Galicyjska gaweda-Stojowski

Andrzej Stojowski / Romans polski. Kareta / 1975

Szukajcie a znajdziecie: szukalam Musila, a znalazlam Stojowskiego. Musil znalazl sie dopiero wczoraj – lekko pogryziony przez szynszyle, pod telewizorem. Wszystko to w szale po Bernhardzie, który wyzwolil we mnie tesknote za rodzinna CK Monarchia.

Ksiazke dostalam kiedys w szkole jako nagrode i nigdy do konca nie przebrnelam – widocznie niektórym lekturom wskazane jest lezakowanie. Teraz mi zupelnie przypasowala – a wrecz im dalej od przewrócenia ostatniej strony tym wieksza mnie tesknota ogarnia. Przede wszystkim to jedzenie! Niezaleznie czy czasy króla Stasia czy tez nadciaga pierwsza wojna – jedzenie odgrywa role zasadnicza. Poprawia humory i stosunki rodzinne, ma byc obfite i spozywane w milej atmosferze.

Czas ostatni ubierac sie, ze dwie godziny tylko do obiadu, podadza wieczorem. Ojcu bardzo dale sie zalezec – kochany ojciec! Sam do kuchni chodzil, kosztowal sosów, jakies przyprawy radzil kucharzowi, az kucharz zly, zmarszczyl sie – i tak zrobi po dawnemu!

Zas sama uczta tak sie toczyla:

Bulion byl znakomity, a wino z Madery wytrawne, az wuj Artur pochwalil. Pieczen znosna, za to kuropatwy…no, jej sie dostala moze wyjatkowo sucha – czy gosciom tez? Szczesciem, ta Karoliny tlusta sie wydaje, a nie wiedziec czemu to Karoliny wlasnie bala sie najbardziej Klaudia. Ach, ojciec znów zrobil plame z czerwonego wina – na obrusie plame, na kamizelce! Juz wstac chciala, pomagac ojcu – jest taki niezreczny! Powstrzymala sie w pore, sa goscie – nie wypada! (…) Soufflé oklaply troche – za dlugo stal na bratrurze, moze tez i cukru za wiele wsypali – az ciagnie sie, niedobrze! Przeciez pani Julia, ciocia Julia, dobiera – to moze nie az tak strasznie zle?
- Doskonaly wasz wegrzyn! – Wuj Artur pochwalil, a on sie zna na winach!

No i czy nie przyjemnie by tak by bylo zasiasc w takim rodzinnym gronie?

Choc poza posilkami obowiazywalo prawo dzungli: jedni majatek zdobywali podstepem, a drudzy – ku zgorszeniu krewnych – praca wlasnych rak i gra na gieldzie. Kobiety mogly sobie poszalec dopiero jako wdowy – wczesniej byly strategicznie wydawane za maz. Choc niektóre, te bardziej charakterne postawily na swoim i poszly za glosem serca. Ku najpierw zgrozie, a potem rezygnacji reszty rodziny.

Podobno Stojowski opisywal historie wlasnej rodziny, a jako Skarbek-Stojowski, potomek Potockich i Dzialynskich zdecydowanie mial co. Przetacza sie cala historia Polski, widziana z perspektywy prowincji, od konca XVIII do poczatków XX wieku. Jest i wujek od Napoleona, który pada ofiara galicyjskich rzezi chlopskich. Sa powstanie i powstancy – oraz ich przeciwnicy. Namiestnicy cesarscy. Szlachta, arystokraci, sluzba, przemyslowcy, wielcy finasisci. Zony i kochanki. Polowania, sluzba w cesarskich formacjach i koszarach. I tu nie moge sie oprzec, zeby nie wkleic do sztambucha zdjecia wlasnych krewnych:

Ku swojemu zdziwieniu znalazlam w tekscie takze pare nader interesujacych sentencji:

Bo ludzie zamknieci w swoim egoizmie chca, by ich kochano, choc sami nie sa zdolni do milosci.

Oraz:

Prawda to jest ta wersja, która swiat przyjmuje

Sa tez zacytowane autentyczne ogloszenia prasowe i afisze, w tym list gonczy – wielorakie smaki i smaczki zapomnianej Galicji. Skandale i emigracja do Ameryki. Konie.
Odkrycie ropy naftowej na Podkarpaciu. Powolny rozwój przemyslu.Wladza mediów – w tym wypadku dziennikarzy i gazet. Uluda szczesliwego zycia. Jak ktos lubi gawede szlachecka, zycie niespieszne i plotki niekasliwe, to z przyjemnoscia sie zanurzy w historii jednego ze znacznych rodów galicyjskich. Potwierdza sie stara prawda, ze zaden pisarz nie przebije fantazja samego zycia.

 

 

 


About this entry