Wariacje pianistów-Bernhard

Thomas Bernhard / Undergångaren / 2004

(czytane do muzyki Bacha)

Juz sam tytul, w oryginale:Der Untergeher nastrecza trudnosci. Bo przegrany to ten, która gral i nie wygral. Loser to takze tez, który zawsze przegrywa. Zas Untergang to m.in. tytul filmu o upadku Hitlera. Na cale szczescie istnieje dokladny szwedzki odpowiednik, który po angielsku oznacza: fall, destruction, ruin, doom, perdition. Czyli: zeby upasc, nalezy najpierw znajdowac sie wysoko. Zeby popasc w ruine trzeba najpierw zdobyt swietnosc. Tytul w oryginale sugeruje kogos, kto osiagnal bardzo wiele i pózniej to stracil. Spadl z wysoka.

Szwedzi by powiedzieli, ze Bernhard jest „bardzo specjalny” (co tutaj oznacza: zdecydowanie odbiegajacy od normy). Pisze jednym ciagiem, pozornie caly czas to samo, dorzucajac caly czas detale, krazac i okrezajac czytelnika. Troche czasu ulpywa zanim czytelnik sie do takiej formy narracji przystosuje. Kiedy juz troche okrzeplam  wpadalo mi do glowy kolejno kogo mi pisarz Bernhard przypomina? Przypominal mi:

  • Jelinek,
  • Kafke (szczególnie motyw zamku)
  • Musila
  • Gombrowicza
  • Pisarzy czeskich
  • Innych pisarzy opisujacych CK-Austrie

Nastepna zagwozdka bylo rozszyfrowanie glównych bohaterów: narratora,Wertheimera i Glenna Goulda. Trzech pianistów w trzech mozliwych (hipotetycznie) konstelacjach:

  • Jeden pianista, dotkniety schizofrenia, o trzech róznych osobowosciach
  • Swieta trójca, konstelacja trójkata, gdzie zawsze dwóch wystepuje na przeciwko jednego
  • Matrioszka: sluchamy narratora, zeby odkryc Werheimera, w którego wnetrzu kryje sie Glenn Gould

Poza tym motyw Austrii, bo tak jak zolnierz Hlaski myslal tylko o jednym, to Bernhard pisze zawsze o Austrii. Podobno Grydzewski „chodzil zawsze z pieknym psem, airdale-terrierem. Slonimski twierdzil, ze ten pies nie lubil swojego pana, co bylo tragedia zycia…nie pana, tylko psa.” Tak i rzecz sie pzredstawia Bernhardem i Austria: TB meczy sie, gdyz mu z ojczyzna nie po drodze. Przy czym Austrii dodal tylko splendoru, a sam okupil te milosc-nienawisc cierpieniem. Zreszta nie on jeden – Jelinek przeciez tez. I tak sobie mysle, ze Austria – skad inad kiedys dla nas synonim dobrobytu w postaci mydelka Fa z Mexico Platz – rzeczywiscie ma klopot z tozsamoscia. Po pierwsze wlasnie „upadek i destrukcja” – bo jak sie poczyta Jasienice to moc i potega Austrii oraz jej dominujaca rola w Europie robia wrazenie. Siatka szpiegów, zwiazki z Watykanem, polityka obsadzania tronów, niszczenia kolejnych panstw. Potem jeszcze CK, którego slady czuje sie jeszcze w moim macierzystym Krakowie. A teraz? Teraz lezy i kwiczy. Pieniadze niby sa, kultura niby jest – i co z tego? Mnie przypomina karkas upieczonego indyka z resztkami miesa na piersi – reszta zostala zjedzona, skrzydla i nogi oderwane (pytanie tylko czy indyk moze lezec i kwiczec?). Czy tytulowym upadlym i przegranym jest Wertheimer czy moze jego ojczyzna, matka Austria? W dodatku Bernhard wyglada jak typowy Austriak, a wrecz jak Mozart na slynnych czekoladkach:

Poza tym: czy zwyciestwo Glenna Goulda nie jest symbolicznym zwyciestwem Ameryki nad Europa? (TB pisal powiesc w czasie kiedy Ameryka Pólnocna znajdowala sie jeszcze w dynamicznym okresie). Moze ten upadek to nie tylko ruina Werheimera, jego ojczystej Austrii, ale takze naszej rodzinnej Europy?

Jakby TB pisal przystepniej to jego lekture mozna by polecic biednym tego swiata – w jego swiecie pieniadze szczescia zdecydowanie NIE daja. Wszyscy trzej pianisci to potomkowie rodzin bogatych, finansowo niezaleni i uzdolnieni, mogacy robic co im na mysl wpadnie. Tylko ze to bogactwo przygniata ich, a Werheimowi wpada do glowy wylacznie spacer z zamku do miejscowej gospody. Zas wolnosc poczynan sprowadza sie do terroryzowania wlasnej siostry. Opetani sa glównie mysla o doskonalosci. Porazke ponosi cywilizacyjny mit, ze warto sie ksztalcic, niemiecki mit ze „Ûbung macht den Meister”. Ucza sie, cwicza, a potem – juz na szczycie – odkrywaja, ze ktos (Gould) jest jeszcze lepszy. A jak nie jest sie najlepszym to nie warto zyc… Przypomina sie matka w „Pianistce” Jelinek. Mnie bolesnie przypomina sie wychowanie w Krakowie. A najlepszy z najlepszych, Gould? Tez nie byl szczesliwy i umarl przedwczesnie. Czy warto wiec dazyc do idealu?

Nota bene zwycieza zamieszczone u tamaryszka motto Kolakowskiego:

Chcieć niezbyt wiele.

Moral wpisuje sie tez dokladnie w rozwazania Barlomieja Dobraczynskiego z WO:

Jak być szczęśliwym?

Przyjmujemy zwykle dwie strategie szukania sensu – czyli szczęścia – w życiu. Pierwsza: ustawiasz standardy jak najwyżej i próbujesz im sprostać

Takie strategie maksymalistyczne są, paradoksalnie, strategiami ograniczającymi, wręcz samobójczymi. Iwaszkiewicz, Márai – nieszczęśliwi. Być może dlatego, że wielki intelekt podsuwał im wysokie standardy, do których świat nie pasował.

Czyli znowu Kolakowski sie klania:

Nie szukać szczęścia

Jedna rzecz podobala mi sie zdecydowanie: ze Bernhard opisuje ekscentyków. Takich do entej potegi, takich na prawde odjechanych. I ze przedstawia ich jako wrazliwych, zdolnych ludzi – a nie niebezpiecznych wariatów. Jezeli byli niebezpieczni, to glównie dla siebie. Nie wiem jak inni, ale ja sobie zycze w 2012 jak najwiekszej ilosc autentycznych ekscentryków! Takich niesfotoszopowanych, niepieknych na pierwszy rzut oka. Prawdziwych.


About this entry