szwedzkiereminiscencje

Tajemniczy klient – to ja!

In Szwecja on 16 Maj 2010 at 15:25

Kochany Dzienniczku – dzisiaj zwierze Ci sie z mojej tajemniczej misji. Przeczytalam co prawda niezla ksiazke, ale dla odmiany podziele sie z doznaniami pozaliterackimi. Jak już kiedys wspominalam, zmiana kraju zamieszkania odarla mnie z intelektu, ponieważ postrzegana bywam przez pryzmat niesmiertelnej polskiej sprzataczki. Nagle stalam się wylacznie wlasnym zewnetrzem, zas swoje zycie wewnetrzne (wraz z potencjalem umyslowym) mogę zachowac dla siebie – lub uzewnetrzniac je na blogu.  Ma to pewne dobre strony, bo nagle zaroilo się od fanów mojego stylu ubraniowego. Z jednej strony wyrazaja werbalny zachwyt: „bo ty nie wygladasz wcale jak z Polski” albo: „jakie ty zawsze masz ladne, kolorowe ubrania”, a z drugiej narazaja mnie na ustawiczne ciagniecie za barchatki: „o, jaka mas znowu ladna sukienke!”. Z checia doradzam tez kolezankom w zakupach ubraniowych i już kolejna osoba namawia mnie, zebym zostala personal shopper. W zeszlym tygodniu wypróbowalam jednak swoich sil jako inny rodzaj shopper’a – mysterious shopper.

Czulam się niemal jak Barbara Ehrenreich – musialam w koncu udawac. Wszystko zaczelo się pare lat temu, kiedy natrafilam na ogloszenie, ze poszukiwani są tajemniczy klienci. Wiedziona ciekawoscia wpisalam swoje dane w baze danych i nawet kiedys zglosilam się na akcje, lecz zostala przydzielona komus innemu. Mialam nawet kiedys zamiar wycofania swoich danych, ale zapomnialam. No i nagle, już po pólnocy w tym tygodniu, dostalam propozycje! Nie mogę zdradzic o jaka branze chodzilo, ponieważ praca tajemniczego klienta chroniona jest wielokrotna tajemnica. Stawiajac parafke w tych klauzulach scislej tajnosci przypomniala mi się ksiazka Ehrenreich – nie ma watpliwosci, ze sama idea powstala w USA. Czulam się dosc podobnie jak Barbara w Wal-Marcie, jako ze to ja musze spelniac mase wymogów i poddana jestem restrykcjom. Pracodawca natomiast jest wirtualny i zaprasza co prawda do skontaktowania się w razie pytan, ale numeru telefonu brak, zas odpowiedzi pod mailem wylacznie miedzy pierwsza a druga w nocy (jak się okazalo). Support na sajcie organizacji TEZ nie odpowiada – najwyrazniej guzik sluzy tylko do ozdoby. Tajemnica nie są objete ogólne procedury, wiec je opisze. Otóż dostaje się adres i nazwe sklepu, gdzie trzeba zlozyc wizyte. Po przydzieleniu zadania dostaje się szczególowy scenariusz i można poczuc się jak pelnokrwisty szpieg – lub aktorka filmowa, do wyboru. Instrukcji należy się nauczyc na pamiec, bo przeciez nie można wziąć ze soba sciagi. Na cale szczescie nie musi się zjadac kartki z instrukcja… Zawsze trzeba zabrac ze soba urzadzenie pozwalajace na zrobienia zdjecia, żeby móc uwiarygodnic odbycie wizyty przez sfotografowania sklepu od zewnatrz. Niestety, nie ma Q i jego zmyslnych urzadzen – trzeba zabrac wlasny sprzet fotograficzny, zamiast aparatu w pierscionku. U mnie trudnosc polegala na tym, ze mieszkam w niewielkim miasteczku i w zasadzie wszyscy wszystkich znaja. Sklep, w którym mialam sprawdzic to i owo znam, ponieważ kiedys bylam tam klientka i jestem zarejestrowana w bazie danych (ta ilosc baz danych jest po prawdzie przerazajaca). Zazadano, zebym na wizyte ubrala się elegancko, ponieważ reprezentuje (co prawda: tajnie) „marke ekskluzywna”. Wizyta miala trwac dosc dlugo, czego się tutaj normalnie nie praktykuje. W kolo mieszkaja glównie chlopi, którzy nie wdaja się niepotrzebne pogawedki – no, chyba żeby spotkali w sklepie sasiada i mogli wymienic plotki. Kupuje się przedmioty wypróbowane, solidne i zdecydowanie zadne nowatorskie rozwiazania. A tymczasem mialam, nie wzbudzajac przy tym podejrzen, zapytac o przedmiot co najmniej dziwny w oczach tubylców.

Ocena czystosci (niczym na kolonii letniej!) poszla mi dobrze i wypadla zdecydowanie na korzysc sklepu. Troche gorzej poszla mi kolejnosc zadawania pytan i zapamietywanie, czy sprzedawca zadawal pytania zamkniete, czy otwarte (na cale szczescie studiowalam socjologie i ukladanie ankiet). Zagailam z flanki, ponieważ autentycznie potrzebuje produktu z tego sklepu. Zajelo to tylko pare minut, ale i tak pani stracila cierpliwosc i przyslala mi inna, bardziej zorientowana w temacie. W miedzyczasie musialam zapamietywac marki produktów oraz oceniac w procentach (!) ilosc pewnego rodzaju produktu. Zaczela się praca naukowa, bo druga sprzedawczyni pojawila się z katalogiem pod pacha. Mnie się to bardzo podobalo, ale sprzedawczyni zaczela być jakby zestresowana. Przeszlysmy wreszcie w inny kat sklepu i w koncu dostrzeglam specjalna konstrukcje (o bardzo dziwnej nazwie, której tu nie wymienie) z wyeksponowana moja „ekskluzywna marka”. W ten to naturalny sposób zaczelam drazyc temat marki, wykonujac swoje zadanie bojowe. W sklepie pojawilo się wiecej klientów oraz wiecej obslugujacych. Sygnalem ostrzegawczym dla mnie stal się oslupialy wzrok wlasciciela – jakbym była Bondem, to bym wziela nogi za pas. W jego oczach wyczytalam wyrzut: „dlaczego mi to robisz?” – ale może mi się tylko zdawalo. Nie moglam opuscic wysunietej placówki zanim nie zadalam jeszcze paru pytan! W rezultacie udalo mi się polaczyc przyjemne z pozytecznym i znalezc to, co i tak zamierzalam kupic. Na wszelki wypadek, żeby nie zaklócac scenariusza, poprosilam o odlozenie na tydzien. Jak powiedzialam, ze niedlugo wróce po zakup, oczy sprzedajacej mówily mi: „sure, baby, sure”, ale usta zdobil jej niezmiennie uprzejmy usmiech. Po wyjsciu skonstatowalam, ze nigdy jeszcze nie zostalam tak uprzejmie obsluzona. Do tej pory nie wiem, czy zostala uznana za wyjatkowo uciazliwego klietnta, czy tez zostala zdemistyfikowana?

W kazdym razie samo szpiegowanie było przyjemne – schody zaczely się dopiero przy raporcie. Najpierw musialam napisac wypracowanie, a nastepnie odpowiadac na blisko sto szczególowych i podchwytliwych pytan. Najbardziej zapadlo mi w pamiec pytanie o ceny produktów. Do wyboru mialam: bardzo drogie, drogie, tanie, bardzo tanie. Wybralam jedna opcje, a tu okazalo się, ze trzeba odpowiedziec…na wszystkie („tak” albo „nie”). Wyszlo wiec na to, iż produkty w tym sklepie mogą być jednoczesnie bardzo drogie i bardzo tanie – konia z rzedem temu, kto się w tym polapie. Pojawily się tez problemy techniczne, wiec czas raportowania wydluzyl się niepotrzebnie. I tak już wczesniej musialam poswiecic troche czasu, żeby nauczyc się sposobu funkcjonowania nowego dla mnie portalu. Uparcie dazac do celu pokonalam w koncu wszystkie przeszkody i szczesliwie wypelnilam obowiazek zlozenia raportu najpózniej dzwadziescia cztery godzny po dokonanej wizycie. Teraz pozostal mi tylko obowiazek pozostawania pod telefonem i mailem przez nastepne doby – sama już nie pamietam ILE? W kazdym wypadku, jakbym przeliczyla spodziewana gaze na stawke godzinowa, to była to jedna z najgorzej platnych prac w moim zyciu! O ile w ogóle dojdzie do wyplaty (za drobne szesc tygodni), bo tajemniczy klient straszony jest także mozliwoscia wstrzymania wyplaty za ewentualne „wykroczenia”.

Już nie wspomne, ze najpierw mialam dostac zwrot kosztów za benzyne, a teraz zleceniodawca wycofal sie. Kto biegnie pare kilometrów w butach na obcasie, żeby sprawiac „eleganckie wrazenie” jako reprezentant „ekskluzywnej marki”? Podobnie jak Ehrenreich uwazam, ze to pulapka dla kobiet. Jak się ma malo pieniedzy, to kazda mozliwosc zarobienia paru groszy wydaje się kuszaca. Zleceniodawca zacheca krótkim czasem wizyty, często w ciekawych sklepach. Nic nie wspomina o katorzniczej pracy wypelniania malo stymulujacych intelektualnie ankiet. Jak dla mnie to nastepne doswiadczenie zyciowe. Na szpiega się raczej nie nadaje. Pozostaje mi tez mieć nadzieje, ze w odwiedzonym sklepie będę nadal przyjmowana i obslugiwana…

  1. B. ciekawe doświadczenie, choć wymaga najwyraźniej sporego nakładu pracy;) Czy sugerujesz, że obsługa sklepu miała niezbyt dobre przygotowanie merytoryczne?

    A w kwestii strojów – czy Szwedzi nie ubierają się kolorowo? Sądząc po ich markach odziezowych obecnych w PL, to raczej zachowawczo, ale może akurat asortyment w polskich sklepach dopasowany jest do naszych nawyków?
    Osobiście cieszę się, że wkrótce zrobi się ciepło i ulice zrobią kolorowe. Na ogół jest raczej szaro-buro.

    • sklep – nie bylo chyba sily, zeby pietnastominutowa wizyta z dziwnymi pytaniami nie wzbudzila reakcji. to nie byly ciuchy, wiec nie moglam wliczyc czasu na zmiane garderoby. na dodatek nic nie kupilam – odbiegalam zdecydowanie od wzorca kupowania tutejszych. chyba po raz pierwszy ktokolwiek zapytal o ten produkt, kt tutaj na pewno nikt nie kupi!
      ubrania w SE – oj, sila by mowic. i tak sie poprawilo, ale szwedzi to narod praktyczny, a nie artystyczny. dobrze zauwazylas, ze wola stonowana game kolorystyczna. faceci chodza glownie w dzinsach i jakiejs sportowej gorze, buty ecco, do tego sportowa kurtka. duzo kobiet kocha cienka tunike do dzinsow, a do tego kozaki. im lepiej wyksztalcona kobieta, tym gorzej ubrana. w zeszlym roku dobijal mnie widac kobiet w BIALYCH legginsach – jak zwykle nosily nie te, co powinny😉
      wiosna i sukienki – oj, tez tesknie! za kolorem wszedzie, a tymczasem znowu szary dzien i 10 stopni:-(

  2. Widzę, że w PL moda jest b. podobna. Pogoda niestety też.

    Im lepiej wykształcone, tym gorzej ubrane – b. ciekawe zjawisko;)

    • wyksztalcone sie tez nie maluja – czasami sie dziwie JAK zwabily swoich facetow, bo sa takie aseksualne. natomaist tzreba ludziom przyznac, ze z zasady sie myja, sa dobrze ostrzyzeni i maja zrobione zeby. rzecza, kt mi brakuje j dyskretny zapach wody kolonskiej na facetach po goleniu – nie wiem, czy w PL nadal jeszcze tak pachna? rok temu pracowalam z niemcami i tak sie rano upajalam chodzac po korytarzu

  3. Pachną, pachną – czasem aż do przesady;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: