szwedzkiereminiscencje

Przyjaciel moich przyjaciól nie jest moim-Wallace

In Ksiazki on 31 Maj 2012 at 13:35

David Foster Wallace / Blek Kung / 2012

 

 

Blady król czy tez – uzywajac jezyka Lema – Król Bladawiec - mial byc dla mnie przyjemnoscia wiosenna, towarzyszaca slonecznej pogodzie i zapachowi rozkwitajacych bzów. Mialam wysokie oczekiwania, poniewaz autor to po pierwsze przyjaciel Franzena, po drugie podobno piewowzór Katza ze znakomitej Wolnosci, a po trzecie dowiedzialam sie o Wallace’ie nie powiem od kogo – ale od osoby, której gustom literackim (niebacznie) zawierzylam. No i okazalo sie, pewnie nie po raz piewszy w historii, ze przyjaciel moich przyjaciól moim przyjacielem stac sie nie moze.

 

 

Zle mi sie zaczelo – potem bylo troche lepiej, potem jedna interesujaca historia, a pózniej – niestety – znowu niestrawnosc wielka, zakalcowata. Ktos moze powiedziec, ze powinnam pokochac pisarza takim, jakiego go dobry Pan Bóg byl stworzyl – ale widocznie tenze sam Bóg wetchnal we mnie za malo bezmiernej dobroci, tolerancji i cnoty wybaczania. Poza tym, zapewne niechcacy, tchnal we mnie uczulenie na nude i biurokracje. Jak rozumiem w samego Wallace’a takze, poniewaz trzynastomiesieczne zatrudnienie przed laty w Urzedzie Podatkowym straumatyzowalo go na zycie i ta ksiazka wlasnie miala byc czyms w rodzaju katharsis. Rózne sa sposoby ulzenia sobie – a tak na marginesie to pisarzowi nie pomoglo, poniewaz i tak popelnil samobójstwo – ale zyciowe doswiadczenie uczy, ze nie nalezy swoimi problemami obarczac innych, Bogu ducha winnych. Jakos tak sie ten akapit zrobil uduchowiony – jak sadze reakcja na flakowatosc egzystencji urzednika podatkowego.

Tak sie sklada, ze mam pare kolezanek zatrudnionych w Urzedzie Podatkowym. Wyznam szczerze, nie sa to najbardziej pasjonujace z moich znajomych: ani wizualnie, ani intektualnie, ani pod wzgledem kreatywnosci czy polotu. Po spotkaniu z nimi czym predzej wlaczam radio, telewizor, muzyke czy tez siegam po dobra ksiazke, gdyz podswiadomie chce zapomniec o ich szaromyszowatych twarzach. Dla mnie ksiazka to odskocznia, ktos, kto mnie zawsze rozumie i gdzie spotykam ludzi podobnych do siebie. Stad trudno o wieksze rozczarowanie jak kiedy z kart Króla Bladawca splynela na mnie bladawosc, nuda i rutyna, przed którymi instynktownie w swiat ksiazek sie chronie. Zapowiadanego jedna z recenzji zaangazowania spolecznego jakos nie znalazlam, poza wspomniana juz wczesniej historii o podrózujacej matce z córka. Zwyczajowo narzekam na opisywane okropnosci, ale literacka nuda wcale nie jest lepsza niz opisy gwaltów.

 

Ksiazka poskladana po smierci autora z luznych notatek i zapisków, na dodatek opatrzona nieskonczona iloscia przypisów. Tekst dostosowany chyba do meskiej komunikacji, poniewaz charakteryzuje sie duza iloscia skótowców i kodów, skladajacych sie z kombinacji liter i cyfr. Raj dla urzednika czy wojskowego i czasami moja rzeczywistosc w murach elektrowni jadrowej. Tekst zaczyna sie jak Kafka, zeby nastepnie przejsc w Orwella, a pózniej to chyba tylko Wallace – albo Michael Pietch, który notataki po Wallace’ie poskladal. Ladna, bo butenkowska okladka, tylko tekst w okladce zupelnie niestrawny. Niestety, nastepny pisarz wedruje nie tyle do kata, co do Salonu Odrzuconych.

  1. Znajomi znajomych nie są… potwierdzam. Choć wariacje na ten temat mogą być różne. Np. idę na spęd towarzyski, będą znajomi znajomych. Cieszę się – nowe twarze, nowe myśli… Kiszka. Ale mimo to nie wiem, czy bym… tak przy ludziach, że wszyscy oni/one po czterokroć ‚ani’. Ubawiłam się; dość czupurna i ‚bez’ (tu dodać czego tam dusza zamarzy) z ciebie osoba. Ciężko tak, pokładając tyle nadziei w książkach, kręcić się po raz kolejny w pobliżu Salony Odrzuconych.
    Ty drzesz włosy z głowy z powodu kolejnego ‚bladawca’, jesteś skłonna pokochać nawet opisy gwałtów – byle czująca pustkę literacką dusza, miała się do czego przytulić. A ja się cieszę i chichoczę prawie radośnie. Bo już, już miałam martwić się, że na weekend pogoda się spsi, ale przy twoich problemach, moje wydają się – minimalne. I tym optymistycznym akcentem…
    P.S. Może czytaj Archipelag – jest nowy numer od tygodnia. ::))

  2. ewo! u nas pogoda spsila sie juz od paru dni, choc bywaja przeblyski slonca. poza tym moge juz chodzic, wiec mam nadzieje na udana wycieczke z siecia kobiet w sobote . nie tyle w archipelag, co do lasu

    no i czytam wlasnie ksiazke, kt sie niezle zapowiada – czyli nie wszystko stracone. w kazdym razie ciesze sie, ze nie pracuje jako redaktor w wydawnictwie, bo jednak zapoznawanie sie z niestrawnymi tekstami to orka na ugorze. czekam az mi ktos wyjasni gdzie w tej powiesci (?) wielkosc wallace’a! kto w ogóle decyduje, ze jakis pisarz j „wielki” i na podstawie jakich kryteriów? jakos wierze bardziej we wlasne odczucia…

  3. A więc spaceruj i ufaj własnym oglądom zdarzeń.
    Ja pewnie niczego ci nie wyjaśnię w temacie kto i dlaczego ‚wielkim mężem był’. Pewnie i decydenckie gremia nie do końca wiedzą co czynią.
    Najśmieszniejsze jest to, że mało kto waży się stwierdzić: ‚król jest nagi’. Jeśli się ‚pyszczy’ to ‚w tematach’ nie wymagających zbytniego myślenia… Pa

  4. ewo, postawilas kropke nad „i”! bo chodzi o odwage – i z tym towarem czesto nienajlepiej

    czekam na przyklad caly czas na wyjasnienia od humberta, kt zwymyslal mnie od „grafomanek” – zeby mi napisal CO mu sie konkretnie tak u stiga dagermana spodobalo. ale sie pewnie nie doczekam, bo jak sadze wytzrzwial i go „odwaga” odeszla :-)

    posylam pare promoni sloneczka, kt wlasnie sie na niebie ukazalo. pa!

  5. książki nie czytałam, niczego Wallace’a nie czytałam, choć gdy nadejdzie okazja, powiem mu mimo wszystko „tak”. z ciekawości.

    lubię ten Twój styl pisania. taki właśnie „bez”, jak to już komentująca wyżej Ewa napisała.
    ze wstydem przyznaję, że takiego jaja w sobie nie mam. nawet gdy piszę i nikt nie patrzy, to jakaś durna autocenzura się załącza (by nikomu przykro i by nie urazić, i co tam jeszcze; bez sensu). muszę ją z siebie wyrzygać (pardon) (jak fontanna).

    • przeczytaj koniecznie – zawsze trzeba sobie osobiscie wyrobic zdanie. a jak ci podejdzie, to sie podziel co ci zasmakowalo!

      mniej j latwiej, poniewaz jestem poza establishmentem. poza tym z PRL pamietam, ze nie wszystko co pisaly media, ksiazki czy co mówli ludzie publicznie to byla prawda. zawsze warto myslec samemu – intelekt jeszcze mnie nigdy nie zawiódl. w odróznieniu od pociagów, ludzi i idei

  6. No ale wiesz co, zaczynać przygodę z DFW od książki poskładanej, niedokończonej? Czemu nie Infinite Jest na początek? W kartonie leżał w piwnicy i się bibliotekarce iść po niego nie chciało? ;)

  7. zaczelam od ostatniego frazena i mi dobrze poszlo! przyznaj sie bez bicia – czytales infinite jest i mozesz mi z czystym sumieniem polecic??

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 106 obserwujących.

%d bloggers like this: