Znowu rodzina-Cusk

Rachel Cusk /In the fold / 2005

 

 

Oj, musialam sie douczyc troche rolniczego angielskiego. Fold oraz pen nie znacza bowiem tego, co nam sie pierwsze cisnie na usta – czyli faldy i pióra. W ogóle pani Cusk zacheca swoja proza do uzywania slownika, co przeszkadza w chwilach pasji czyli po tym jak powiesc juz sie rozkrecila i czytelnik chce CZYTAC, a nie biegac do komputera.

Rachel Cusk przyszla do mnie z blogosfery.

W domu pojawila sie w postaci In the fold – i zdaje sie na szwedzki nie zostala przetlumaczona. A jak juz powiesc przeczytalam to zajrzalam na net. No i zdebialam, bo natrafilam na swiezutenka debate przetaczajaca sie przez lamy Guardiana. Pani Cusk wydala wlasnie nowa powiesc, której fragmenty rozpetaly wpisy ziejace nienawiscia. Pocieszajacy fakt dla polskich internautów, ze czytajacy literature Brytyjczycy uzywaja tych samych chwytów retoryczno-stylistycznych i ze poziom dyskusji bywa równie niski.

Wracam jednak do moich baranów – tym razem par excellence.

Konstrukcja troche jak z Braideshead revisited – facet w srednim wieku powraca do miejsca i rodziny, które urzekly go w mlodosci.

O czym traktuje? Wizja jak dla mnie katastroficzna – ze jestesmy naznaczeni rodzina, w której dorastamy i ze tylko tam, niezaleznie od patologii, czujemy sie w pelni szczesliwi. Technicznie widze problem, bo jak dorosle dzieci powracaja na stare smieci bez swoich latorosli, to co z mitem gniazda rodzinnego nastepnego pokolenia?

Czy dobre? Nawet bardzo.

Dlaczego? Odslania misterna konstrukcje zaleznosci, wladzy, gier, ról, pozorów w obrebie rodziny. Kazdy znajdzie u Hanburych jakis smaczny kasek czy wspomnienie z dziecinstwa.

Jak napisane? Nawet bardzo!

Niezaleznie od doznan przy czytaniu owczarni – i nie wglebiajac sie w symbolike jagniecia – najbardziej poruszona zostalam tekstem z Guardiana. Rachel Cusk opisuje bez ogródek, co jej wszyscy maja za zle, jak to po dziesieciu latach malzenstwa sie rozeszla i jaka katastrofa ten rozwód stal sie dla niej, dwójki dzieci oraz bylego meza.

Jak dla mnie opis wiarygodny, naznaczony refleksja, intelektualny i logicznie poprawny.

TAK wlasnie jest, mialabym ochote zawolac.

Natomiast czytelnik Guardiana wola: na pohybel, ty suko –

zajmij sie dziecmi, zapomnij o sobie, zabieraj sie do roboty, bo musisz utrzymac jeszcze bylego malzonka.

Zal mi twojej matki, bezwstydnico!

Zal mi twoich dzieci!

Zal mi twojego bylego, ty narcyzo!

Rachel opisuje zawirowania spowodowane odwróceniem tradycyjnych ról plciowych oraz wlasne problemy z przeprogramowaniem sie na role kobieca.

Bo wychowywana byla wg.wzorca meskiego: szkola, kariera.

A potem przyszlo macierzynstwo, które wszystko postawilo na glowie.

Wydawac by sie moglo, ze to doznanie wielu nowoczesnych i dobrze wyksztalconych kobiet?! Tymczasem najwyrazniej nadal wielkie tabu,

poniewaz publika chce rozniesc Cusk na szablach.

Dlaczego?

Schadefreude, ze przez chwile dobrze jej sie wiodlo, a potem noga podwinela?

Nie wiem czy jej nowa ksiazka „Aftermath” jest dobra czy zla, ale odnotowalam Rachel Cusk jako autorke myslaca i ciekawa.

Natomiast nasze baranki z owczarni to jeszcze wprawka i sadze, ze niejednemu milosnikowi zwierzat, patologii rodzinnych badz dobrej literatury sie spodobaja.


About this entry