szwedzkiereminiscencje

Apteka pod Pankiewiczem meznym

In Ksiazki, Polskie refleksje on 30 kwietnia 2010 at 23:47

Tadeusz Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim , 2007, pierwsze wydanie 1947

Dzieki bibliotece w Halmstad nareszcie mam dostep do wiekszego wyboru polskiej literatury. Czytanie po polsku to dawno zapomniana przyjemnosc – nie do przecenienia. Mam w zapasie jeszcze jedna pozycje – tym razem o troche innej tematyce. Teraz jednak do naszych baranów czyli do Tadeusza Pankiewicza.

Z okladki spoglada na nas przystojny i kulturalny mezczyzna w sile wieku. Szczególnie zachwycila mnie muszka, która jeszcze po wojnie bywala wyznacznikiem profesorów Uniwersytetu Jagiellonskiego. Jak wyczytalam w wikipedii, to tam studiowal farmacje, zeby kontynuowac rodzinne tradycje. Rodzina przywedrowala ze wschodu, poniewaz miejscem urodzenia jest Sambor. Ojciec Tadeusza prowadzil przed nim apteke „Pod Orlem”. Wiecej o historii rodziny wyczytac sie nie da, jako ze glupiopedia potraktowala Pankiewicza po macoszemu – a zwlaszcza w wersji polskiej. Najwiecej juz dalo sie wyczytac z wersji angielskiej – az wstyd! Jak zwykle Polacy nie doceniaja swoich wybitnych. Zamiast docenic, szkalowali, o czym oglednie wspomina autor w przedmowie do II wydania:

Pomawiany przez „okreslone” kola o sprzyjanie syjonistom, doznawalem przykrosci ze strony niektórych rodaków, którzy tak opacznie oceniali moja dzialalnosc i pelnione obowiazki w okresie koszmarnych dni i nocy okupacji hitlerowskiej.

Wszystko to paskudne, szczególnie ze:

Z dawnymi znajomymi z getta spotykalem sie takze na róznych procesach przestepców wojennych w RFN, wystepujac tam, podobnie jak i ci znajomi, w charakterze swiadka.

Czyli dal swiadectwo swoich przezyc na granicy krakowskiego getta – swiadectwo przezywanych okropnosci, a przy okazji swojej wielkiej odwagi cywilnej. Uwazam brak opatrzenia ksiazki wstepem na temat autora przez krakowskie Wydawnictwo Literackie  za czysta arogancje. Autor musial byc czlowiekiem duzej skromnosci, bo zalaczone oba wstepy jego pióra zajmuja lacznie tylko kolo trzech stron. O sobie prawie nic nie pisze – a w tekscie ksiazki uwypukla zaslugi trzech wspólpracowniczek w aptece. Chetnie bym sie o nim czegos wiecej dowiedziala, ale cóz, WL nie odrobilo lekcji, lekcewazac zarówno mnie czyli czytelnika, jak i autora „Apteki”. Shame on you, Wydawnictwo Literackie, shame on you! Nie wspominam juz o miekkej okladce i zupelnie nieczytelnych mapkach – poziom wydania na wysokosci PRL.

Urodzilam sie i wychowalam w Krakowie, choc w dziecinstwie niemal nie znalam Podgórza. Potem jednak przesiadalam sie czesto na placu Zgody, gdzie miescila sie tytulowa apteka „Pod Orlem”, a potem przejezdzalam kolo pomnika ofiar obozu w Plaszowie, nie do konca zdajac sobie sprawe kogo upamietnia. Pomnik tez wznosi sie na pustym zupelnie wzgórzu i dopiero film „Lista Schindlera” rekonstruuje wyglad obozu. Natomiast kamienice Podgórza w obrebie Getta stoja nadal te same – zasiedlone najpierw przez ludnosc mieszana, w wiekszosci Polaków, potem przez Zydów, a po wojnie znowu przez Polaków. Nota bene to teraz podobno najmodniejsza rozrywkowa dzielnica miasta…

Dla scislosci podam od razu, iz jest to pozycja typu non-fiction czyli dokument, zawierajacy daty, miejsca i mnóstwo nazwisk. Z drugiej strony jednak ma osobisty touch, dzieki któremu poznajemy autora jako osobe, towarzyska, niewatpliwie obdarzona charyzma, cieplem i inteligencja. Zdecydowanie dysponowal tym, co dzisiaj nazywa sie social comptence – i dzieki tej wlasciwosci wspaniale sie sprawdzal jako posrednik miedzy Zydami, Polakami, Niemcami i Austriakami. Z jednej strony potrafil zrozumiec czlonka policji zydowskiej, a z drugiej nie ukladal sie ze szpiclami czy osobami pozbawionymi charakteru. Pankiewiczowi udalo sie utrzymac wlasna apteke mimo formalnego wymogu opuszczenia jej, kiedy sie znalazla na terenie Getta. Jego apteka stala sie punktem kontaktowym, wykorzystywanym takze przez zydowski i polski ruch oporu. Zarówno Pankiewicz, jak i aptekarki, ryzykowali codziennie zycie pomagajac dziesiatkom ludzi. Cala dobe wydawali lekarstwa, lagodzac przy tym cierpienia ludzi z Getcie. Przy ewakuacjach czy w razie potrzeby rozdawali za darmo leki uspokajajace i srodki opatrunkowe. Rozprowadzali farbe do wlosów, która optycznie odmladzala ludzi, ratujac ich przed selekcja. A przy tym wszystkim apteka przyciagala ludzi spragnionych inteligentnej rozmowy czy spiewu, co musialo odgrywac ogromna role dla pozbawionych kontaktów ze swiatem bliznich. Jestem pelna podziwu – w ilu sytuacjach ten czlowiek potrafil sie odnalezc i jakie dyplomatyczne talenty wykazal, zeby pomóc znajomym w potrzebie – a tych nigdy nie brakowalo… Jego pomyslowosc byla niezmierzona: nazwiska notowal czesto dla niepoznaki na receptach, a w aptece mial wiele zmyslnych skrytek. Nota bene w jednej z nich przechowywal wartosciowe tory, i to zadajac sobie trud, zeby przechowywac je zgodnie z tradycja. Po wojnie oddal je, a nastepnie…slad po torach zaginal. To byl bardzo uczciwy czlowiek, który z niesmakiem obserwowal i dokumentowal rozbój i rabunek, bedace organiczna czescia „przedsiebiorstwa getto” (nazwa moja). Czyta sie dobrze, choc to nie literatura piekna – z drugiej strony komentarze natury osobistej i anegdoty umilaja lekture. Zeby nie bylo watpliwosci: Pankiewicz pisze o innych oraz podaje fakty, dlatego ja postanowilam oddac hold Pankiewiczowi.

Pozwole sobie na jeszcze jeden cytat. Jako krakowianka zawsze zastanawialam sie KOGO wojna zmiotla z mojego miasta. Tadeusz P wylicza:

Unicestwiajac getto krakowskie, wymordowano nie tylko jednostki; wyginely tu cale rodziny, nieraz bardzo liczne, osiadle w Krakowie od setek lat, których nazwiska na trwale zapisaly sie w najstarszych kronikach aktów dawnego Krakowa. Z nimi ginely ich tradycje.

Gina nazwiska takie, jak Holzerów (bankierzy), Wohlów, Oberlenderów, Rappaportów, Baderów, Eibenschutzów, Wachsów z Podgórza, Schleikornów (piekarzy), Lachsów, Libanów (wlasciciele wapienników w Podgórzu), Pariserów, Hutterów (wlasciciele sklepów z instrumentami muzycznymi i rowerami), Horowitzów i Frischerów (importerzy owoców poludniowych). Znana rodzina Lanaduów (Rafal byl prezesem gminy zydowskiej w Krakowie), Halpernów (sklad futer przy ul.Grodzkiej), Aleksandrowiczów, Wasserbergów, Blühbaumów (sklady wschodnich dywanów). Gina cale rody rabinackie, jak Rappaporta Szabse.

Czesc ich pamieci!

* uzywam pisowni slowa „Getto” z duzej litery ze wzgledu na szacunek dla ludzi tam wiezionych

Reklamy
  1. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, a szkoda, bo Twoja recenzja bardzo mnie zainteresowała tą pozycją. Wydawnictwo Literackie ma u mnie dość wysokie notowania i niedociągnięcia, o których piszesz bardzo mnie zdziwiły.
    Dzięki Tobie zapamiętam pana Pankiewicza i jeżeli nadarzy się okazja, książkę na pewno przeczytam.

    • jako przyjaciólke JAMNIKÒW zainteresuje cie zapewne, ze TP równiez byl przyjacielem braci mniejszych: „W godzinach wieczornych przychodzil stale pod apteke najpierw jeden pies, potem przyprowadzil na kolacje swego kolege. Dlugo musielismy prosic, by zwierzeta raczyly wejsc do srodka. trzeba bylo wynosic im picie i jedzenie na ulice. Po jakims czasie zdecydowaly sie przekroczyc próg apteki i tutaj zjadaly swje porcje, lecz bezposrednio po zjedzeniu pedzily jak opetane do swoich domostw. Jeden tylko piesek, buldog francuski, przywiazal sie do nas od razu i zostal na stale w aptece.” Wlasciciele tych psów juz od dawna nie zyli…

  2. Ciekawe określenie wikipedii :-)) [głupiopedia] Zaanektuję sobie.

    A więc to ta książka, o której wspominałaś…. Na pewno przeczytam; w więc w kolejne będzie czekał Marek Edelman i Tadeusz Pankiewicz.
    Po Podgórzu wędrowałam sobie przy okazji Festiwalu Kultury Żydowskiej dwa lata temu. Ciekawa dzielnica. Warto poznawać takie miejsca. I realnie, i literacko.
    Pozdrawiam.

    • apteke „pod orlem” odwiedze na pewno podczas najblizszego pobytu w krakowie – teraz j tam jakies muzeum. natomiast podgórze zawsze robilo na mnie ponure wrazenie – jestem wychowana w obrebie plant i trudno mi sie zaprzyjaznia z dalszymi dzielnicami

  3. Jestem przyjaciółką jamników i szelcików 🙂 Mamy jamniczkę i sheltie, która niestety ostatnio nam choruje.
    Jestem pełna podziwu i szacunku, że w tak koszmarnych czasach Pankiewicz myślał również o Bogu ducha winnej zwierzynie, która ucierpiała straszliwie, bo ludzie mogli przynajmniej próbować to wszystko jakoś rozumowo ogarnąć, a psiny niestety nie.
    Dziękuję Ci za ten fragment, rozjaśnił pochmurne popołudnie.

    • az musialam zerknac na net, zeby zobaczyc co to za zwierze, ta szetlandzica. wyglada, nikogo nie obrazajac, na collie, kt obcieto lapy? z opisu wyglada, ze ma b mily i lagodny charakter (wiadomo, jaki pan, taki kram 😉 ). pozycz jej duzo zdrowia od (nie)mojego kocura oraz chlopców-szynszylowców!

  4. Swego czasu sporo się o tej książce mówiło, gdzieś nawet tkwi na mojej liście lektur do przeczytania. Teraz przesunę ją na bliższą pozycję;)
    Kiedyś nawet wybierałam się, żeby zobaczyć samą aptekę, ale czasu zabrakło. Może przy następnej wizycie w Krakowie się uda…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: