szwedzkiereminiscencje

Ekshibicjonizm w sieci

In Film, Szwecja on 14 marca 2010 at 18:02

Dzisiaj rano, jeszcze dosc senna, otworzylam komputer i znalazlm list z wolaniem o pomoc. Jak sie troche ucucilam, to doczytalam o kogo chodzi i co sie stalo. Napisala do mnie dziewczyna, z ktora wspolpracuje w Grupie Sieciowej. To jest ugrupowanie bardziej business niz pleasure. Dziewczyne kojarze, widzialam sie z nia pare dni temu w Sztokholmie, wczesniej raz. Rozmawialysmy ze soba raz przez telefon plus dwie-trzy konferencje telefoniczne. Czyli, szczerze rzeklszy, znamy sie slabo. Mail zawieral rozmaite nieznane mi imiona, ale po chwili udalo mi sie odszyfrowac wiadomosc: synek dziewczyny mial zapalenie wyrostka, w piatek zostal poddany operacji, a teraz lezy w szpitalu. Opiekuja sie nim rodzice na zmiane(nie, zeby nie bylo opieki, ale maja mozliwosc pobytu na terenie szpitala). No i matka chlopczyka pisze: potrzebuje wsparcia na duchu, piszcie do mnie i wspierajcie!

Niby to asertywnie, zeby prosic ludzi o to, co sie potrzebuje – ale cos mnie w tej prosbie, a wlasciwie zadaniu, draznilo. Na wszelki wypadek, zeby nie zostac posadzona o obojetnosc, napisalam do niej krotki mail wspierajacy na duchu – zgodnie z instrukcja. Zaczelam sie jednak zastanawiac CZEMU mnie tak jej mail sprowokowal. No i doszlam do nastepujacych wnioskow. Po pierwsze, dziecko jest na dobrej drodze do wyzdrowienia. Ma opieke dwójki kochajacych rodzicow oraz dobrze wyszkolonego personelu w jednym ze szwedzkich miast. To nie Górna Wolta – lekarstwa i opieka medyczna sa dostepne na miejscu. Ludzie pracy objeci sa powszechnym ubezpieczeniem, wiec za operacje i pobyt w szpitalu rodzice zaplaca kwote niewielka w stosunku do zarobkow. Lekarze i pielegniarki odpowiadaja na kazde pytanie. Jak sobie przypomne relacje z polskiego szpitala, gdzie nic nie dziala, bywa glodno i chlodno, to jakos trudno mi oba szpitale porownywac.  W tutejszym  szpitalu dostepny jest internet, wiec mozna wziac komputer i utrzymywac lacznosc ze swiatem.

Po drugie, zle sie kogos zaluje, jak ktos ZADA obzalowania. Biedne dziecko, ale dzieci choruja. Po operacji okres rekonwalescencji bywa dlugi. W Szwecji ludzie nie radza sobie ani ze smiercia, ani z choroba. Nie maja cierpliwosci, zeby czekac na wyzdrowienie – nawet projektu swojego zycia, czyli wlasnego dziecka. Nie maja czasu, a juz zupelnie ochoty, na opieke nad chorym. Nie maja tez jezyka do rozmowy o cierpieniu. Ani znajomych do rozmow o czyms innym niz jedno wielkie pasmo sukcesów. To sa ludzie skad inad dobrze funkjonujacy w spoleczenstwie – nie moge zrozumiec dlaczego nie otrzymuja wsparcia od rodziny czy przyjaciol? Dlaczego to ja mam wspierac na duchu ludzi, ktorzy prowadza wygodne zycie i nigdy nie pytaja o moje problemy?

A po trzecie to moja znajoma, pewnie podswiadomie, wpisuje sie w trend „wszystkiego na sprzedaz” czyli ekshibicjonizmu w sieci. W jakis sposob narusza intymnosc swoich relacji rodzinnych i opisuje dokladnie cierpienia swojego synka – mysle, ze zaniedlugo przysle nam plik dzwiekowy z nagranym krzykiem bólu albo wideo z napelnionych powietrzem i ukladajacych sie po operacji jelit. Chyba mi sie udalo, ze nie przyslala nagrania samej operacji? ! Wyglada na to, ze nie ma juz granicy przyzwoitosci, zeby zaistniec. Jak sie nic innego w moim zyciu nie dzieje, to sie ludziom przypomne…dzieki operacji. Bo zycie nie moze zwyczajne, tylko ma byc pelne sensacji.

Wiele lat temu ogladalam na filmowych konfrontacjach film z Maxem von Sydow i Romy Schneider „Smierc na zywo” http://www.imdb.fr/title/tt0081182/combined  http://www.youtube.com/watch?v=6i1MMZMZuy4. Swiat jest na skraju zaglady i tlumy ludzi wedruja bez celu. Romy Schneider umiera powoli. Max von Sydow(nie pamietam juz dlaczego sie zgodzil) ma woperowana w oczy kamere. Zgadza sie odnalezc Romy i patrzac na nia filmowac jej smierc. Poniewaz jednak lacza ich wiezy przyjazni, to w ostatnich chwilach, z przyzwoitosci, zamyka oczy, zeby widz nie mogl obserwowac smierci przyjaciólki.

Ktos moze powiedziec, ze w sieci jest juz teraz wszystko – ale nadal moge dokonac wyboru. I jak chce ogladac operacje wyrostka, to szukam takiej sekwencji. A jak lubie muzyke, to po prostu moge posluchac radio. Natomiast przysylanie imiennego maila z dokladnym opisem choroby osoby obcej odbiera mi apetyt na sniadanie. Zas dopraszanie sie wspolczucia zdaje sie tanie – bo jestem jedna z wielu, do ktorej skierowano ten mail. Tak po prawdzie to po pierwsze spam, a  po drugie malo smaczne szukanie sympatii. Dziadostwo!

Acha, a popoludniu dostalam „nastepny odcinek”. Dziecko oglada film na DVD. Boje sie, ze nieswiadomie zaabonowalam serial. Pozostaje miec nadzieje, ze to serial o niewielu odcinkach…

Advertisements
  1. Masz rację, że to dziwna prośba.
    Wydaje mi się, że dziecko bardziej teraz potrzebuje, żeby mama poświęcała czas jemu, a nie czytaniu maili ze wsparciem! Od ludzi, których prawie kompletnie nie zna.
    Może to chęć zwrócenia na siebie uwagi, wywołania sensacji? Chęć sprawdzenia, jak bardzo jest się popularnym?
    Szczerze mówiąc spotykam się z czymś takim po raz pierwszy. To znaczy zdarza się, że ludzie piszą o swoich problemach, ale taki apel o maile pocieszające to jakieś nowe zjawisko socjologiczne.
    Jeszcze jedna kwestia: nie chciałabym, żeby moja mama bez mojej wiedzy i zgody upowszechniała filmiki ze mną chorą w roli głównej!
    Mam nadzieję, że szpitalny „Big Brother” wkrótce się zakończy.
    „O śmierci na żywo” nie słyszałam (to musiał być mocny i trudny w odbiorze film), słyszałam natomiast, że ludzie umieszczają w internecie drobiazgowe relacje ze swojego samobójstwa 😦

    • wiesz, obawiam sie, ze to raczej zjawisko socjologiczne – i dlatego o tym napisalam. jestem osoba o duzym stopniu empatii i trudno mi przejsc obojetnie kolo kogos, kto akurat przezywa tragedie. w SE zdarzylo mi sie juz pare razy, ze pozwolilam sie komus wygadac i wsparlam dobrym slowem. ku mojemu wielkiemu zdumieniu te osoby potem mnie unikaly albo „nie zauwazaly” – pewnie bylo im wstyd, ze tak sie otwarly. a mnie bylo przykro, gdyz czulam sie wykorzystana. tutaj (jak w USA) mówi sie, ze ktos kogos wykorzystal jako kosz na smieci; „zwymiotowal” do ciebie swoje problemy i lekki poszedl dalej. dlatego nauczylam sie byc ostrozna i nie dawac sie wciagac. nie tak dawno uslyszalam jednak „ze tez ty sie tak troszczysz o innych ludzi” – no i niby to byl komplement, ale dawal mi do zrozumienia, ze odbiegam od normy

      na cale szczescie nie bylo dzisiaj komunikatu o stanie zdrowia (i ewneualnym stolcu) ,-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: