szwedzkiereminiscencje

Z okazji 1 maja: czlowiek pracy – Barbara Ehrenreich

In Feminizm, Ksiazki, Szwecja on 2 Maj 2010 at 20:07

Barbara Ehrenreich, Nickel and Dimed: On (Not) Getting by in America / Za grosze pracowac i (nie) przezyc , 2001/2006

Barbara Ehrenreich wystepowala niedawno w programie „Kobra”, poswieconemu krytyce „pozytywnego myslenia”. Zdobyla od razu moja sympatie, poniewaz zdecydowanie i ostrym jezykiem przeciwstawiala sie pseudopsychologicznemu hokus-pokus. Opowiadala, ze jak dostala diagnoze raka piersi (nota bene zaraz po napisaniu „Za grosze”), to  „madrzy” ludzie powiedzieli, ze „rak to dar”(sic!). Poradzili tez, zeby „myslala pozytywnie”, to rak od razu ustapi… Tymczasem nie ma zadnych dowodów na to, zeby „pozytywne myslenie” mialo pozytywny wplyw na zwalczanie komórek rakowych.  Ehrenreich udalo sie zwalczyc raka – a teraz zwalcza zabobon zwany pozytywnym mysleniem.

„Za grosze” narobilo wiele halasu w momencie ukazania sie. Amerykanska dziennikarka za-wallraff-owala: zerwala na chwile ze swoim zwyklym zyciem i zaczela na nowo, szukajac niewykwalifikowanej pracy. Zalozyla sobie, ze bedzie sie utrzymywac z tego, co zarobi w swoim nowym fachu. Próbowala w róznych miejscach, zmieniajac wielokrotnie miejsce zakwaterowania. Podróz okazala sie takze podróza na niemal samo dno amerykanskiego spoleczenstwa. Odkryla rzeczy na miare Naomi Klein, tyle ze odkrywala je na wlasnej skórze jako kobieta pracujaca, co to zadnej pracy sie nie boi. Posluze sie duza iloscia cytatów, poniewaz Ehrenreich pisze bardzo dobrze. Nie jak pisarz, tylko jako dziennikarz: z zaangazowaniem i pasja reporterska. Wykazuje przy tym duza wrazliwosc spoleczna, co bywa rzadkie w sferze „upper middle”, do której nalezy. O swojej decyzji pisze tak:

Ilu ludzi, poza uciekinierami i uchodzcami, robi cos takiego – zrywa wszystkie dawne kontakty, mówi „do widzenia” stosom zaleglych listów…i zaczyna od zera, zachowujac lacznosc z dawnym zyciem jedynie poprzez prawo jazdy..? Powinno to byc ozywcze, mówie sobie, jak skok do zimnego Atlantyku…a potem powolne, swobodne wyplyniecie poza przybój.

Racje ma jedynie co do zimnej kapieli – bardziej trzezwiacej niz orzezwiajacej. Szybko uzmyslawia sobie, ze nie ma zadnych atutów i konkuruje o niskoplatne zajecie z armia biednych kobiet. Najgorsza – w ocenie innych – okazala sie posada sprzataczki:

Uniform sprzataczki wywoluje przeciwny efekt. W jednym miejscu…, zwyklej jadlodajni, próbowalam zamówic mrozona herbate na wynos, ale kelnerka rozmawiala caly czas z kolezanka, ignorujac moje próby zwrócenia na siebie uwagi.  No i jest jeszcze supermarket. Dawniej zatrzymywalam sie tam w drodze z pracy do domu, ale nie moglam zniesc spojrzen, które wyraznie mówily: „A co ty tu robisz? i „nic dziwnego, ze jest biedna, ma piwo w koszyku!”…Byc moze –  przychodzi mi do glowy – mam przedsmak tego, jak to jest, gdy sie ma inny kolor skóry.

Nazywana bywa czesto „skarbem”, „kochaniem” itp – albo skrótem swojego imienia:

Ja zas musze uporac sie z faktem, ze „Barb”, jak widnieje na plakietce, nie jest ta osoba, co Barbara. „Barb” nazywano mnie, gdy bylam dzieckiem i wciaz tak do mnie mówi rodzenstwo, odnosze wiec wrazenie, ze w jakims sensie sie cofam. Jezeli odrzuci sie kariere zawodowa i wyzsze wyksztalcenie, zapewne zostanie pierwotna Barb, ta, która byc moze pracowalaby w Wal-Marcie, gdyby jej ojcu nie udalo sie wyrwac z kopalni.

Zatracila poczucie bezpieczenstwa, takze ficzycznego,  i poczula sie latwym lupem:

…gdy pojechalam na studia zaczelam pojmowac, co to znaczy narazic sie na gwalt, i odkrylam, ze mój zwyczaj zwiedzania obcych miast samotnie i na piechote, w dzien i w nocy, innym wydaje sie bardziej lekkomyslny niz ekscentryczny. … Turtaj tylko duchota powietrza uswiadamia mi, ze naprawde jestem w pomieszczeniu pod dachem; bo kazdy, kto sie tu przywlecze z autostrady, widzi mnie jak na dloni, a nie chcialabym polegac na wlascicielach moteli w kwestii udzielenia mi pomocy.

Przed otrzymaniem pracy poddawana jest upokarzajacym testom, a potem korporacyjnemu praniu mózgu:

Jesli jestesmy traktowani jak osoby niegodne zaufania – potencjalne obiboki, narkomani i zlodzieje – to z czasem rzeczywiscie mozemy tak o sobie myslec.

Zle traktowanie przeklada sie na zanizona samoocene:

Stwierdzam, ze chyba cos robie nie tak, jak trzeba, ze czegos nie dopatrzylam.

Gdy bowiem wmówic komus, ze jest nic niewart, moze zaczac myslec, ze jego zarobki rzeczywiscie sa adekwatne do jego wartosci.

Po powróceniu do swojej zwyklej tozsamosci snuje rozwazania na temat istoty biedy:

Osobom niecierpiacym biedy powszechnie wydaje sie, ze ubóstwo jest stanem, który mozna zniesc – byc moze pelnym wyrzeczen, ale przeciez biedni daja sobie jakos rade, nieprawdaz? Zawsze byli i beda. Ludziom, którzy nie sa biedni, trudno jest dostrzec, ze ubóstwo to dotkliwe cierpienie: lunch sklada sie z paczki buritos albo hot doga, co prowadzi do oslabienia organizmu przed koncem zmiany. „Dom” to czesto samochód albo przyczepa kempingowa. Trzeba pracowac mimo choroby lub urazu, z zacisnietymi zebami, poniewaz z braku ubezpieczenia zdrowotnego nikt nie zaplaci za absencje chorobowa, a utrata zarobków jednego dnia oznacza, ze nastepnego nie ma za co kupic jedzenia.

Lekture „Za grosze” dedykuje wszytskim tym, którzy czuja sie lepsi z racji urodzenia, udanej kariery zawodowej czy wypchanego portfela. Oraz tym, którzy nadal wierza w mit USA i American dream. Zakoncze gorzka refleksja autorki:

Dorastalam, slyszac nieustannie, az do znudzenia, ze sukces zalezy od ciezkiej pracy: „pracuj ciezko, to awansujesz” albo „doszlismy do wszytskiego dzieki ciezkiej pracy”. Nikt nigdy nie mówil, ze mozna ciezko pracowac – ciezej niz kiedykolwiek uwazalam za mozliwe – a jednak coraz bardziej tonac w dlugach i pograzac sie w biedzie.

Reklamy
  1. „Rak to dar” – ten, kto jej tak powiedział, musiał być chyba pozbawiony serca! Taki wariant pozytywnego myślenia to jakiś absurd.
    Przyjaciółka mojej mamy (też Barbara) miała rok temu amputację piersi, a potem chemię, którą znosiła fatalnie. Teraz już wszystko w porządku. Mimo najszczerszych chęci w tym, co przeżyła, trudno mi doszukać się jakiegokolwiek datu. Darem było to, że jej syn jest lekarzem i dopilnował, żeby wszystko dobrze przebiegło. Inaczej mogłoby być krucho biorac pod uwagę opieszałość naszej służby zdrowia.
    A wracając do ciekawie przedstawionej przez Ciebie Barbary E. – ciekawy eksperyment i wnioski!
    I cieszę się, że sobie z rakiem poradziła mimo braku pozytywnego myślenia.

    • rak to nieobliczala choroba i obarczanie pacjenta odpowiedzialnoscia za wlasne wyzdrowienie j niedopuszczalne! dobrze, ze u twojej barbary szczesliwie sie wszystko skonczylo. mam tez nadzieje, ze ehrenreich zabierze sie z energia za oszukancza branze ksiazek „samopomocowych”

  2. Trafny, aczkolwiek niepozbawiony ironii, dobór lektury do kontekstu święta; odważna kobieta – nie wiem, czy byłabym zdolna do takiego eksperymentowania, choć wnioski dotyczące postaw społecznych dają do myślenia. Trochę mi się kojarzy z książką, dość głośną ostatnio, [http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/03/udreki-pewnej-kasjerki-anna-sam.html]
    „Udręki pewnej kasjerki” Anny Sam. Pozdrawiam.

    • b fajny link – thx! rzeczywiscie, spostrzezenia podobne od ehrenreich, choc barb miala szczescie, ze próbowala róznych zajec. nie musiala tez kontynuowac swoich zajec w nieskonczonosc. moze to i ironia – ale wiekszosc wyzyskiwanych dzisiaj ludzi pracy to po pierwsze kobiety, a po drugie czesto imigrantki pracujace w tzw.uslugach. niestety, nikt sie nie przejmuje warunkami ich pracy i dlatego chwala ehrenreich za jej ksiazke. sama bylam wychowana w czasach, kiedy robotnik=górnik z hutnikiem ,-)

  3. Off topic, o nowych zdjęciach.
    Wiosenna fryzura śliczna! Trudno się dziwić, że w sklepach biorą Cię za gimnazjalistkę!
    Fotografie są świetne, jak zwykle.
    Jeśli wzrok mnie nie myli, to psiak jest przedstawicielem rasy Rhodesian ridgeback. Przykro mi z powodu łapki, mam nadzieję, że rekonwalescent czuje się lepiej.
    Zupka pokrzywowa wywołuje mieszane uczucia, ale przecież nasza szczawiowa też tak niepokojąco wygląda 🙂
    W Szwecji chyba biedronkowa klęska urodzaju! 🙂 Jakieś wrogie siły na pewno zrzucają z samolotów.

    • dziekuje za komplementy rozliczne! b mi poprawily humor, poniewaz wlasnie spamowala mnie na „garnku” jakas szczebioczaca idiotka. w kazdym razie wzrok masz doskonaly, bo to j rodesian ridgeback (moja kolezanka, kt miewa boksery nazwala khero bokseropodobnym). jak sie polozyl, to zajal mi pol kuchni. ale lagodny jak baranek – dopiero na trawie przyszalal. biedak, nie wolno mu sie jak razie bawic ani chodzic na dlugie spacery. wlasciciele nie maja dzieci i psiur j niemozebnie rozpieszczany, ale sympatyczny. natomaist co do zupy to sama mialam duze opory, zeby ja spobowac po ugotowaniu. ze szczawiowa masz racje, bo robi sie obie zupy w niemal identyczny sposob! utrwalilam, bo pewnie drugi raz juz nie ugotuje. mnostwo roboty, w duzej czesci w rekawiczkach

  4. Znowu świetne nowe fotografie!
    „Potwór nawodny w kolorze” jest genialny, wygląda nie jak zdjęcie a dzieło sztuki! Idealnie nadaje się na okładkę książki lub płyty. Super.
    Nie wiem, co bardziej intryguje: czy kaczeńce jako takie, czy ich odbicia w wodzie.
    A magnolie wprost uwielbiam.

    • magnolie wypatrzylam na spacerze tydzien temu i byly piekne. teraz, niestety, zaczynaja gnic. w ogole tutaj jakas smutna wiosna, to zimna i mokra: zaledwie apre stopni celsiusza. ale postanowilam sie nie dac i dokumentowac to, co akurat biozia dala… dziekuje za niezwykle mile i sympatyczne slowa! „ide” teraz czytac CO to ci ostatnio wpadlo w czytelnicze oko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: