymarciu;(
    sprawa rozy – to inny dramat. sterylizacje bez zgody uwazam za skandal. inna rzecz, ze ta rodzina najwyrazniej kiepsko sobie z zyciem radzi – ostatnio kilka zwierzat im zabrali, bo byly zaglodzone;(
    to jest w ogole bledne kolo – brak szkoly – brak wiedzy – bieda itd.
    zgadzam sie, ze to naturalne, ze sa takie jednostki w spoleczenstwie, ale to nie jest sprawiedliwe. nie kazdy moze ot tak wyruszyc do miasta w poszukiwaniu pracy.

    • to j problem w kazdym spoleczenstwie i chyba miara cywilzacji j JAK dany kraj traktuje ludzi slabych? tak sie zlozylo, ze kolo mnie mieszka wiele osob z rozmaitymi stopniami i rodzajami uposledzen. sa mieszkania zbiorowe i asystenci dla tych powaznie uposledzonych – sa jednak wozeni na zajecia i chodza na spacery (indywidualne, nie w grupach). ci, kt znajduja sie pewnie na takim poziomie jak matka rozy, mieszkaja sami, ze swoimi rodzinami. czasami j tak, ze panstwo znajduje rodzine zastepcza jak rodzice sobie nie radza. ale na przeciwko mnie mieszka para z lekkim handikapem i maja trojke dzieci. czasami im az zazdroszcze zycia towarzyskiego! bywaja lekko uciazliwi dla sasiadow, bo sie glosno kloca albo chca wdawac w dlugie pogawedki. moi sasiedzi traktuja ich zupelnie normalnie
      a ze akurat w przypadku rodziny rozy zle sie dzieje na roznych frontach, to raczej do przewidzenia. oni potrzebuja ciaglego wsparcia od panstwa, rodziny i sasiadow. pomoc spoleczna powinna miec plan JAK pomagac calym rodzinom w takiej sytuacji

  10. ja juz sama nie wiem, gdzie tkwi blad. ale pewnie u samej gory;) kiedys chcialam oddac zbedne ubrania, czyste, w dobrym stanie, niezlej jakosci. pomoc spoleczna tego nie chce, kosciol tez nie. a przeciez sa ludzie, ktorym by sie przydaly. w koncu niemal zmusilam znajomych jadacych na gleboka prowincje, zeby ten wor zabrali… a zaloze sie, ze takich ludzi z nadmiarem dobytku jest sporo. oczywiscie teraz przy okazji powodzi chetni by sie znalezli.

    • mam szczescie, poniewaz moja kuzynka reflektuje na moja garderobe w przyzwoitym stanie 😉
      a tak na powaznie, to pewnie, ze ktos (organizacja, panstwo) powinni koordynowac pomoc potrzebujacym. powinno byc wiecej kuratorow, kt maja staly kontakt z rodzina. szkola moglaby organizowac pomoc dla uczniow, kt sobie nie radza z nauka. „za moich czasow” nauczycielka wyznaczala kto ma pomoc komu w klasie – powinny byc zajecia wyrownawcze i darmowe posilki w szkole. niestety, zrobila sie moda, ze kazdy sobie rzepke skrobie – a dzieci ucza sie zachowan prospolecznych juz w przedszkolu. dorosli, tak jak ty, tez by chetnie pomogli – tylko znowu nie wiadomo JAK. albo moze byc model amerykanski, z duza iloscia organizacji albo szwedzki, z odowiedzialnoscia panstwa i duzymi podatkami. tutaj ludzie kupuja sobie czyste sumienie placac na organizacje charytatywne. no i j jeszcze armia zbawienia itp.

  11. slusznie ktos powiedzial, ze stopien ucywilizowania spoleczenstwa widac po stosunku do ludzi z handikapem. przed PL daleka jeszcze droga;(
    w szkolach jest jeszcze inny problem – dzieci jak to dzieci potrafia byc okrutne i wiem, ze czesto gnebia te biedniejsze. ale jak podejrzewam, gdzies sie takich zachowan nauczyly…
    niemniej coraz wiecej jest wolontariatow i mam nadzieje, ze powoli to sie bedzie zmieniac. nie mam natury spolecznika, ale kto wie, moze kiedys sie zmobilizuje i zaczne sama robic cos w waskim zakresie…

  12. masz racje z nieoczekiwaniem wdziecznosci, w koncu nie robi sie podobnych rzeczy dla poprawienia wlasnego samopoczucia;)
    za link dziekuje, osprawdze czy moj burmistrz cos organizuje…

  13. napisz koniecznie jak ci poszlo!

  14. po zbadaniu sprawy widze, ze pozostaje mi wplata na konto stosownej organizacji;)

    • szkoda – bo to najmniej tworcze
      dzisiaj czytalam o innej formie pomocy – puszysta mama chlopca z porazeniem mozgowym przebrala sie za oin-up i pozowala do zdjecia. chca zrbic kalendarz – tak jak w „calender girls”. moze taki pomysl bardziej by ci podszedl? ;-))

  15. az tak odwazna nie jestem;) o ile w ogole jestem odwazna;(

  16. no cos ty;))))))))))))

    • dzisiaj wyczytalam, ze mozna jeszcze kupic zwierzakom karme i zawiezc do schroniska – jakos bardziej budzi we mnie zaufanie niz wplata pieniedzy. tutaj wlasnie wsadzili na 5 lat b szefa czerwonego krzyza, kt podbieral pieniadze ze skladek…
      poza tym usiluje namowic pzredsiebiorce, kt zarabia pieniadze na polskich plodach ziemii, zeby cos wplacil na powodzian. trudna sprawa!

  17. Tak, konkretne przedmioty są z pewnością lepszym rozwiązaniem, mniejsza szansa na sprzeniewierzenie. Ale sądziłam, że w SE podobne machlojki są rzadkością. Ciekawe, czy w PL skończyłoby się więzieniem?

    • tutaj rzeczywiscie j transparetnie i ludzie z przyzwyczajenia uczciwi, choc nadeszla zza oceanu straszna chciwosc i niebotyczne pensje bankowcow. bankowcy biora dobrego adokata i im sie udaje wywinac, ale szef czerwonego krzyza poplynal, bo to organizacja z zalozenia zbozna. natomiast wszyscy wiedza, ze do potrzebujacych dociera moze polowa wplaconych srodkow

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: